Reklama
projekty domów drewnianych
tani kredyt mieszkaniowy na kupno domu
solary
domy projekty
rynny
Deweloper Wrocław
administrowanie
domy drewniane
A A A

Zakapane sprawy

A sami nie potrafimy. Nie potrafimy? A to dlaczego? Spróbujmy, zaczynając od naj­prostszych urządzeń, od najdrobniejszych uszkodzeń. Na przy- k}acl od zlewu czy zlewozmywaka i umywalki. Dobrze wiemy, to za udręka, gdy na przykład woda nie chce spływać do rury kanalizacyjnej. Ale znajdziemy na to sposób. Motto: Chór Polaków (basem) My tu od wieków stoimy, a ten piecyk ciągle dymi. Czy to w lecie, czy też w zimie piecyk dymi, piecyk dymi... Pamiętacie ten fragment jednej ze sławnych „Zielonych Gęsi" Gałczyńskiego? Ten o dymiącym piecyku, wokół którego stoją Po­lacy, modlą się i grają Szopena, a żadnemu nie przychodzi do gło­wy, że można by piecyk naprawić? Prapolska historia i jakże typowa. Często stoimy bezradni nad martwymi, a jakże upartymi przedmiotami, które nie działają tak, jak cłziałać powinny. Trzeba je naprawić, ale nie zawsze można wezwać specjalistę, gdyż nie ma go pod ręką, a zresztą nie zaw­sze specjalista jest rzeczywiście potrzebny. Domowa hydraulika potrafi być szczególnie dokuczliwa i utrud­niająca życie. Krany, wanny, zlewozmywaki i klozety potrafią człowiekowi fatalnie — często w dosłownym znaczeniu — zatruć życie szczególnie, że psują się najczęściej w tych momentach, gdy są najbardziej potrzebne. W większości jednak sytuacji hydraulicznych potrafimy — jeśli się dobrze zastanowimy i przyłożymy do roboty — poradzić sobie sami. Trudno nam będzie wprawdzie osobiście naprawić pękniętą rurę wodociągowa czy oczyszczać zatkany główny pion kanalizacyjny zalewający piwnice. Tu rzeczywiście potrzebny jest fachowiec s odpowiednimi narzędziami i warsztatem. Takie jednak katakliz­my zdarzają się rzadko. Najczęściej dokuczają nam drobiazgi: za­tkana umywalka lub wanna czy cieknący kran. Męczymy się mie­siącami i latami, bo przecież hydraulika do takiego głupstwa wzy­wać nie warto. Każde domowe urządzenie odprowadzające ścieki zaopatrzone jest — a przynajmniej powinno być zaopatrzone — w tak zwany „syfon". Zasadę działania syfonu obejrzyjcie sobie na rysunku. Nie jest to — jak widać — urządzenie skomplikowane, choć rń^P by­wają syfony. Rozbieramy syfon znajdujący się pod umywalką przez odkrę­cenie dużej centralnej nakrętki, obejmującej zbiorniczek syfonu. Zasadniczo można ją odkręcić ręką, ale najczęściej gwint jest za­nieczyszczony, lepiej więc użyć dużego klucza nastawnego, czyli tak zwanej „żabki". Klucz taki jest w domu ogromnie przydatny. Musi on być raczej duży, o czym przekonacie się właśnie przy od­kręcaniu owej nakrętki. Gdyby żabka była mała — jej szczęki nie objęłyby tak dużej nakrętki. Odkręcamy zawsze w kierunku odwrotnym do tego, w jakim poruszają się wskazówki zegara czyli w lewo. Zakręcamy oczywiś­cie w stronę przeciwną. Przed przystąpieniem do odkręcania na­krętki nie zapomnijmy o podstawieniu kubła czy miednicy, żeby nieczystości nie wylały się na podłogę. Gdy syfon mamy rozebrany — to znaczy, gdy zdjęliśmy już zbiorniczek — czyścimy dokładnie zarówno sam zbiorniczek w środku, jak i rurę, która z nim się łączy, a która oczywiście zostanie przy umywalce lub zlewie. Uważajmy przy tym na usz­czelkę, która znajduje się pod nakrętką, pilnując, aby jej nie przer­wać lub nie zgubić. Przy zakładaniu oczyszczonego zbiorniczka należy też dokładnie oczyścić obie powierzchnie, do których przy­lega uszczelka, aby uniknąć przecieków wody. Przy zakręcaniu dociągamy najpierw ręką nakrętkę o tyle, ile się da, i sprawdzamy, czy spod niej nie przecieka woda. Gdyby przeciekała — dopiero wtedy dokręcamy nakrętkę żabką, ale nie z całej siły, lecz tylko tyle, aby ustało przeciekanie wody. Stosowane są też inne rodzaje syfonów. Syfon może być przy­mocowany do rury odpływowej na stałe. Odkręca się wtedy tylko jego denko. Zdarza się też, szczególnie w zlewach starszej budowy, że syfon tworzy zwykłą rurę, wygiętą w kształcie kolanka, w któ­rej w najniższym punkcie znajduje się korek, po odkręceniu które­go możemy wydłubać z kolanka (najlepiej haczykiem zrobionym ze sztywnego drutu) nagromadzone nieczystości. W każdym razie, aby dokładnie oczyścić syfon, należy szukać otworu w najniższym punkcie urządzenia syfonowego. Ważna sprawa: przy rozbieraniu syfonu należy uważać na ko­lejność dokonywanych czynności, aby zapamiętać sobie, która część do której pasuje i która z którą się fączy. Unikniemy dzięki temu błędów przy składaniu tych części. Jeśli ktoś nie jest pewien swo­jej pamięci, niech naszkicuje to sobie na byle kawałku papieru, A w ogóle starajmy się zawsze zrozumieć budowę każdego urzą­dzenia, co jest w gruncie rzeczy całą tajemnicą umiejętności do­konywania wszelkich napraw i regulacji. Często nie trzeba niczego odkręcać. Wystarczy syfon „przedmu­chać", a właściwie „przepompować". Używamy do tego celu specjal­nego przyrządu, idealnie zresztą prostego, który znajdziemy w każ­dej mydlarni, a na pewno w każdym sklepie gospodarstwa domo­wego. Jest to półkula z miękkiej gumy, osadzona na drewnianym trzonku. Operowanie nią nie jest trudne: przykładamy gumową półkulę do otworu odpływowego w zlewie czy umywalni, po czym mocno i raptownie naciskamy na trzonek. Należy pamiętać, że dzia­łamy tu przez zwiększone ciśnienie, które przepycha nam zanie­czyszczenia dalej, do rury kanalizacyjnej. W związku z tym pozo­stałe otwory (drugi otwór w drugim przedziale zlewozmywaka bądź odpływowy kanalik umywalki) muszą być również mocno zatkane. Najprościej zatkać je mokrą szmatą, którą przyciskamy ręką. Uderzenie wodne jest znacznie skuteczniejsze niż powietrzne, toteż aby pewniej przetkać umywalkę, napełniamy ją do pełna wodą, która i tak nie ścieknie, gdyż odpływ jest zatkany, a ma­newr przetykania wykonujemy pod wodą. Przed przystąpieniem do przetykania zlewu dobrze jest naj­pierw przepłukać syfon i rurę wrzątkiem, który nieco zmiękczy i rozpuści znajdujący się w zanieczyszczeniach tłuszcz. Po prze­tkaniu — jeszcze raz przepłukujemy syfon i rurę odpływową dużą .ilością wrzątku, aby spłynęły resztki brudów. Podobnie postępujemy z wannami, które zresztą zatykają się znacznie rzadziej. Wanny nie obudowane, stojące wolno, mają niewielki syfonik, który z łatwością znajdziemy pod otworem od­pływowym. Gorzej jest, gdy wanna jest obudowana kaflami, wpuszczona w mur. Wtedy musimy być w dobrych stosunkach z sąsiadami z dołu. Przepraszamy ich grzecznie za zamieszanie i udajemy się do ich łazienki, gdyż w suficie, nad ich wanną po­winien się znajdować korek spustowy od syfonu z naszej własnej wanny, z którym już wiemy, jak postąpić. Uważamy oczywiście sto razy pilniej niż u siebie, aby sąsiadom nie zabrudzić łazienki. Najlepiej jednak unikać zatykania zlewów. Do zlewów i zlewo­zmywaków nie należy wylewać fusów od herbaty, wrzucać resztek z talerzy, obierzyn, a szczególnie piasku, szczątków zmywaków itp. Do tego celu służy kubeł na śmieci. Nie ma co liczyć na to, że jednak przez rury to wszystko przeleci. Przelatywać będzie przez pewien czas, później jednak może zakorkować nam odpływ wody. W łazience należy szczególnie uważać na wyczeszki włosów. Naj­piękniejsze włosy kobiece tracą cały swój urok w momencie, gdy w zbyt dużej ilości wraz mydlinami znajdą się w rurze kanaliza­cyjnej. Uczesałaś się, wyczyściłaś grzebień czy szczotkę — bardzo Ci się chwali, ale pozostałe włosy wyrzuć do kubła. Umywalnia służy bowiem do spuszczania wody, nie zaś substancji stałych. Aby zaś w ogóle uniknąć zatykania się zlewów — dobrze jest raz na tydzień zagotować duży imbryk wody, dodać do niej soli krystalicznej i przelać tym wrzątkiem zlew czy umywalkę, spłu­kując tym sposobem osadzające się zawsze na ściankach rur ka­nalizacyjnych resztki mydła (umywalka) czy też resztki tłusz­czów z jedzenia (zlew, zlewozmywak). To przecież niewielka fa­tyga, a pozwoli nam uniknąć kłopotów na przyszłość. No, przetkaliśmy zlewy, które działają teraz wręcz bajecznie, ale z kranów cieknie dalej. Najpotworniejszą ponoć torturą wymyśloną przez starożytnych Chińczyków, była tortura kropli wody, polegająca na kapaniu kro­pelka po kropelce przez długie godziny i dni na ogoloną starannie czaszkę. Jak sami dobrze wiemy, zbyteczne jest golenie czaszki, zby­teczni są Chińczycy i wszelkie sztuczne warunki tortur. Identyczne wyniki łatwo można osiągnąć w domu, używając do tego cieknące­go kranu. Sami wiemy, ile nerwów nas kosztuje monotonne kap-kap-kap- uszczelki ^ gg| Hi -kap, które słychać nawet przez zamknięte drzwi od kuchni, które przeszkadza zasnąć, które wpro­wadza nas w stan ostatecznej iry­tacji. ciągowego. Na rysunku zazna- cych kranów jest zamykanie i ot-czono wyrabiające się uszczelki wieranie dopływu wody. Gdy woda cieknie mimo zakręcenia kurka, powód może być tylko jeden: nieszczelność mechanizmu zamykającego. W związku z niewykony­waniem zadania przez kran, powstaje zadanie dla nas: zlikwidować nieszczelność. Najczęściej powodem nieszczelności jest przerywanie lub wy­tarcie uszczelki w następstwie zbyt długiego jej używania. Naj­częściej też założenie nowej uszczelki — wykonanej ze skóry, sztucznego tworzywa lub fibry — likwiduje radykalnie nieszczel­ność kranu. Zanim zabierzemy się do roboty przy kranie, musimy odłą­czyć dopływ wody od sieci wodociągowej do kranu, czyli wyłą­czyć go z tej sieci. Inaczej po jego rozkręceniu spowodowalibyśmy w mieszkaniu potop. Dopływ wody odłączamy za pomocą specjal­nego kranu, który umieszczony bywa zwykle pod zlewem albo na pionie wodociągowym. Czasem kran taki nie ma kurka, tylko kwa­dratowy trzpień albo tarczową pokrętkę. Znalazłszy ów kran — zakręcamy go (pamiętamy: zgodnie z ruchem wskazówek zegara), aż do oporu, po czym sprawdzamy, czy z kranu, który zamierzamy naprawić, nie cieknie po odkręceniu kurka woda. Dopiero wtedy można przystąpić do rozkręcania kranu. Czasem, ale rzadko, zdarza się, że takiego kranu głównego nie ma. Wtedy, jeśli mieszkamy w kamienicy, udajemy się do dozorcy i prosimy go o zamknięcie na pewien czas wody w całym pionie, uprzedziwszy o tym przedtem lokatorów z innych pięter. Na zakończenie odkręcamy nasz kran, aby spłynęła reszta wo­dy, która jeszcze znajduje się w rurze. Gdy mimo odkręcenia kurka do końca woda nie cieknie — możemy zabierać się do roboty. Bierzemy żabkę i odkręcamy (w lewo — koniecznie w lewo) największą nakrętkę. Jeśli nic szczególnego się nie stanie, od­kręcamy następne nakrętki, ciągle próbując, czy kran nie wysu­wa się ze swojej obsady. Przy którejś tam kolejnej próbie musi wyjść. To, że proponuję Wam rozkręcanie kranu w najdowolniejszy tyle rodzajów, że opisywanie wszystkich wypełniłoby nam osobną książkę. Metoda prób w efekcie jest metodą najlepszą i najprostszą. Kto odważny, może spróbować. Trzeba tylko bardzo uważać przy rozbieraniu, aby dokładnie zapamiętać kolejność i układ poszcze­gólnych części. Najlepiej naszkicować to wszystko na kawałku papieru, aby po naprawieniu móc złożyć kran szybko i dobrze. Nieocenione usługi przy rozkręcaniu kranów — oraz przy in­nych licznych okazjach — oddaje także klucz nastawny, tak zwa­ny francuski. Często bowiem trzeba rozkręcić dwa niewielkie ele­menty, a tu trzymanie palcami nie pomaga. Wtedy używamy dru­giego klucza. Po rozebraniu kranu staramy się dociec, która uszczelka prze­puszcza wodę. Uszkodzona może być uszczelka w formie płaskie­go, pustego w środku kółka lub uszczelka w kształcie tłoczka, przykręcona śrubką do obrotowej części kranu. Najlepiej zresztą — jeśli już i tak kran jest rozebrany — wymienić wszystkie uszczelki, a w każdym razie te, które sprawiają wrażenie uszkodzonych. Teraz mamy dwa wyjścia. Postąpimy ugodowo, jeśli wykręco­ny kran zaniesiemy do najbliższego hydraulika, który za parę złotych wymieni uszczelki, gdyż zazwyczaj ma je w zapasie we wszelkich potrzebnych wymiarach. Wypada to, rzecz prosta, o wie­le taniej niż wezwanie specjalisty do domu. Jeśli więc tylko jakiś hydraulik urzęduje w pobliżu, skorzystajmy z jego usług. Jeszcze lepiej jest mieszkać niedaleko sklepu z częściami instalacyjnymi, gdyż tam na pewno uszczelki dostaniemy. No, ale to nie każdemu się przytrafia. Jeśli natomiast hydraulika i odpowiedni sklep mamy za gó­rami, za lasami, a woda jest wyłączona i lokatorzy z innych pięter zaczynają pomstować, robimy uszczelkę sami, wycinając ją no­życzkami lub nożem z odpowiedniej grubości skóry łub grubej tektury preszpanowej, którą nasycamy przed założeniem olejem maszynowym lub towotem. Nową uszczelkę wycinamy dokładnie według starej, bo uszczelki często .(szczególnie te, które są niejako wewnątrz nakrętek) nie chcą w żaden sposób uszczelniać, jeśli się ich nie wykona z idealną dokładnością. Jeśli uszkodzona jest uszczelka tłoczkowa — sprawa jest trud­niejsza, ale i tak możemy cobic poradzić. Odłączamy ją śrubekrę tern od metalowej części i z grubej skóry wyrzynamy na jej wzór nową. Jeśli skóra będzie zbyt cienka, można wziąć dwie lub nawet trzy jej warstwy. Nowa uszczelka powinna być nieco więk­sza od starej, uszkodzonej. Nic nie szkodzi, jeśli początkowo będzie wchodziła w gniazdo kranu ciasno, gdyż po paru odkręceniach na pewno się dociśnie. Przed rozpoczęciem składania nasycamy taką uszczelkę gorącą stearyną. Złożenie rozebranego kranu — jeśli dobrze zapamiętaliście lub •naszkicowaliście sobie położenie i kolejność skręcania poszczegól­nych części — powinno pójść łatwo. Trzeba jednak uważać przy dokręcaniu. Żabka jest narzędziem, które działa z wielką siłą, że zaś krany wykonane są z mosiądzu lub innych nie ulegających korozji miękkich metali, zbyt silne dokręcanie może po prostu kran urwać albo doprowadzić do zerwania w nim gwintu. Rys. 21. Użycie klucza nastawneg Często się zdarza, że założyliśmy nowe uszczelki, skręciliśmy jak najprawidłowiej w świecie kran — a tu tymczasem znowu woda kapie z niego, jak kapała. Wtedy możemy spróbować ostro­żnie dokręcić jeszcze trochę, ale... poczekawszy jeden dzień. W większości bowiem wypadków następnego dnia okazuje się, że kran jakby sam się uszczelnił. Cuda? Nic podobnego. Po prostu nowe uszczelki muszą się — jak mawiają fachowcy — ułożyć, spęcznieć nieco po nasiąknię­ciu wodą i wtedy dopiero zaczynają uszczelniać, jak należy. Zdarza się również, że kran jest po prostu tak stary i sfaty­gowany, że nie opłaca się go naprawiać. Wtedy bierzemy taki kran, 1r,r7i.emy z nim do sklepu ^ iiislaiacjami wodociągowymi i kupuje­my nowy, zwracając uwagę na to, aby sprzedawca dobrał nam taki, z którego gwint na pewno będzie pasował do gwintu końców­ki rury dopływowej. Ale przecież nie można wody trzymać w nieskończoność zam­kniętej. Radzimy sobie wtedy w ten sposób, że wycinamy z mięk­kiego drewna okrągły kołek i wbijamy go w wylot rury. Jeśli rura ma wewnątrz gwint — to wkręcamy w nią kołek, używając do tego celu posiadanej żabki. Jeśli gwintu nie ma, obwiązujemy ko­łek mocnym, cienkim drutem (tak, jak zabezpieczone są korki od Kłusującego wina). Wtedy możemy spokojnie odkręcić główny kran. Aby nie uszkodzić przy odkręcaniu lub przykręcaniu żabką błyszczących, chromowych powierzchni kranu, dobrze jest podło­żyć pod szczęki żabki kawałek miękkiej blachy aluminiowej lub miedzianej czy też grubą flanelę. Przed zabraniem się do właściwego odkręcania zdejmujemy por­celanowe nakładki na kurki, jeśli oczywiście w naszych kranach takowe się znajdują. W tym celu trzeba albo odkręcić śrubokrę­tem niewielkie wkręty znajdujące się na czołowej powierzchni kur­ka, albo też francuskim kluczem odkręcić nakrętkę znajdującą się niżej, zaraz pod porcelanką kurka. Jeśli brakuje nam odpowied­niego materiału na uszczelki pod nakrętki, a w pobliżu nie ma sklepu z tymi artykułami, można użyć — jak już wspomniałem — uszczelek wykonanych z tektury preszpanowej. Należy jednak pa­miętać, że po niedługim czasie będziemy musieli je znów wy­mieniać. Czasem nieszczelne są połączenia między kranem a znajdującą się w ścianie końcówką rury wodociągowej. W takich wypadkach po odkręceniu kranu oczyszczamy dokładnie obie końcówki (kra­nu i rury), okręcamy gwinty przędziwem lnianym, smarujemy je z wierzchu minią (czerwona, rzadka farba, którą kupuje się w skle­pie z farbami) i następnie wkręcamy kran do rury aż do oporu. W tym wypadku połączenie rur powinno być od razu szczelne, ale z puszczeniem wody — szczególnie ciepłej — lepiej zaczekać kil­ka godzin, aż minia nieco stwardnieje.