Reklama
oświetlenie drogowe
wyburzanie i rozbiórki
pustaki ceramiczne
agregaty prądotwórcze rolnicze
projekty domów z500
nieruchomości Gdańsk
nieruchomości Bydgoszcz
nowe mieszkania warszawa
A A A

Zagadnienie pstrykania

Tym razem nie o gniazdkach i wyłącznikach elektrycznych. Nie tylko wyłącznikami można pstrykać. Będziemy tu mówić 0 zapalniczkach, które — jak ogólnie wiadomo — nigdy nie chcą się palić tak, jak należy i jak to głosi reklama. Skoro już mamy zapalniczkę to, rzecz jasna, lekceważymy za­opatrzenie domu w zapałki i może się zdarzyć, iż nagle zostanie­my bez żadnej możliwości skrzesania ognia do przyrządzenia ko­lacji lub zapalenia papierosa w porze, gdy wszystkie budki są już zamknięte. Oczywiście, umiejętność naprawy zapalniczek nie jest umiejętnością niezbędną, ale... cóż szkodzi umieć? Cóż szko­dzi wiedzieć, jak naprawić przyrządzik, któremu zwykle do na­prawy niewiele potrzeba, gdyż uszkodzenia występujące w zapal­niczkach są równie częste, jak łatwe do usunięcia. Potrzebne do tego narzędzia — to malutki śrubokręcik, gruba igła z obłamanym końcem, najmniejsze, jakie uda się znaleźć, szydełko luh igła do łapania oczek w pończochach, paczka waty 1 stara szczoteczka do zębów. Starajmy się dobrać śrubokręt nie tylko możliwie mały, ale również możliwie krótki, gdyż takim o wiele łatwiej jest manipulować. Przyda się nam również bute­leczka benzyny — może to też być zwykły rozpuszczalnik do farb olejnych, ale lepiej kupić jednak specjalną benzynę do zapalni­czek, która spalając się mniej kopci — oraz kilka kamyczków do zapalniczek. To wszystko, co nam potrzebne, aby uruchomić większość zapalniczek, które przestały działać u nas i u naszych znajomych. W zasadzie zapalniczki dzielą się na dwa typy: automatyczne, czyli takie, w których wskutek naciśnięcia krzesze się iskierka zapalająca knot, po zwolnieniu zaś nacisku opadająca przykrywka szczelnie zamyka knot i gasi płomień, oraz zwykłe, w których iskrę krzesze się obracaniem kółka dużym palcem. Zwykłe, nie­automatyczne zapalniczki psują się rzadko. Najczęściej powodem braku iskry jest stary bądź zużyty kamień, wypalony knot albo zanieczyszczone kółeczko z ząbkami, którym pocieramy o kamień. Zapalniczki automatyczne — to już inna sprawa; jako urządzenia bardziej złożone są wygodniejsze, ale też i bardziej wrażliwe na uszkodzenia, łatwiej się rozregulowują. Pierwszą czynnością przy rozbieraniu zapalniczki automatycz­nej będzie dokładne jej obejrzenie i zastanowienie się, na czym polega jej działanie. Należy zapamiętać, po której stronie znajduje się sprężynują­ca, stalowa blaszka przesuwająca kółko, aby można ją było póź­niej prawidłowo założyć. Następnie wykręcamy wkrętkę ze sprę­żynką, która przytrzymuje kamyczek, a sani kamyczek wytrzą­samy z otworu, aby nam podczas rozbierania reszty mechanizmu nie wyprysnął. Teraz odkręcamy znajdującą się z boku maleńką śrubkę na osi kółka i igłą wypychamy na drugą stronę ośkę, uważając, aby nie rozsypały się luźne teraz elementy głowiczki. Rozbiórkę wykonujemy powoli, ostrożnie, cały czas uważając, jak tkwią w zapalniczce poszczególne części i w jakiej kolejności na­stępnie trzeba będzie ją składać. Szczególnie ważne jest — to jeszcze raz podkreślam — zapamiętanie, jak umieszczona jest sprężynująca blaszka, służąca do obracania kółka. Mamy więc zapalniczkę rozebraną. Jakie mogą być najczęstsze defekty? Przeważnie — to jest reguła — zapalniczka jest po prostu nie­możliwie brudna. Czyścimy więc starannie szczoteczką wszystkie części na sucho, a tam gdzie szczoteczka nie dociera — wydłubu­jemy brud zaostrzoną zapałką. Kółko z ząbkami czyścimy szcze­gólnie starannie, a jeśli jest bardzo zabrudzone — zwłaszcza czymś tłustym, bo i to się zdarza — płuczemy je w odrobinie benzyny. Teraz sprawdzamy malutkie zębatki, zwykle mosiężne, które nam wypadły z boku głowiczki. Często są one zdarte z jednej strony i nie chcą jak należy ohracać kółka. W takim wypadku przekładamy je tak, aby zahaczały o ząbki na dźwigni swą po­wierzchnią niezużytą. Częstym defektem, szczególnie w bardziej tandetnych zapalniczkach, jest odgięcie się zaczepu na sprężynu­jącej blaszce. Przykładamy więc blaszkę do kółka — obracając obie części względem siebie — i sprawdzamy, czy dobrze zaczepia o zapadki, znajdujące się na bocznej powierzchni kółka. Jeśli nie — możemy ostrożnie odgiąć zaczep szczypezykami, aby ściśle wchodził w zapadki na kółku. Jeśli zauważymy, że blaszka jest zbyt miękka i zbyt łatwo się gnie, hartujemy ją grzejąc do czer­woności w ogniu i zanurzając następnie w wodzie, znanym już sposobem. Po wykonaniu powyższych czynności zapalniczka w zasadzie powinna działać doskonale. Na ogół zresztą wystarcza dokładne jej wyczyszczenie, a w wypadku zacinania się mechanizmu — przełożenie zębatek. Często się zdarza, że choć pozornie wszystko jest w porządku, kółko pociera o kamyczek — iskry jednak nie ma albo jest słaba. Powodem tego jest odhartowanie kółka. Hartujemy go tym sa­mym sposobem, jakim hartowaliśmy blaszkę sprężynującą. Bywa też, że sprężynująca blaszka pęknie, wykruszy się lub po prostu wyrobi. W takim wypadku niewiele już poradzimy. Jeśli zapalniczka jest pamiątkowa lub szczególnie cenna, radzę wyjąć blaszkę i zanieść ją do zegarmistrza, aby dorobił identycz- ,ną. Zegarmistrze to zmyślni ludzie i potrafią dostatecznie precy­zyjnie wykonać ze starej sprężyny od budzika nową część. Po remoncie więc głowiczki zapalniczka powinna działać. Ba, powinna, ale często nie działa. Powodem może być jeszcze knot lub wata w zbiorniczku. Gdy mamy zdjętą głowiczkę, o wiele łatwiej jest manipulować przy knocie, który jest ważnym ele­mentem wpływającym na dobre działanie zapalniczki. Nie powi­nien on być ani zbyt długi, ani zbyt krótki. Powinien natomiast być równo przycięty i wystawać ponad metalową oprawkę mniej więcej na wysokość półtora do dwóch milimetrów. Najczęściej knot po prostu się wypala, co następuje w wypad­ku, jeśli zapominamy dolewać benzyny i zapalniczka funkcjonuje zbyt często na jej resztkach. Zwykle udaje się wtedy wyciągnąć knot z oprawki. Ja wyciągam go cążkami do wycinania skórki przy paznokciach, uważając, aby nie zacisnąć ich zbyt mocno i aby nie przeciąć przy tym knota. Można też próbować kleszczy­kami płaskimi, jeśli jest za co uchwycić. Gdy knot wyciąga się łatwo — wyciągamy go na... powiedzmy sobie, trzy milimetry, a następnie, ostrymi, małymi nożyczkami wyrównujemy do od­powiedniej długości. Jeśli nie daje się wyciągnąć albo opuścił się poniżej otworu — nie ma rady; trzeba się zabrać do niego z in­nej strony — od tyłu. W tym celu musimy wyjąć całą watę — powtarzam — całą watę, która znajduje się w zbiorniczku benzynowym. Odkręcamy więc śrubkę zakrywającą otwór, przez który lejemy normalnie benzynę i wydłubujemy przez ten otwór watę. Najlepiej to robić małym szydełkiem, zepsutą igłą do łapania oczek albo czymkol­wiek, co ma na końcu haczyk lub zadziorek, pozwalający na za­czepienie nim znajdującej się w zbiorniczku waty. Uprzedzam — wyjmowanie waty jest czynnością ogromnie irytującą, bo często wata zbija się w twarde kłębki, które trudno wyciągnąć przez mały otwór. Tu trzeba być cierpliwym i nie poddawać się łatwo zniechęceniu. Gdy wyciągamy watę, to na ogół wraz z nią wyciąga się i knot. Musimy go teraz założyć we właściwy sposób. Robimy to w spo­sób następujący. Przycinamy knot równo, aby nie było na jego końcach żadnych strzępów, i następnie bierzemy cienką igłę z mocną nitką. Nitkę przeciągamy przez knot, w odległości paru milimetrów od końca wiążemy na niej pętelkę, po czym igłę przewlekamy przez otwór, a wraz z nią zaczepiony o nitkę knot. Koniec knota należy lekko zwilżyć i wraz z nitką mocno skręcić w palcach, aby nam się nie zaciął w otworze. Dla łatwiejszego manewrowania wkładamy igłę do otworu od góry, gdyż w ten sposób łatwiej nam będzie regulować prawidłowe przewlekanie knota, który przeciągamy przez otwór, póki na wierzchu nie zo­stanie nam go tyle, ile trzeba — czyli owe półtora milimetra, o czym już wspominałem. Po przeciągnięciu knota wkładamy watę, ale nie tą samą, lecz świeżą, utykając ją w środku dość szczelnie. Teraz już zapalniczka powinna działać, pod warunkiem, że ją złożymy prawidłowo. No, ale przecież uważaliśmy przy rozbie­raniu, więc potrafimy i złożyć. Nieco trudności możemy mieć przy przetykaniu ośki, gdyż głowiczka wysuwa się na boki, a kółko może się w tym czasie również przesunąć. W tym wypadku, trzy­mając zapalniczkę odwróconą na bok i patrząc w otwór, przez który przechodzi ośka, przesuwamy igłą kółko na właściwe miej­sce, a gdy światło otworu będzie już okrągłe — co dowiedzie, że wszystkie otwory się jak trzeba pokryły — przetykamy ośkę i dobrze przykręcamy ustalającą ją wkrętkę. I jeszcze parę uwag. Czasem wystarczy — bez rozbierania za­palniczki — oczyszczenie kółka zapałką bądź małą, specjalną szczoteczką. Czasem wystarczy zwykła wymiana kamyka czy też podciągnięcie knota, lub nalanie benzyny. Zanim więc zabierze­my się do demontażu zapalniczki — sprawdźmy knot, kamień, oczyśćmy zapałką lub szczoteczką kółko krzeszące ogień. Być mo­że wystarczy, niepotrzebne zaś rozbieranie szkodzi każdemu me­chanizmowi. Zdarza się również, że zapalniczka pali się przez jeden dzień dobrze, a już następnego dnia płomyczek maleje i gaśnie. Powo­dem jest najczęściej zetlała, stara wata, która nie wchłania już jak należy benzyny. Wystarczy ją wymienić — pamiętając, aby nowa wata szczelnie wypełniała zbiorniczek i była dość mocno ubita — a zapalniczka nasza będzie trzymała benzynę jak za naj­lepszych czasów. Wszystkie kłopoty z benzyną, knotem, watą likwidują nam zapalniczki gazowe, których dużo jest w komisach, a i nasz prze­mysł zaczął je od paru już lat produkować. Trudno tu opisywać jakąś konkretną zapalniczkę, modeli bowiem i systemów jest bez liku: od luksusowego Dunhilla czy Ronsona — do taniutkiego francuskiego krzesiwka za parę groszy, które po wyczerpaniu gazu po prostu się wyrzuca i w których nawet nie ma możliwości wymiany kamienia na nowy. Czym się różni zapalniczka gazowa od benzynowej? Wyłącznie paliwem. Zamiast benzyny zastosowany jest płynny, skroplony gaz — butan, a zamiast knota — zaworek, który otwiera się po naciśnięciu odpowiedniej dźwigni, poruszającej jednocześnie kół­ko krzeszące iskrę. Zaletą zapalniczki gazowej jest to, że przez bardzo długi okres czasu nie wymaga ona napełniania, zapas bowiem butanu — za­leżnie od systemu i, rzecz prosta, pojemności zbiorniczka — wy­starcza na parę tygodni, a nawet miesięcy. Wadą jej jest nato­miast to, że należy zaopatrzyć się bądź w rezerwowy zbiorniczek, bądź w odpowiednie butle z gazem, z których można by uzupeł­niać paliwo, a o takie zbiorniczki lub butle — o ile zapalniczki nie daje się napełniać z polskiej butli — prosić musimy rodzinę czy przyjaciół za granicą. No i wreszcie, nie ma co ukrywać, za­worek dozujący butan jest konstrukcją delikatną i precyzyjną. Łatwo więc może ulec uszkodzeniom zarówno mechanicznym, jak i uszkodzeniom spowodowanym korozją czy zabrudzeniem. We własnym zaś zakresie naprawianie go jest prawie niemożliwe. A więc precz z zapalniczkami gazowymi? Nie przesadzajmy, są one ibowiem na pewno wygodne, nie zapaskudzają nam kieszeni czy torebki benzyną i nie musimy nieustannie pamiętać o dole­waniu benzyny. Są to zapalniczki przyszłości i — póki nie wy­myśli się czegoś jeszcze bardziej rewelacyjnego — nie ma po­wodu przeciwko nim występować. Należy jedynie umiejętnie je używać. Przede wszystkim problem regulacji płomyczka. Powinien być on mały, gdyż wtedy na dłużej wystarczy nam gazu w zbiornicz­ku. Płomień o wysokości centymetra zapali naszego papierosa równie dobrze, jak huczący pożar dziesięciocentymetrowej wyso­kości. Płomień regulować należy jak najrzadziej, gdyż zaworek jest konstrukcją delikatną i zbyt częsta manipulacja raczej mu szkodzi. Nie podaję sposobu regulacji, gdyż konstrukcje są naj- rozmaitsze i trzeba samemu do tego dojść metodą prób i błędów. Czyścimy zaworek — w razie, gdyby płomyczek był nierówny —-miękką szczoteczką, uważając, aby nie wygiąć wystającego sztyf-cika. Jeśli w za worku jest otworek, który źle przepuszcza gaz — bardzo ostrożnie próbujemy go przetknąć drzazgą z zapałki, pil­nie bacząc, aby przypadkiem koniec drzazgi się nie ułamał i nie został w otworku. Kółka czyścimy podobnie jak w zapalniczkach benzynowych, z tym że musimy być ostrożni, aby szczoteczką czy zapałką nie zaczepić o zaworek. Napełnianie zapalniczki płynnym gazem — to największy pro­blem. Jeśli napełniamy z dużej butli, to najpierw zdejmujemy kapselek zakrywający specjalny zawór służący do napełniania, po czym — trzymając butlę pionowo, otworem w dół — docis­kamy ją silnie do zapalniczki. Kiedy zapalniczka jest napełniona? Wtedy, gdy gaz z sykiem paruje nam obok zaworka. Wówczas odłączamy butlę — zapalniczka jest napełniona. Czy zapalniczki na gaz są niebezpieczne, czy używanie ich grozi wybuchem? Otóż z tym niebezpieczeństwem to duża przesada. Butan, zarówno w zapalniczce, jak w butli do napełniania, znaj­duje się pod niskim stosunkowo ciśnieniem, około dwóch atmo­sfer, gdyż pod takim już się skrapla. O wybuchu więc wskutek nadmiernego ciśnienia mowy nie ma. Oczywiście, jeśli wrzucimy butlę do ognia, jeśli będziemy przy niej manipulować tak, że ją przedziurawimy, a w pobliżu znajdzie się otwarty płomień — bu­tan się zapali, ale i wtedy nastąpi raczej wybuch wielkiego pło­mienia niż wybuch butli czy zbiorniczka w zapalniczce. Jeśli jednak nie manipulujemy butlą w pobliżu ognia —■ nie ma się czego obawiać.