Zagadnienie pstrykania
Tym razem nie o gniazdkach i wyłącznikach elektrycznych. Nie tylko wyłącznikami można pstrykać. Będziemy tu mówić
0 zapalniczkach, które — jak ogólnie wiadomo — nigdy nie chcą się palić tak, jak należy i jak to głosi reklama.
Skoro już mamy zapalniczkę to, rzecz jasna, lekceważymy zaopatrzenie domu w zapałki i może się zdarzyć, iż nagle zostaniemy bez żadnej możliwości skrzesania ognia do przyrządzenia kolacji lub zapalenia papierosa w porze, gdy wszystkie budki są już zamknięte. Oczywiście, umiejętność naprawy zapalniczek nie jest umiejętnością niezbędną, ale... cóż szkodzi umieć? Cóż szkodzi wiedzieć, jak naprawić przyrządzik, któremu zwykle do naprawy niewiele potrzeba, gdyż uszkodzenia występujące w zapalniczkach są równie częste, jak łatwe do usunięcia.
Potrzebne do tego narzędzia — to malutki śrubokręcik, gruba igła z obłamanym końcem, najmniejsze, jakie uda się znaleźć, szydełko luh igła do łapania oczek w pończochach, paczka waty
1 stara szczoteczka do zębów. Starajmy się dobrać śrubokręt nie tylko możliwie mały, ale również możliwie krótki, gdyż takim o wiele łatwiej jest manipulować. Przyda się nam również buteleczka benzyny — może to też być zwykły rozpuszczalnik do farb olejnych, ale lepiej kupić jednak specjalną benzynę do zapalniczek, która spalając się mniej kopci — oraz kilka kamyczków do zapalniczek. To wszystko, co nam potrzebne, aby uruchomić większość zapalniczek, które przestały działać u nas i u naszych znajomych.
W zasadzie zapalniczki dzielą się na dwa typy: automatyczne, czyli takie, w których wskutek naciśnięcia krzesze się iskierka zapalająca knot, po zwolnieniu zaś nacisku opadająca przykrywka szczelnie zamyka knot i gasi płomień, oraz zwykłe, w których iskrę krzesze się obracaniem kółka dużym palcem. Zwykłe, nieautomatyczne zapalniczki psują się rzadko. Najczęściej powodem
braku iskry jest stary bądź zużyty kamień, wypalony knot albo zanieczyszczone kółeczko z ząbkami, którym pocieramy o kamień. Zapalniczki automatyczne — to już inna sprawa; jako urządzenia bardziej złożone są wygodniejsze, ale też i bardziej wrażliwe na uszkodzenia, łatwiej się rozregulowują.
Pierwszą czynnością przy rozbieraniu zapalniczki automatycznej będzie dokładne jej obejrzenie i zastanowienie się, na czym
polega jej działanie.
Należy zapamiętać, po której stronie znajduje się sprężynująca, stalowa blaszka przesuwająca kółko, aby można ją było później prawidłowo założyć. Następnie wykręcamy wkrętkę ze sprężynką, która przytrzymuje kamyczek, a sani kamyczek wytrząsamy z otworu, aby nam podczas rozbierania reszty mechanizmu nie wyprysnął. Teraz odkręcamy znajdującą się z boku maleńką śrubkę na osi kółka i igłą wypychamy na drugą stronę ośkę, uważając, aby nie rozsypały się luźne teraz elementy głowiczki. Rozbiórkę wykonujemy powoli, ostrożnie, cały czas uważając, jak tkwią w zapalniczce poszczególne części i w jakiej kolejności następnie trzeba będzie ją składać. Szczególnie ważne jest — to jeszcze raz podkreślam — zapamiętanie, jak umieszczona jest sprężynująca blaszka, służąca do obracania kółka.
Mamy więc zapalniczkę rozebraną. Jakie mogą być najczęstsze defekty?
Przeważnie — to jest reguła — zapalniczka jest po prostu niemożliwie brudna. Czyścimy więc starannie szczoteczką wszystkie części na sucho, a tam gdzie szczoteczka nie dociera — wydłubujemy brud zaostrzoną zapałką. Kółko z ząbkami czyścimy szczególnie starannie, a jeśli jest bardzo zabrudzone — zwłaszcza czymś tłustym, bo i to się zdarza — płuczemy je w odrobinie benzyny.
Teraz sprawdzamy malutkie zębatki, zwykle mosiężne, które nam wypadły z boku głowiczki. Często są one zdarte z jednej strony i nie chcą jak należy ohracać kółka. W takim wypadku przekładamy je tak, aby zahaczały o ząbki na dźwigni swą powierzchnią niezużytą. Częstym defektem, szczególnie w bardziej tandetnych zapalniczkach, jest odgięcie się zaczepu na sprężynującej blaszce. Przykładamy więc blaszkę do kółka — obracając obie części względem siebie — i sprawdzamy, czy dobrze zaczepia o zapadki, znajdujące się na bocznej powierzchni kółka. Jeśli nie — możemy ostrożnie odgiąć zaczep szczypezykami, aby ściśle wchodził w zapadki na kółku. Jeśli zauważymy, że blaszka jest zbyt miękka i zbyt łatwo się gnie, hartujemy ją grzejąc do czerwoności w ogniu i zanurzając następnie w wodzie, znanym już sposobem.
Po wykonaniu powyższych czynności zapalniczka w zasadzie powinna działać doskonale. Na ogół zresztą wystarcza dokładne jej wyczyszczenie, a w wypadku zacinania się mechanizmu — przełożenie zębatek.
Często się zdarza, że choć pozornie wszystko jest w porządku, kółko pociera o kamyczek — iskry jednak nie ma albo jest słaba. Powodem tego jest odhartowanie kółka. Hartujemy go tym samym sposobem, jakim hartowaliśmy blaszkę sprężynującą.
Bywa też, że sprężynująca blaszka pęknie, wykruszy się lub po prostu wyrobi. W takim wypadku niewiele już poradzimy. Jeśli zapalniczka jest pamiątkowa lub szczególnie cenna, radzę wyjąć blaszkę i zanieść ją do zegarmistrza, aby dorobił identycz-
,ną. Zegarmistrze to zmyślni ludzie i potrafią dostatecznie precyzyjnie wykonać ze starej sprężyny od budzika nową część.
Po remoncie więc głowiczki zapalniczka powinna działać. Ba, powinna, ale często nie działa. Powodem może być jeszcze knot lub wata w zbiorniczku. Gdy mamy zdjętą głowiczkę, o wiele łatwiej jest manipulować przy knocie, który jest ważnym elementem wpływającym na dobre działanie zapalniczki. Nie powinien on być ani zbyt długi, ani zbyt krótki. Powinien natomiast być równo przycięty i wystawać ponad metalową oprawkę mniej więcej na wysokość półtora do dwóch milimetrów.
Najczęściej knot po prostu się wypala, co następuje w wypadku, jeśli zapominamy dolewać benzyny i zapalniczka funkcjonuje zbyt często na jej resztkach. Zwykle udaje się wtedy wyciągnąć knot z oprawki. Ja wyciągam go cążkami do wycinania skórki przy paznokciach, uważając, aby nie zacisnąć ich zbyt mocno i aby nie przeciąć przy tym knota. Można też próbować kleszczykami płaskimi, jeśli jest za co uchwycić. Gdy knot wyciąga się łatwo — wyciągamy go na... powiedzmy sobie, trzy milimetry, a następnie, ostrymi, małymi nożyczkami wyrównujemy do odpowiedniej długości. Jeśli nie daje się wyciągnąć albo opuścił się poniżej otworu — nie ma rady; trzeba się zabrać do niego z innej strony — od tyłu.
W tym celu musimy wyjąć całą watę — powtarzam — całą watę, która znajduje się w zbiorniczku benzynowym. Odkręcamy więc śrubkę zakrywającą otwór, przez który lejemy normalnie benzynę i wydłubujemy przez ten otwór watę. Najlepiej to robić małym szydełkiem, zepsutą igłą do łapania oczek albo czymkolwiek, co ma na końcu haczyk lub zadziorek, pozwalający na zaczepienie nim znajdującej się w zbiorniczku waty. Uprzedzam — wyjmowanie waty jest czynnością ogromnie irytującą, bo często wata zbija się w twarde kłębki, które trudno wyciągnąć przez mały otwór. Tu trzeba być cierpliwym i nie poddawać się łatwo zniechęceniu.
Gdy wyciągamy watę, to na ogół wraz z nią wyciąga się i knot. Musimy go teraz założyć we właściwy sposób. Robimy to w sposób następujący. Przycinamy knot równo, aby nie było na jego końcach żadnych strzępów, i następnie bierzemy cienką igłę z mocną nitką. Nitkę przeciągamy przez knot, w odległości paru milimetrów od końca wiążemy na niej pętelkę, po czym igłę przewlekamy przez otwór, a wraz z nią zaczepiony o nitkę knot. Koniec knota należy lekko zwilżyć i wraz z nitką mocno skręcić w palcach, aby nam się nie zaciął w otworze. Dla łatwiejszego manewrowania wkładamy igłę do otworu od góry, gdyż w ten sposób łatwiej nam będzie regulować prawidłowe przewlekanie knota, który przeciągamy przez otwór, póki na wierzchu nie zostanie nam go tyle, ile trzeba — czyli owe półtora milimetra, o czym już wspominałem.
Po przeciągnięciu knota wkładamy watę, ale nie tą samą, lecz świeżą, utykając ją w środku dość szczelnie.
Teraz już zapalniczka powinna działać, pod warunkiem, że ją złożymy prawidłowo. No, ale przecież uważaliśmy przy rozbieraniu, więc potrafimy i złożyć. Nieco trudności możemy mieć przy przetykaniu ośki, gdyż głowiczka wysuwa się na boki, a kółko może się w tym czasie również przesunąć. W tym wypadku, trzymając zapalniczkę odwróconą na bok i patrząc w otwór, przez który przechodzi ośka, przesuwamy igłą kółko na właściwe miejsce, a gdy światło otworu będzie już okrągłe — co dowiedzie, że wszystkie otwory się jak trzeba pokryły — przetykamy ośkę i dobrze przykręcamy ustalającą ją wkrętkę.
I jeszcze parę uwag. Czasem wystarczy — bez rozbierania zapalniczki — oczyszczenie kółka zapałką bądź małą, specjalną szczoteczką. Czasem wystarczy zwykła wymiana kamyka czy też podciągnięcie knota, lub nalanie benzyny. Zanim więc zabierzemy się do demontażu zapalniczki — sprawdźmy knot, kamień, oczyśćmy zapałką lub szczoteczką kółko krzeszące ogień. Być może wystarczy, niepotrzebne zaś rozbieranie szkodzi każdemu mechanizmowi.
Zdarza się również, że zapalniczka pali się przez jeden dzień dobrze, a już następnego dnia płomyczek maleje i gaśnie. Powodem jest najczęściej zetlała, stara wata, która nie wchłania już jak należy benzyny. Wystarczy ją wymienić — pamiętając, aby nowa wata szczelnie wypełniała zbiorniczek i była dość mocno ubita — a zapalniczka nasza będzie trzymała benzynę jak za najlepszych czasów.
Wszystkie kłopoty z benzyną, knotem, watą likwidują nam zapalniczki gazowe, których dużo jest w komisach, a i nasz przemysł zaczął je od paru już lat produkować. Trudno tu opisywać jakąś konkretną zapalniczkę, modeli bowiem i systemów jest bez liku: od luksusowego Dunhilla czy Ronsona — do taniutkiego francuskiego krzesiwka za parę groszy, które po wyczerpaniu gazu po prostu się wyrzuca i w których nawet nie ma możliwości wymiany kamienia na nowy.
Czym się różni zapalniczka gazowa od benzynowej? Wyłącznie paliwem. Zamiast benzyny zastosowany jest płynny, skroplony gaz — butan, a zamiast knota — zaworek, który otwiera się po naciśnięciu odpowiedniej dźwigni, poruszającej jednocześnie kółko krzeszące iskrę.
Zaletą zapalniczki gazowej jest to, że przez bardzo długi okres czasu nie wymaga ona napełniania, zapas bowiem butanu — zależnie od systemu i, rzecz prosta, pojemności zbiorniczka — wystarcza na parę tygodni, a nawet miesięcy. Wadą jej jest natomiast to, że należy zaopatrzyć się bądź w rezerwowy zbiorniczek, bądź w odpowiednie butle z gazem, z których można by uzupełniać paliwo, a o takie zbiorniczki lub butle — o ile zapalniczki nie daje się napełniać z polskiej butli — prosić musimy rodzinę czy przyjaciół za granicą. No i wreszcie, nie ma co ukrywać, zaworek dozujący butan jest konstrukcją delikatną i precyzyjną. Łatwo więc może ulec uszkodzeniom zarówno mechanicznym, jak i uszkodzeniom spowodowanym korozją czy zabrudzeniem. We własnym zaś zakresie naprawianie go jest prawie niemożliwe.
A więc precz z zapalniczkami gazowymi? Nie przesadzajmy, są one ibowiem na pewno wygodne, nie zapaskudzają nam kieszeni czy torebki benzyną i nie musimy nieustannie pamiętać o dolewaniu benzyny. Są to zapalniczki przyszłości i — póki nie wymyśli się czegoś jeszcze bardziej rewelacyjnego — nie ma powodu przeciwko nim występować. Należy jedynie umiejętnie je używać.
Przede wszystkim problem regulacji płomyczka. Powinien być on mały, gdyż wtedy na dłużej wystarczy nam gazu w zbiorniczku. Płomień o wysokości centymetra zapali naszego papierosa równie dobrze, jak huczący pożar dziesięciocentymetrowej wysokości. Płomień regulować należy jak najrzadziej, gdyż zaworek jest konstrukcją delikatną i zbyt częsta manipulacja raczej mu szkodzi. Nie podaję sposobu regulacji, gdyż konstrukcje są naj-
rozmaitsze i trzeba samemu do tego dojść metodą prób i błędów.
Czyścimy zaworek — w razie, gdyby płomyczek był nierówny —-miękką szczoteczką, uważając, aby nie wygiąć wystającego sztyf-cika. Jeśli w za worku jest otworek, który źle przepuszcza gaz — bardzo ostrożnie próbujemy go przetknąć drzazgą z zapałki, pilnie bacząc, aby przypadkiem koniec drzazgi się nie ułamał i nie został w otworku. Kółka czyścimy podobnie jak w zapalniczkach benzynowych, z tym że musimy być ostrożni, aby szczoteczką czy zapałką nie zaczepić o zaworek.
Napełnianie zapalniczki płynnym gazem — to największy problem. Jeśli napełniamy z dużej butli, to najpierw zdejmujemy kapselek zakrywający specjalny zawór służący do napełniania, po czym — trzymając butlę pionowo, otworem w dół — dociskamy ją silnie do zapalniczki. Kiedy zapalniczka jest napełniona? Wtedy, gdy gaz z sykiem paruje nam obok zaworka. Wówczas odłączamy butlę — zapalniczka jest napełniona.
Czy zapalniczki na gaz są niebezpieczne, czy używanie ich grozi wybuchem? Otóż z tym niebezpieczeństwem to duża przesada. Butan, zarówno w zapalniczce, jak w butli do napełniania, znajduje się pod niskim stosunkowo ciśnieniem, około dwóch atmosfer, gdyż pod takim już się skrapla. O wybuchu więc wskutek nadmiernego ciśnienia mowy nie ma. Oczywiście, jeśli wrzucimy butlę do ognia, jeśli będziemy przy niej manipulować tak, że ją przedziurawimy, a w pobliżu znajdzie się otwarty płomień — butan się zapali, ale i wtedy nastąpi raczej wybuch wielkiego płomienia niż wybuch butli czy zbiorniczka w zapalniczce.
Jeśli jednak nie manipulujemy butlą w pobliżu ognia —■ nie ma się czego obawiać.