Trzymajmy się razem
— Trzymajmy się razem — powiedział Papier do Papieru, Metal do Gumy, Drewno do Sukna i w ogóle Cokolwiek do Czegokolwiek...
Tak właśnie można by napisać, gdyby to była bajka i miała mieć należyty wydźwięk społeczny, gdybyśmy mieli zastanawiać się nad spoiwami niewymiernymi, jak przyjaźń lub poczucie obowiązku. Bajki jednak nie piszemy, więc zostaniemy jednak przy realiach.
I będziemy bardziej przyziemnie — o klejach.
Kleje w naszych czasach są czymś całkowicie innym, niż były jeszcze przed kilkudziesięciu laty i zdobyły sobie ogromne powodzenie. Nowoczesna chemia produkuje dzisiaj substancje iście czarodziejskie, które łączą nie tylko trwalej i lepiej od wszelkich śrub czy nitów, ale w dodatku łączą materiały, o których nikt nigdy nie myślał, że dadzą się spoić inaczej niż sposobem mechanicznym. Istnieją już kleje, które łączą metale równie silnie jak spawy i nawet buduje się tym sposobem mosty; inne kleje łączą kamień z kamieniem, drewno z betonem, a nawet szkło z metalem, co można obserwować choćby w samochodach „Polski Fiat", gdzie w trójkątnym bocznym okienku uchvlnvm metalowv zamek jest przyklejony do gładkiej szyby, pracuje na rozciąganie, a jednak trzyma, jakby był przyrośnięty.
Cuda? Nie — postęp nauki i techniki.
A my? My stosujemy metody sprzed stu lat. W razie konieczności sklejenia czegoś, rozrabiamy nieco żytniej mąki w przykrywce od pasty do butów i uważamy, że wszystko jest jak należy. Owszem, wiemy, że klej może być w tubce, w słoiku, w buteleczce z gumowym przeciętym zakończeniem. Słyszeliśmy coś tam o kleju stolarskim czy certusie, ale na tym w zasadzie nasze wiadomości się kończą. O istnieniu innych klejów w ogóle nie wiemy.
A w ogóle, to albo żadnego kleju nie ma nigdy pod ręką, albo jeśli jest — to zeschły na kamień, zapomniany w jakiejś szufladzie, niezdatny do użytku.
Nie zamierzam pisać szczegółowego traktatu, naszpikowanego symbolami chemicznymi, bo na chemii znam się akurat tyle, ile każdy z Was, czyli raczej niewiele. Zresztą teoretyczne wiadomości nie na wiele się tu przydadzą, jeśli nie będziemy umieli zastosować ich w praktyce.
Rzecz w tym, aby zawsze używać odpowiedniego kleju. Klejenie gumy klejem stolarskim nie doprowadzi do niczego, podobnie jak nie uda się próba połączenia dwóch kawałków papieru klejem do tworzyw sztucznych. Nie chwytajmy tego, co jest akurat pod ręką, ale miejmy zawsze przygotowane parę słoiczków czy tubek z kilkoma rodzajami klejów.
Kleje dzielą się — jest to podział dość dowolny, lecz na użytek domowy wystarczy — na takie, które dzięki dużej przyczepności trwale przylegają do klejonych powierzchni, a po wyschnięciu mocno je trzymają, i na takie, które częściowo rozpuszczają klejony materiał, a po wyschnięciu spajają szczelinę tym samym tworzywem, z którego sporządzony jest przedmiot. Typowym przykładem tych ostatnich będzie klej acetonowy czy inne kleje do tworzyw sztucznych. Jasne, że klejem acetonowym nie uda nam się zreperować dętki lub piłki, choć tak wybornie naprawiliśmy nim piłeczkę pingpongową.
Tak więc warto mieć w domu — na codzienny użytek — klej do papieru, najlepiej zwykły fotograficzny lub tak zwany biurowa ttt fn^in orrTr głoikuj dalej certUS lub klej Stolarski V1pjpnin
drewna i naklejania na nim; klej znany u nas jako „Crystal-Ce-ment", który wprawdzie nie klei wszystkiego, mimo zapewnień reklamy, ale rzeczywiście jest dość uniwersalny; wreszcie klej do gumy i ewentualnie kleje do tworzyw sztucznych, które znajdują coraz większe' zastosowanie w naszym życiu, jak „Polistyroce-ment", „Plexicement" itp. — służące do spajania z sobą, jak nazwy wskazują, odpowiednich tworzyw.
Pamiętajmy jednak, że są różne tworzywa sztuczne i różnych używa się do nich klejów. Zanim więc spróbujemy klejenia — kapnijmy kropelkę kleju na jakieś niewidoczne miejsce przedmiotu, który ma być klejony, i po paru minutach sprawdźmy, czy klej rozpuszcza dany materiał. Jeśli tak — nadaje się on do tego właśnie tworzywa sztucznego, jeśli nie — najlepiej iść do sklepu chemicznego i poradzić się, po czym kupić odpowiedni klej.
Obecnie coraz popularniejsze stają się kleje na bazie żywic epoksydowych, tak zwane epidiany, które wyrabia się i u nas. Są to kleje dwuskładnikowe, które przed klejeniem trzeba zmieszać. Sposobu użycia nie podaję, gdyż bardzo szczegółowy opis znajduje się na każdym opakowaniu. Kleje te są drogie, ale znakomite! Trzymają rzeczywiście niezawodnie i można nimi spoić nawet metal. Radzę się zaopatrzyć w porcję takiego kleju i mieć go zawsze w domu.
Nie zachęcam bynajmniej do kupowania od razu całej baterii rozmaitych butelek, słoików i tubek z klejami — poza oczywiście podstawowymi — ale do tego, aby kupiwszy raz klej, schować go sobie na wszelki wypadek, zabezpieczywszy uprzednio naczynie tak, aby klej nie wysychał, najlepiej zalewając korek stearyną ze zwykłej świecy.
Pierwszą zasadą wszelkiego klejenia jest czystość. Klejone powierzchnie muszą być dokładnie oczyszczone, przede wszystkim z wszelkich tłuszczów, które uniemożliwiają właściwe związanie się kleju z klejoną powierzchnią. Pamiętać też należy, aby klejone przedmioty czy kawałki pasowały, aby ściśle przylegały do siebie całymi powierzchniami. Następną zasadą jest nakładanie kleju cienką warstwą. Chlapanie klejem w nadmiarze wcale nie poprawia wytrzymałości. Należy cienko, ale za to bardzo dokładnie i równo pokrywać klejem powierzchnie, które mają być spo-june. I wreszcie ostatnia zasada: większość klejów — jak certus, kleje do skóry i do tworzyw sztucznych — wymaga klejenia pod ciśnieniem, pod prasą. W warsztatach czy wytwórniach znajdują się odpowiednie prasy i imadła, których my nie posiadamy. Wkładamy więc klejony przedmiot, jeśli jest płaski, pod stos książek, przyciskamy nogą od stołu, bądź ciasno związujemy sznurkiem.
W ostateczności przez parę minut — póki klej nie stwardnieje — przytrzymujemy w miejscu sklejenia ręką.
I jeszcze jedna uwaga: po sklejeniu, gdy klej jeszcze jest świeży, mocno przyciskamy do siebie klejone przedmioty czy kawałki i wyciśnięty ze szczeliny nadmiar kleju wycieramy dokładnie czystą szmatką zanim jeszcze stwardnieje. Później byłoby już trudniej to zrobić.
No i wreszcie generalna rada: przed przystąpieniem do klejenia przeczytajmy uważnie przepis, który znajduje się na opakowaniu kleju. Niektóre bowiem kleje, na przykład do gumy, wymagają kilku- lub nawet kilkunastominutowego przeschnięcia posmarowanych nimi powierzchni przed ich dociśnięciem do siebie.
Mówię, oczywiście, o ogólnych zasadach wszelkiego klejenia, bo z uwag szczegółowych powstałby gruby tom. Myślę jednak, że wystarczą same zasady. Pozwolę sobie tylko przytoczyć parę przykładów bardziej skomplikowanego klejenia.
Na przykład pękła piłka, czasem dętka w rowerku dziecka, jednym słowem, gumowy przedmiot. W takim wypadku cudów nie ma: gumę można kleić tylko — powtarzam tylko — klejem do gumy. Najlepiej kupić w najbliższej stacji benzynowej lub sklepie „Motozbytu" tak zwaną „reperaturkę" do klejenia dętek, która zawiera komplet przyborów, klejów i łatek. Dziurawą, dajmy na to, dętkę pompujemy i wkładamy do miednicy z wodą, aby dokładnie ustalić, czy jest jedna dziura, czy też więcej. Wskażą to nam wychodzące pęcherzyki powietrza. Dziurawe miejsca dokładnie oznaczamy, na przykład kawałkiem kredy. Po wyschnięciu gumy, gruboziarnistym papierem ściernym lub specjalną blaszaną tarką przecieramy dokładnie powierzchnię dokoła dziury, na dość dużej przestrzeni tak, aby miejsce, które przykryje łatka, było starannie oczyszczone i chropowate, co pozwala na trwalsze sklejenie. Następnie odklejamy z łatki zabezpieczający materiał czy papierek i powierzchnię, która była pod papierkiem, smarujemy cienko klejem, rozprowadzając go dokładnie po całej powierzchni. Łatkę odkładamy na bok, aby przeschła, i smarujemy klejem wytarte uprzednio papierem ściernym miejsce na dętce, naokoło dziury. Teraz musimy odczekać około pięciu minut, aż gładka powierzchnia kleju zmatowieje, po czym przykładamy łatkę do dętki tak, aby dziura znalazła się na środku łatki, i mocno przyciskamy palcami, a następnie kładziemy na miejsce sklejenia parę ciężkich tomów, na przykład encyklopedii, i zostawiamy tak na godzinę. .
Rys. 9. Kolejne fazy zaklejania dziury w dętce łatką gumową
Pamiętać należy, że trzeba od razu przyłożyć łatkę na właściwe miejsce, gdyż raz przyłożona — nie może być później przesuwana.
Dawniej stłuczone garnki i misy drutowano, ale dziś już druciarz ze swoim wołaniem na podwórkach jest postacią wyłącznie legendarną. Współcześnie używa się kleju, oczywiście przy mniejszych uszkodzeniach cenniejszych naczyń, bo nikomu z nas nie przyjdzie do głowy klejenie talerza z MHD.
W sklepie chemicznym kupujemy klej do porcelany i fajansu, który w wielu wypadkach pozwoli nam niemal bez śladu zlikwidować brzydką szczerbę lub odprysk. Nie podaję tu sposobu użycia tego kleju, gdyż przepis ten znajduje się na opakowaniu, ale zwrócę uwagę na jedno. Gdy już coś się stłucze, natychmiast pozbierajmy ostrożnie wszystkie odłamki i okruchy, po czvm schowajmy do pudełeczka lub zawińmy w papierek, aby się nie zgubiły i dalej nie kruszy-
ły. Gdy przystąpimy do klejenia, kawałeczki te bardzo nam będą potrzebne, gdyż właśnie nimi — dopasowując je trochę na zasadzie łamigłówki — wypełnimy ubytki.
Kleimy, zaczynając od największych i największą powierzchnią pasujących do siebie kawałków, a następnie, po wyschnięciu spoiny, doklejamy kawałki mniejsze. Tu pamiętać trzeba o natychmiastowym ścieraniu nadmiaru kleju, który wyciśnie się ze
Rys. 10. Klejenie stłuczonego talerza. Cyfry wskazują kolejność dopasowywania i sklejania ze sobą poszczególnych kawałków
szczelin, gdyż w wypadku na przykład pękniętego wazonu — jeszcze po babci — ważny jest wygląd ostateczny, ważne jest, aby ślad klejenia był jak najmniej widoczny. Po sklejeniu naczynie odstawia mv i nip n7vwaTnv an nrro? noro
dni, aby klej dobrze się związał i skamieniał. Oczywiście, w przyszłości — używając tak zreperowanego naczynia — lepiej to robić ostrożnie, gdyż może ono być słabsze w miejscu sklejenia.
Często używamy — a przynajmniej powinniśmy używać — kleju do drewna, tak zwanego kleju stolarskiego. Obchodzenie się z nim jest nieco bardziej skomplikowane i dlatego zapoznajmy się z metodą jego przygotowania i stosowania.
Klejem stolarskim klei się na gorąco, a więc trzeba go rozgrzać, uważając, żeby się nie przypalił. Sprawa na pozór tylko jest skomplikowana, do rozwiązania jej wystarczą nam bowiem dobrze wymyta puszka po konserwach i niewielki rondelek. Do rondelka nalewamy wody, do wody wstawiamy puszkę, do puszki wkładamy połupaną na kawałki tafelkę kleju stolarskiego, którą zalewamy niewielką ilością gotującej się wody. Klej należy mieszać tak długo, aż się zupełnie rozpuści — powinien mieć wówczas konsystencję rzadkiej śmietany.
Kleimy na gorąco. Klej należy rozsmarowywać patyczkiem lub twardym, krótko przyciętym pędzelkiem. Ja osobiście używam do tego celu ostrej szczoteczki do zębów. Smarować należy dość grubo, ale bez przesady i natychmiast po smarowaniu przyklejać, po czym na kilkanaście minut mocno ścisnąć, aby klej dobrze związał.
Gdy robota skończona, wyjmujemy puszkę z klejem z rondelka i odstawiamy na półkę, do następnego klejenia. Jak klej przygotować, będziemy już wiedzieli.
Można również kleić na zimno, klejem zwanym certus. Klej ten mniej plami, a równie mocno trzyma, lecz wymaga kilkugodzinnego mocnego ściśnięcia klejonych części, a do tego potrzebne są specjalne przyrządy — imadła.
Metoda postępowania z certusem jest podana na jego opakowaniu, więc nie będę jej opisywał.
Co robić, aby nogi nie odpadały? Mowa, rzecz prosta, o nogach od krzeseł czy stolików. Nie będę się rozwodzić, jak to jest śmiertelnie irytujące, gdy taka piekielna noga odpada i odpada, i odpada, i stale ją trzeba zamocowywać, a ona znowu odpada. Piekło!
Najczęstszym tego powodem jest zeschnięcie się i skurczenie drewna, 7 którpgo wystrugana jest noga. a co za tvm idzie — zmniejszenie średnicy czopa wchodzącego w otwór blatu stołu czy siedzenia krzesła. Owijanie czopa papierem czy szmatką pomaga najczęściej jedynie na krótko, a rezultatem tego jest dalsze rozszerzenie się otworu. Nogę trzeba zamocować w otworze nieruchomo.
Jeśli luz jest'niewielki, smarujemy czop i gniazdo nogi grubą warstwą bardzo gęstego kleju stolarskiego, który po wyschnięciu uszczelni nam połączenie dostatecznie mocno. W ten sposób postępujemy jednak tylko wtedy, gdy luz jest rzeczywiście mały, ledwie wyczuwalny. Jeśli luz jest większy, można owinąć parokrotnie czop nogi papierem lub kartonem, dokładnie i grubo nasyconym gęstym klejem stolarskim, tak aby klej znajdował się pomiędzy warstwami papieru. Trzeba to robić szybko, aby klej nie zaschnął.
Ja osobiście robię jeszcze inaczej: biorę mianowicie kilka gwoździ — o długości odpowiadającej rozmiarom czopa — po czym wbijam je w czop od góry, za każdym gwoździem sprawdzając, czy czop dostatecznie się rozszerzył. Gdy uznam, że już starczy — wklejam nogę w otwór bez żadnych dodatkowych uszczelnień papierowych. Trzeba pamiętać, aby wbijać gwoździe do samego końca, po same łebki. Jeśli gwoździe są zbyt długie, obcinamy je przecinakiem lub obcęgami.
Jednym z bardziej dokuczliwych domowych utrapień są rozchwierutane drewniane przedmioty. Szuflady, ruszające się deski w drzwiach, obłupane listewki w szafach — wszystko to denerwuje, nie mówiąc już o tym, jak łatwo rozerwać sobie niedzielne spodnie o wystającą listwę. W tych wypadkach skuteczne jest klejenie klejem stolarskim, z tym, że po sklejeniu każdy sprzęt powinien być przez kilkanaście minut ściśnięty, aby klej mocno trzymał. Jeśli to nie zeszpeci klejonego przedmiotu, dobrze jest przyklejoną część zaraz przybić w dwóch czy trzech miejscach małymi gwoździami, których później już nie wyjmujemy.
Złączenia rozklekotanych szuflad smarujemy stosunkowo rzadszym klejem tak, aby wypełnił szpary, powstałe wskutek roze-schnięcia. Jeśli szpary są duże — klinujemy je (wypełniamy) uprzednio małymi kawałkami drewna lub nawet zapałkami. Po zaklinowaniu wystające końce drewienek lub zapałek obcinamy równo z powierzchnią ostrym nożem albo dłnt.pm stolarskim
Czasami, aby umocować luźną drewnianą część, nie trzeba wcale kleju. Wystarczy odpowiedniej wielkości klinik z drewna, który przygotowujemy nieco dłuższy niż potrzeba, i wbijamy lekkimi uderzeniami młotka w szczelinę aż do oporu, po czym resztę klina obcinamy.
Wszelkie chwiejące się szafy, komody i półki, które odstają od ściany, Rys- U- Podklinowame również podklinowujemy, podsuwając chwiejącejsz^y półki lub
lub wbijając pod nogi zewnętrzne (te od strony pokoju, a nie ścian) odpowiedniej grubości kliny.
I jeszcze parę dodatkowych informacji, jak postępować z klejami stolarskimi.
Przy sklejaniu klejem stolarskim zawsze pewna ilość kleju zostaje wyciśnięta na zewnątrz. Ten nadmiar należy zetrzeć mokrą szmatą, którą trzeba zaraz dokładnie wypłukać w ciepłej wodzie. Z wytarciem i wypłukaniem nie należy zwlekać, gdyż po zaschnięciu klej stolarski trudno się zmywa, a plamy po nim nie są estetyczne.
W sklepach żelaznych można czasem dostać specjalne naczyńka do rozpuszczania kleju stolarskiego. Warto wydać kilkanaście złotych, bo wtedy mamy na zawsze święty spokój z klejem, a jedno takie naczyńko wystarczy dwóm albo i trzem pokoleniom.