Reklama
A A A

Rośnij mi rośnij

Rośliny w domu wymagają starannej opieki. Nie zamierzam zresztą wyjaśniać nikomu tajników hodowli roślin pokojowych, bo sam o tym niewiele wiem. Ot, pamiętam, że kaktusy podle­wać trzeba rzadko, a fiołki alpejskie często, paproci zaś nie na­leży stawiać w pełnym słońcu. Na tym mniej więcej kończą się moje w tym zakresie wiadomości. W razie poważniejszych wąt­pliwości — sięgam po odpowiednią broszurę albo pytam mądrzej­szych. Jak jednak rozlokować domowe doniczki, gdzie i na czym je ustawić, aby jednocześnie i ładnie wyglądały, i nie zabierały zbyt wiele miejsca — to już moja specjalność. I choć sprawa nie jest najważniejsza — myślę, że warto sobie w domu zrobić nieco porządku z roślinami. Pierwszą czynnością będzie... likwidacja niepotrzebnych doni­czek, usunięcie roślin uschłych lub zmarniałych oraz takich, które od lat stoją na oknach w nadtłuczonych doniczkach, rzadko pod­lewane, zżółkłe i rachityczne. Przyznajmy, że znajdą się takie w każdym mieszkaniu. Zostawiamy więc tylko te rośliny, które dobrze się trzymają, są ładne i świeże. Teraz zastanawiamy się, gdzie je poumieszczać. Oczywiście, przede wszystkim na oknach, to znaczy na parapetach. Parapet okienny jest tradycyjnym miejscem na kwiatki doniczkowe i kak­tusy, ale parapet okienny wcale nie jest miejscem najodpowied­niejszym. Owszem, światło jest, więc dla roślin to dobrze, ale czy dla nas również? Na pewno nie. Kwiaty na parapecie utrudniają sprzątanie, a niekiedy jest ich tyle, że otwieranie okna staje się niemożliwe, w związku z czym wietrzymy mieszkanie rzadziej, niżby należało. Nie zamierzam agitować za całkowitym wyrzu­ceniem kwiatów z okien, ale zalecam ograniczenie ilości doniczek na parapetach. Jeśli je tam chcemy hodować, to pierwszą zasadą jest, aby przynajmniej jedno skrzydło okna otwierało się swo­bodnie. Po stronie nie otwieranej (drugie skrzydło radzę zabez­pieczyć, aby przeciąg nim nie targnął i nie pozrzucał doniczek na podłogę) ustawiamy nasze kwiatki czy też kaktusy. Czasem jednak bywa, że mamy, na przykład, trzy duże donice z wysokimi roślinami, a oprócz tego cztery malutkie z kaktusi-kami, które postawione wśród dużych — giną, nie mówiąc o tym, że trudno je podlewać. Na małe doniczki możemy sobie wykonać najprostszą półeczkę, najlepiej szklaną. Szklaną półeczkę można wykonać na szerokość całego okna (skrzydła), to znaczy szyby wraz z ramą. U szklarza każemy sobie przyciąć płytkę szkła 0 grubości 5 mm i szerokości 100—120 mm. Tę szklaną płytkę wieszamy mniej więcej w połowie wysokości okna na dwóch pę­telkach, związanych z cienkiej nylonowej żyłki. Pętelki przycze­piamy do dwóch niewielkich gwoździków, wbitych w ramę skrzydła okiennego, pamiętając przy tym, aby długość pętelek była odpowiednia, to znaczy, aby odległość gwoździkójw od półeczki wynosiła co najmniej 30—35 centymetrów. Inaczej trud­no nam będzie uregulować ustawienie półeczki. Tu uwaga: żyłka nie powinna być gruba, ani też gwoździki zbyt duże. Na półeczce będą stały przecież lekkie doniczki, więc nie ma sensu szpecenie okna olbrzymimi gwoździskami. Nie jest również potrzebne wiercenie otworów w szkle i przewlekanie przez nie pętelek. Wystarczy, jeśli pętelki będą podtrzymywały naszą szybkę w odległości 4—5 cm od brzegu. Nie zsuną się na pewno. W razie potrzeby możemy wykonać nawet dwie takie półeczki 1 zawiesić je jedna nad drugą. Uważajmy jednak, aby zbytnio nie zasłonić okna i nie zaciemnić tym samym pokoju. Na takie inwestycje możemy pozwolić sobie tylko w dużych, widnych po­kojach, o szerokich oknach. Oczywiście, zamiast szkła możemy użyć do wykonania półeczki drewna, przycinając kawałek de­seczki i malując go na jakiś żywy kolor farbą olejną. Szkło jest jednak o tyle lepsze, że pozornie wygląda lżej, mniej zasłania światło i jest łatwiejsze do umycia. Podobne półeczki zawiesić możemy również na ścianie prostopadłej do okna, jeśli tylko dociera tam słońce i nie mamy niczego innego, lepszego do powieszenia. Pamiętajmy jednak, aby nie przesadzić i nie pozawieszać zbyt wiele półeczek. Rys. 54. Szklana półeczka zawieszona na oknie Często mamy w mieszkaniu — bardzo zresztą dekoracyjne — roś­liny pnące i równie często za­stanawiamy się, po czym owe rośliny mają się piąć. Na ogół za­łatwiamy to byle jakimiś paty­kami i starymi sznurkami. Nie wygląda to estetycznie i nie służy roślince. Radzę zlikwidować wszel­kie stare podpórki i szpagaty i zastąpić je cienką, nylonową żył­ką, którą rozepniemy na ścianie za pomocą małych gwoździków wbitych prosto w tynk. Żyłka idzie tuż przy ścianie, co pędom roślin zupełnie wystarczy do za­czepienia się. Ten sposób rozmiesz­czania roślin pnących ma tę prze­wagę nad innymi, że po pierw­sze — możemy skierować pnącze tam, gdzie chcemy i gdzie nam się wydaje, że będzie ładniej wyglądać, i po drugie, że w razie szybkiego rozwoju rośliny bez większego trudu możemy przedłu­żyć żyłkę dalej, wbijając w tynk jeszcze parę gwoździków. Nie przesadzajmy jednak z pnączami w mieszkaniu i nie starajmy się, aby pokryły nam ściany istnym futrem z liści. Nadmiar roślin w pokoju oznacza bowiem wilgoć, a nadmiar roślin pnących na ścianach doprowadzić może do zawilgocenia tych ścian i do po­wstania brzydkich zacieków. Ostatecznie pokój to nie altana. Osobiście nie przepadam za wszelkimi podstawkami i gerydo-nami do kwiatów doniczkowych. Jeśli jednak ktoś jest miłośni­kiem zieleni w domu, to radzę dbać o to, aby te sprzęty nie roz­luźniały się i nie chwiały. Jak to zrobić — wiemy z poprzednich rozdziałów. Jeśli gerydon się rozsycha i zaczyna chwiać w różne strony — weźmy parę gwoździków, wystrugajmy cienkie kliniki z drewna i doprowadźmy go do porządku, aby stał sztywno i równo. No i najlepiej, jeśli zakupimy nowy, od razu pomalo­wać go dodatkowo farbą w tym samym kolorze i odcieniu. W wy­padku gdy jest niemalowany — polakierujmy go raz czy dwa razy lakierem do podłogi. To się nam opłaci, gdyż wtedy mebel tanie się bardziej odporny na wodę — a przy podlewaniu kwia- ów chlapanie wodą jest nie do uniknięcia. Na zakończenie chciałem Wam podać jeszcze jeden przepis na pielęgnowanie rośliny, bezcenny w lecie, w czasie urlopu. Często się zdarza, że cała rodzina wyjeżdża w czasie lata na wczasy, a mieszkanie zamyka się na kłódkę. Co wtedy z kwiatkami? Po­wierzanie ich sąsiadom jest zawodne, bo sąsiedzi lubią zapomi­nać o podlewaniu nawet swoich własnych kwiatów. A podlewać kwiaty trzeba. Wyjeżdżając więc na dłuższy czas, ustawiamy wszystkie doniczki z roślinami na stole nakrytym folią igelitową zabezpieczającą go przed zniszczeniem. Na środku stołu stawiamy możliwie duże naczynie z wodą. Może to być duży słój lub nawet wiadro. Pod wiadro dobrze będzie podłożyć kawałek sklejki lub płyty pilśniowej. Teraz skręcamy ze starych szmatek lnianych lub bawełnianych dość luźne knoty, których powinno być akurat tyle, ile mamy doniczek, i które muszą być takiej długości, aby sięgały od dna wiadra — do doniczki. Jeden koniec knota wkła­damy do naczynia z wodą, a drugi do doniczki, zagrzebując go — czy po prostu wciskając na parę centymetrów w ziemię. Teraz nalewamy do naczynia wody i — możemy spokojnie jechać na wczasy, mając pewność, że nasze roślinki nie zeschną się na wióry. Jeśli mieszkanie jest suche i istnieje obawa, że woda z wiadra .zbyt szybko wyparuje — przykrywamy je szczelnie pokrywką, ale tak, aby knoty nie były nią przyciśnięte. Najlepiej byłoby przykryć naczynie kawałkiem folii igelitowej i obwiązać ją sznurkiem. Dobrze jest również, aby woda nie parowała po dro­dze z naczynia do doniczki, owinąć sam knot skrawkiem folii, która powinna sięgać od brzegu naczynia do poziomu ziemi w do­niczce. Ilość wody, jaka ma dochodzić do każdej doniczki, można regulować grubością knota. Do kaktusów knociki powinny być cieńsze, a do paproci, begonii i innych roślin lubiących wilgoć, znacznie grubsze.