Pstryk i zgasło
Elektryfikacja ma olbrzymie zalety, ale im większe są jej zalety, im lepiej mamy zelektryfikowany dom, tym dotkliwszy staje się każdy wypadek przerwania dopływu prądu, zgaśnięcia żarówki, unieruchomienia żelazka, pralki, odkurzacza czy lodówki. Pod tym względem prostsze życie mieli nasi protoplaści gospodarujący przy kaganku. Naprawa sprzętu oświetleniowego na tym szczeblu cywilizacyjnym była idealnie prosta i nie wymagała żadnych wiadomości.
Dziś jest inaczej. Pamiętamy, jak to przed kilku laty w USA zdarzyła się gigantyczna awaria sieci elektrycznej, w wyniku której trzecia część tego olbrzymiego kraju pozbawiona została prądu. Wydawałoby się, że to tylko chwilowa, parogodzinna niewygoda, a tymczasem doszło do prawdziwego kataklizmu. Stanęły bowiem koleje, stanęły windy w drapaczach chmur, przestała działać sygnalizacja świetlna w ruchu drogowym. Zabrakło wody, skończyła się wszelka łączność, zamarły telewizory, znieruchomiały urządzenia klimatyzujące i masowe środki komunikacji. Zgasły światła w mieszkaniach i na ulicach miast, zgasły sygnały na lotniskach i w portach.
elektrycznej jest wielokrotnie większe niż u nas, że jest to kraj wysoko uprzemysłowiony, a w każdym mieszkaniu jest znacznie więcej automatycznych, napędzanych elektrycznością aparatur.
Okazało się, że zwykłe wyłączenie prądu obezwładnia niezwykle dokładnie cały potężny kraj, że w efekcie przynosi olbrzymie, miliardowe straty, a jego skutki trzeba likwidować przez wiele miesięcy.
U nas taki wypadek się jeszcze nie zdarzył i miejmy nadzieję, że się nie zdarzy — niemniej często spotykamy się z małymi, lokalnymi awariami sieci bądź sprzętu elektrycznego. Skutki takiej awarii nie mają, rzecz prosta, znaczenia ogólnonarodowego, ale na pewno są przykre i życie utrudniają. Ciągle nam w domu przybywa różnych urządzeń elektrycznych, oraz więcej też jest możliwości psucia się ich.
Trudno, za cywilizację trzeba płacić, ale nie ma też żadnych powodów, aby płacić zbyt drogo, zbyt wielkimi niewygodami, gdy technika zawiedzie. Elektryk w mieszkaniu — o ile się go nawet doprosimy, aby wreszcie przyszedł — to z reguły wydatek kilkudziesięciu złotych, które przecież zawsze warto zaoszczędzić. Warto więc wiedzieć — przynajmniej ogólnie — jak to się robi, czym to się robi i dlaczego się robi właśnie tak, a nie inaczej.
Każdy wie — a im mniej się zna, tym lepiej wie — że prąd elektryczny, jak to się mawia, ,,kopie, Rzeczywiście, kopie i to dość nieprzyjemnie. Czasem potrafi kopnąć tak, że trzeba wzywać pogotowie, a bywa, że skutki są jeszcze tragiczniejsze. Przyznam, że w gruncie rzeczy sam się piekielnie boję tego kopania, nawet w najniewinniejszym wydaniu, w związku z czym za żadne skarby świata nie biorę się do naprawiania żelazka czy nocnej lampki, póki co najmniej trzy razy nie sprawdzę dokładnie, czy przypadkiem nie są podłączone do gniazdka ściennego. Prawdę mówiąc, to i do starannie wyłączonych zabieram się ostrożnie i raczej nieufnie, wychodząc z raczej uczuciowego niż rozumowego punktu widzenia, że licho jednak nie śpi.
Nigdy zbyt wiele ostrożności z prądem elektrycznym — oto moja dewiza, której przestrzeganie szczerze wszystkim doradzam w operacjach z kontaktami, drutami i połączeniami. To, że nie wolno przy nich manipulować, gdy są pod prądem albo gdy tylko podejrzewamy, że są pod prądem — przyjmijmy za żelazną zasadę. Wszelkie przenośne urządzenia trzeba wyłączyć z gniazdek, jeśli zaś musimy naprawić samo gniazdko czy lampę sufitową — pierwszą czynnością przed naprawą powinno być wykręcenie bezpieczników przy liczniku, czyli tak zwanych korków.
Jeśli jednak chcemy pozostawać w zgodzie z prawem, wolno nam przeprowadzać naprawy tylko do linii skrzyneczki z bezpiecznikami. Możemy dowoli wymieniać bezpieczniki we własnym mieszkaniu, ale nie próbujmy czynić tego z bezpiecznikami na klatce schodowej. Tam jest pole działania dla urzędowego elektryka z administracji domu. Zresztą niewiele byśmy tam zdziałali, lepiej więc nawet nie próbować.
Zaczynamy od bezpieczników. Światło gaśnie w mieszkaniu najczęściej przy włączeniu jakiegoś elektrycznego urządzenia. Jeśli jest to urządzenie przenośne — pół biedy: wyłączamy je z gniazdka, naprawiamy bezpieczniki, aby mieć światło w mieszkaniu, po czym zabieramy się do naprawy owego urządzenia. Gorsza sprawa, gdy nawali lampa sufitowa lub samo gniazdko. Wtedy trzeba zapalać świeczkę i wykręciwszy całkowicie bezpieczniki, naprawiać przy migocącym płomyczku. Oczywiście, najlepiej jest poczekać do następnego dnia, gdy będzie jasno i gdy bez trudu będziemy mogli wykonać naprawę.
Wykręcamy po prostu żarówkę (której przepalenie się w oprawce jest najczęściej powodem stopienia się bezpieczników), przekręcamy wyłącznik do pozycji pierwotnej i wkręcamy nowe bezpieczniki.
Nie zdziwcie się, jeśli powiem, że jedynym racjonalnym sposobem naprawy przepalonych, a w gruncie rzeczy stopionych bezpieczników — jest unikanie za wszelką cenę ich naprawy. Tak, bezpieczników się nie naprawia, lecz wymienia je na nowe. W każdym sklepie elektrotechnicznym dostaniecie wymienne wkładki topikowe, które są bardzo tanie. Zasada ich działania jest prosta i polega na włączeniu do sieci odcinka przewodu, który byłby dostatecznie wytrzymały na to, aby znieść normalny przepływ prądu elektrycznego, topiłby się zaś pod działaniem zwiększonego przepływu, chroniąc tym samym od gwałtownego stopienia resztę sieci. Dzięki temu, jeśli światło zgaśnie — wiadomo, że przerwa nastąpiła nie gdzie indziej, jak w bezpieczniku, który jest łatwo dostępny i który bez trudu może być wymieniony. Dobrze mieć w zapasie kilka takich bezpieczników o odpowiedniej dla danej instalacji wytrzymałości (amperażu) na przykład 6, 8, lub 10 A.
Pamiętajmy, że jeśli na własną rękę naprawiamy bezpieczniki, a zwłaszcza jeśli użyjemy do tego grubego drutu, to w razie ponownego uszkodzenia jakiegoś urządzenia, bezpiecznik ten wprawdzie wytrzyma zwiększony napływ prądu, ale może się wytopić przewód w ścianie albo bezpieczniki na głównym pionie. Miejmy Więc zaufanie do fachowców, którzy wymyślili bezpieczniki i nie próbujmy z nimi konkurować w pomysłowości. Nowe bezpieczniki zakładajmy jednak dopiero wtedy, gdy już odłączyliśmy od sieci uszkodzony, powodujący krótkie spięcie odkurzacz, uszkodzoną lampkę czy pralkę. Najwygodniejsze są automatyczne bezpieczniki, które obecnie można nabyć bez trudu, a które jednym wciśnięciem guzika naprawiamy w razie spięcia.
Najczęściej powodem tak zwanego krótkiego spięcia jest uszkodzenie albo samego sznura, albo jego połączenia z gniazdkiem bądź z elektrycznym urządzeniem odbiorczym. Pierwszą więc rzeczą, którą trzeba sprawdzić, jest sznur doprowadzający prąd
z gniazdka ściennego na przykład do lampy. Najczęściej uszkodzenie następuje w miejscach narażonych na częste zginanie lub wyciąganie i tam właśnie go należy szukać. O uszkodzeniu świadczy zerwana, sczerniała albo nawet zupełnie przepalona w tym miejscu izolacja. Drugim takim newralgicznym punktem jest wtyczka,
Jeśli przewód jest uszkodzony, radzę kupić nowy, gdyż uszkodzenie świadczy w większości wypadków o sędziwym wieku sznura. Oczywiście, nie zawsze mamy pod ręką otwarty sklep i nie zawsze w sklepie będzie odpowiedni sznur. Naprawiamy go wtedy prowizorycznie: przecinamy w miejscu uszkodzenia drugą żyłę sznura i wszystkie cztery końce obu żył odsłaniamy z izolacji, uważając, aby nie przeciąć przy tym cieniutkich drucików, z jakich się one składają. Potem splatamy ze sobą możliwie ściśle obie końcówki każdej żyły i owijamy je taśmą izolacyjną lub poloplastrem najpierw każdą z osobna, a następnie obie żyły razem. Tak naprawiony sznur powinien przewodzić prąd bez przeszkód.
Jeśli sznur w dalszym ciągu nie będzie działał, rozkręcamy wtyczkę i tam szukamy przyczyny przerwy w dopływie prądu.
Zasadą obowiązującą przy wszystkich naprawach połączeń elektrycznych jest solidność. Odizolowane końce przewodu powinny być przed zamocowaniem ich we wtyczce starannie skręcone, a wkrętkę mocującą jarzemko należy dokręcić tak, aby przewód nie wymykał się spod niej z byle powodu. Drugą zasadą jest dokładna izolacja końcówek przewodu. Zasady owej nie trzeba chyba nikomu dodatkowo tłumaczyć, gdyż wiadomo, że bezpośrednie zetknięcie się dwóch pozbawionych izolacji drutów musi — powtarzam, nie może, lecz musi jeśli instalacja jest pod prądem — doprowadzić do krótkiego spięcia. A wtedy cała zabawa zaczyna się od początku.
Nieco bardziej skomplikowane jest usuwanie uszkodzenia w samej oprawce lampy, w połączeniach żelazka czy też pralki lub odkurzacza. Tu zasadniczą sprawą jest zagadnienie własnych możliwości. Czy jesteśmy w stanie sami to czy owo naprawić, czy może lepiej jednak oddać do specjalisty?
Przyjmijmy jako zasadę, aby nie próbować nawet naprawiania tego czego i tak domowymi sposobami naprawić się nie da, a więc radioaparatów, telewizorów i magnetofonów. Nie naprawiajmy też sami wszelkich urządzeń działających przy pomocy silnika elektrycznego, jak pralki, odkurzacze, lodówki czy froterki. Dlaczego nie należy o własnych siłach przeprowadzać napraw telewizora lub magnetofonu, nie muszę chyba tłumaczyć. Jest to urządzenie zbyt skomplikowane dla niefachowca, a i wielu fachowców dobrze się nabiedzi, nim tajemniczą skrzynkę doprowadzi do porządku. Podobnie jest z radioaparatem: nie ma co się do tego zabierać, bo zgubimy się w lampach, cewkach, oporach i kondensatorach.
Nie warto też próbować naprawiać silników elektrycznych. Nie damy rady, gdyż najczęstszym powodem jest defekt w uzwojeniu, który może być wykryty i usunięty tylko specjalnymi przyrządami. Nie ma również sensu naprawianie tego, co jest stare, zużyte, przerdzewiałe lub sparciałe. Części elektryczne są stosunkowo tanie, lepiej więc wydać kilka złotych na nowy drut, dzwonek czy przełącznik, niż nieustannie się z nim męczyć. Raz bowiem zepsute urządzenie elektryczne — będzie się psuło bez przerwy. Taka już bowiem jego elektryczna natura.
Czasami jednak silniczek jest w porządku, a błąd tkwi w przerwanych połączeniach bądź po prostu w wyłączniku czy wtyczce. Toteż przed zdecydowaniem się na oddanie uszkodzonego urządzenia do naprawy — najpierw sprawdźmy, czy aby na pewno zawinił silniczek.
Inna sprawa z konserwacją czy też z usuwaniem niektórych drobnych usterek. Pomówimy o tym w następnych rozdziałach.
Jak sprawdzać — wiadomo: oglądamy dokładnie sznur i wtyczkę oraz połączenie sznura z pralką czy innym urządzeniem, szczególną uwagę zwracając na wyłącznik, który często ulega uszkodzeniu, zwłaszcza w narażonej na wilgoć pralce.
Sprawdziliśmy — cała instalacja jest w idealnym stanie, mimo to urządzenie za żadne skarby świata nie chce działać.
Diagnoza jest jasna: silniczek.
Wtedy nie ma rady. Lodówkę czy pralkę trzeba oddać do warsztatu naprawczego.
Sprawdzanie instalacji elektrycznych możemy sobie wybornie ułatwić przy pomocy taniutkiego urządzenia, zwanego próbnikiem, który sami wykonujemy w kilka minut. Kupujemy mianowicie w sklepie bakelitową oprawkę do żarówki, słabą (15 świec też wystarczy) żarówkę oraz dwie wtyczki bananowe i jeden metr jednożyłowego przewodu. Przewód przecinamy na dwie równe części i każdą część przyłączamy do bakelitowej oprawki. Do pozostałych końców mocujemy wtyczki, po czym oprawki starannie owijamy taśmą izolacyjną. W bakelitową oprawkę wkręcamy żarówkę i urządzenie gotowe. Tćiaz, apiawuzctiiit; będących pod napięciem instalacji nie sprawi nam już najmniejszych trudności. Mamy wątpliwości, czy gniazdko ścienne jest w porządku — wkładamy wtyczki w dwa otwory gniazdka i już wiemy; jeśli żarówka się zapali, to znaczy, że gniazdko nie jest uszkodzone i działa. Nie jesteśmy pewni, czy wyłącznik funkcjonuje — to do zacisków przewodów doprowadzających prąd przytykamy nasze wtyczki i już wiemy, czy wymienić wyłącznik, czy też szukać błędu gdzie indziej.
Nie potrzebuję przypominać, że przy wszelkich pracach elektrotechnicznych ręce muszą być absolutnie suche. A najlepiej — sam stosuję ten system — podchodzić do elektryczności w ręka-
wiczkach gumowych. Takich, jakich się używa do zmywania czy obierania kartofli. Rękawiczki gumowe nie powinny być zbyt grube, gdyż utrudniałyby nam pracę. W rękawiczkach, które oczywiście również muszą być suche, nic nam nie grozi, a co najważniejsze — pracujemy w nich spokojnie. Bez zdenerwowania, że za chwilę coś nas niespodziewanie porazi.
Rys. 16. Sprawdzenie gniazdka sprawdzianem elektrycznym
Posługując się urządzeniami elektrycznymi albo naprawiając instalację, musimy też pamiętać, że taśma izolacyjna, której używamy do naprawy, powinna dobrze kleić i dobrze przylegać. Dlatego kupujemy ją w niedużych ilościach, aby nie marnować niepotrzebnie pieniędzy, a zapas często odnawiamy. •
Jeśli lampka miga — to znaczy, że coś gdzieś źle się styka. Wtedy sprawdzamy wszystkie połączenia: we wtyczce, w oprawce lampy i wyłączniku, w którym zresztą zdarza się to bardzo rzadko. Czasem zupełnie nowa i dobra żarówka nie chce się świecić po wkręceniu jej w oprawkę. Powodem tego bywa często przygięcie blaszki, która styka się ze stopką żarówki na dnie oprawki. Wykręcamy wtedy żarówkę, odłączamy sznur od gniazdka lub wykręcamy bezpieczniki, jeśli jest to lampa wisząca, i ostrożnie odginamy blaszkę z powrotem. Powinno pomóc.
Jeszcze raz przypominam: elektryczność jest niebezpieczna i nigdy się nie jest dość ostrożnym w stosunku do niej. Szczególnie ostrożny powinien bvć laik. Fachowcy bowiem mają wyrobione pewne odruchy i z góry wiedzą, czy takie a takie połączenie może porazić prądem, czy nie. Ale my, majstrowie-amatorzy, nie wiemy. I dlatego na wszelki wypadek zawsze przy elektrycznych manipulacjach wykręcamy korki. Dlatego nigdy nie majstrujemy przy urządzeniach będących pod prądem, dołączonych do sieci.
Przy połączeniach elektrycznych trzeba zwracać szczególną uwagę na styki, czyli na wszelkie zetknięcia się instalacji z przewodem stanowiącym źródło prądu. Zwracałem już uwagę na konieczność nader starannego łączenia z sobą przerwanych kabli. To zrozumiałe: nie można dopuszczać do luźnych połączeń, przy każdym bowiem przerwaniu prądu powstaje iskra, która nagrzewa zarówno przewód, jak jego izolację, a po pewnym czasie doprowadza do spalenia izolacji i nieuchronnego przerwania kabla już na stałe.
Podobnie baczyć musimy na wszelkie połączenia wtyczkowe i kontaktowe. Wtyczka luźno tkwiąca w gniazdku ściennym również powoduje iskrzenie, co spalić może po pewnym czasie kontakt. Należy więc ją dopasować do gniazdka, co czynimy w sposób dwojaki: albo — jeśli końcówki wchodzące w gniazdko są rozdwojone — rozchylamy je nieco nożem lub śrubokrętem, albo też — jeśli końcówki rozdwojenia nie posiadają — rozginamy je lub przyginamy odrobinę, tak jednak, aby nie pękł bakelit lub tworzywo, w którym końcówki są osadzone.
To jeszcze nie wszystko: zakładając nową żarówkę oczyśćmy papierem ściernym cynkową końcówkę, zawsze nieco zmatowiałą, oraz — wykręciwszy uprzednio korki lub wyjąwszy wtyczkę z kontaktu — przetrzyjmy ostrym końcem noża lub śrubokrętem blaszkę w oprawce, do której cynowa końcówka przytyka.
W przełącznikach, jeśli je akurat mamy zdjęte ze ściany, również oczyśćmy styki papierem ściernym lub małym pilniczkiem, bowiem lubią one korodować, szczególnie w pomieszczeniach, które są wilgotne, jak kuchnie i łazienki. Nawiasem mówiąc, jeśli zepsuje się przełącznik lub kontakt — raczej nie próbujmy go naprawiać. Większości z nich w ogóle nie można rozmontować, są bowiem fabrycznie zatopione lub zaciśnięte. Jeśli zaś się już psują, to znaczy, że są bardzo zużyte. Lepiej kupić, a jeszcze lepiej mieć zawsze w domu w zapasie kontakt czy przełącznik, aby w razie jakiejkolwiek awarii w parę minut go wymienić na nowy.
Jak zaś wymienić — to iuż wiemy.