Reklama
usługi remontowe
Meble biurowe Gliwice
kominki małopolska
deska tarasowa bangkirai
nieruchomości szczecin
Kolektory słoneczne
bonie
hale stalowe
A A A

Plastykowy świat

Jeszcze przed kilkunastu laty mawiało się, że nadchodząca era będzie dla ludzkości erą tworzyw sztucznych. Nie erą atomową, nie erą lotów kosmicznych, nie erą rozwiązania zagadki życia — lecz właśnie erą tworzyw sztucznych. Tworzywa te, inaczej zwa­ne masami plastycznymi, w pewnym okresie stały się wręcz idolem, stały się bóstwem, które miało zrewolucjonizować do­tychczasową, metalową cywilizację. Mówiło się, że nie atom ode­gra decydującą rolę w kształtowaniu obrazu przyszłego świata, lecz Wielka Chemia, która wyprodukuje nam dowolne plastyko­we tworzywo na każdą okoliczność życiową. Wydawało się, że tak istotnie będzie. Rynki świata, a nieco później i Polski zalała lawina kolorowych miseczek, nietłukących się szklanek, elastycznych pudełeczek, lśniących pasków, obrusów i wszelkiego rodzaju drobiazgów przede wszystkim z dziedziny gospodarstwa domowego. Oczywiście, jak to często w takich wy­padkach bywa, nie tylko Polska, ale i świat wpadł w przesadę. Plastykowa euforia doprowadziła do tego, że wreszcie zaczęto z tworzyw sztucznych wyrabiać nawet tak tradycyjnie stalowe przedmioty jak choćby nożyczki, czy tak tradycyjnie drewniane jak choćby deseczki kuchenne do krajania chleba. Po okresie zachwytu nadszedł okres rozczarowań. Okazało się, że plastykowe przedmioty są wprawdzie cudownie piękne bezpo­średnio po ich kupieniu, ale nader szybko się niszczą, rysują, pę­kają. Okazało się, że plastykowa miednica po paru tygodniach używania nie daje się już przyzwoicie domyć; że barszczyk: wlany do plastykowego dzbanka barwi ten dzbanek w sposób niezwykle trwały; że plastykowe płytki na kuchennej podłodze bynajmniej nie chcą być takim ideałem, na jaki się zapowiadały tuż po ich położeniu; że plastykowe szczotki do zębów deformują się po krótkim czasie ich używania, a plastykowa tarka jednak nie do­równuje metalowej. Dalej okazało się, że plastykowe teczki i torebki twardnieją i łamią się na mrozie; że wykonane ze sztucznego tworzywa ka­nalizacyjne rury odpływowe nie wytrzymują wysokiej tempera­tury i zwyczajnie rozmiękają i defasonują się; że igelitowe pła­szcze przeciwdeszczowe wprawdzie deszczu nie przepuszczają, ale za to — z racji zupełnej nieprzewiewności — „mokną" od potu od wewnętrznej strony; że płytki z PCW na podłodze zachowują trwałe odciski nóg od krzeseł; że tafelki do wykładania ścian po paru dniach odpadają, nie wymyślono bowiem jeszcze kleju, któ­rym można by je skutecznie i na zawsze przykleić; że igelitowy wąż do polewania ogródka znacznie krótszy ma żywot niż wąż tradycyjny, parciany lub gumowy. Czyli — precz z plastykiem i wszelkimi tworzywami, sztucz­nymi? Ależ nic podobnego! Fakt, że plastykowy świat został w na­szym kraju mocno skompromitowany, wynika z dwóch powodów: po pierwsze z braku informacji, a po drugie z owczego pędu pro­ducentów i — tego się ukryć nie da — używania bądź nie takich tworzyw, jakich używać należy, bądź używania niedobrego, tan­detnego surowca. W okresie, gdy istniała tendencja do produkowania czego się tylko da z plastyku — nikt nie zadbał o to, aby nabywcom wy­tłumaczyć, jak też należy używać nowych tworzyw i jak je kon­serwować. Przy kupowanych wyrobach nie było przepisów ich używania; klient nie wiedział, że na przykład polietylenowe butelki z tworzywa tak zwanego wysokociśnieniowego absolutnie nie wytrzymują temperatury wyższej niż 70—80°, nie uylu leż ubliża-żenią, że pudełka polistyrenowe są kruche i łamliwe; metki na płaszczach z polichlorku winylu nic nie mówiły o tym, że two­rzywo to na mrozie twardnieje i p^ka. Ba, nie było nawet napisa­ne, co z czego zostało zrobione, a więc nawet kształcony w chemii tworzyw sztucznych klient najzwyczajniej nie wiedział z czego nabyty przedmiot jest wykonany. Zawiniło też to, że z nowych materiałów zaczęto produkować tradycyjne przedmioty i urządzenia użytku codziennego nie zmie­niając ich tradycyjnych form i kształtów oraz. nie uwzględniając właściwości fizycznych tworzyw sztucznych. Melaminowy kubek„ niczym się nie różniący od fajansowego, deformował się przy pierwszym wlaniu doń gorącego mleczka. Producent bowiem nie wziął pod uwagę innego niż w fajansie współczynnika rozsze­rzalności. Tak zwany „nylonowy" pasek do spodni przedzierał się po paru dniach, bowiem producent pasków traktował tworzywo PCW taJk, jakby to była skóra i nie dał paskom odpowiednich za­bezpieczeń przy dziurkach. Łyżki z tworzywa sztucznego zwijały się w korkociągi i nie mogło być inaczej, skoro wyrabiane były dokładnie według formy łyżek metalowych. Nylonowa koszula raz przeprana w pralce — nie dawała się już odratować, a pierwsze koszule nie były zaopatrzone w przepis na pranie. Obecnie, po okresie burzliwego produkowania byle czego z byle ■czego i byle jak — sprawa sama zaczyna się regulować. Powy­rzucaliśmy plastykowe puzderka i nożyczki, a nowe tworzywa z lepszego surowca zaczynają wchodzić na stałe do naszego życia. Dziś już na przykład nóż z trzonkiem z tworzywa sztucznego ni­kogo nie dziwi, a raczej trzonki drewniane zaczynają być dziwacz­ne. Używamy wygodnych, plastykowych pojemników na jajka; nasze dzieci bawią się lekkimi, niełamliwymi zabawkami z mięk­kiego tworzywa; w gospodarstwie domowym przedmioty z pleksi okazały się pełnowartościowe, a folia stała się opakowaniem moc­nym, higienicznym i tanim. Przeszliśmy też rewolucję w zakresie tkanin. Czysty nylon wy­szedł z mody, po prostu dlatego, że nieznośny był w noszeniu, ale zaczęły królować sztuczne włókna o najrozmaitszych nazwach, które często wypierają włókna naturalne. Można się ^ryibrzydzać na stylonowe koszule, ale nikt nie odmówi wspaniałych zalet ela­nie czy też tkaninom pokryciowym, nieprzemakalnym, nie mną­cym się, lekkim i przewiewnym, jak elanolen, elanobawełna i tym podobne materiały tkane na bazie sztucznych włókien z domieszką włókien naturalnych. Cerowanie .skarpetek — zmora życiowa dawnych żon, ciotek i babek — stało się przeżytkiem. Elastyczne skarpetki odporne są na dziurawienie i są wielokrot­nie trwalsze od bawełnianych. Jakaż kobieta używa dziś innych pończoch niż nylonowych? Starożytne fildekosy, sztuczne i na­turalne jedwabie — nie wiem nawet, czy są jeszcze w ogóle wy­rabiane. Któż by to kupował? I co najważniejsze — nauczyliśmy się i my właściwie używać przedmiotów z tworzyw sztucznych. Nie stawiamy już kolorowej tacki na gorącej kuchni, nie pakujemy masła do polistyrenowej puszki i nie wychodzimy na mróz w obuwiu ze sztucznego two­rzywa. Wiemy też, że mając na grzbiecie nylonową czy też elano-bawełnianą koszulę — trzeba uważać z paleniem papierosów, bo­wiem byle iskierka robi nam w pięknej koszuli dziurkę. Nauczy­liśmy się też wybierać w sklepie odpowiednie przedmioty, nie kupujemy już byle czego, lecz zastanawiamy się, czy plastyko­we wiaderko, lepsze będzie od metalowego, czy też może wybrać właśnie metalowe. Rzecz bowiem w tym, że sztuczne tworzywa nie są bynaj­mniej — jak przez wiele lat wielu z nas uważało — namiastka­mi, nie zastępują konwencjonalnych materiałów. Są nowym ma­teriałem, o bardzo wszechstronnym zastosowaniu, ale przecież nie uniwersalnym. Nylon zastępuje, rzecz prosta, na przykład skórę, * ale nie zawsze. W pewnych warunkach skóra jest jedynym ma­teriałem, jaki daje się zastosować. Podobnie nie do zastąpienia jest w pewnych okolicznościach drewno, metal, wełna czy natu­ralny jedwab. Oczywiście, tworzywa sztuczne są w stadium permanentnego rozwoju. Wciąż się udoskonala już istniejące i tworzy nowe, o re­welacyjnych często właściwościach. Stopniowo wchodzą one do naszego życia codziennego, ale nie są jedyne i trudno przypuścić, aby nadszedł czas zmierzchu metalu czy drewna. Patelnia pokryta teflonową powłoką nie przypala niczego, można na niei smażyć bez odrobiny tłuszczu, a jej oczyszczenie — to zwykłe spłukanie pod kranem. Pokrycie na fotel ze skaju jest higieniczne, łatwe do czyszczenia i praktycznie niczym nie różniące się od skórzane­go, a jednak o wiele tańsze. Samochodowe karoserie ze zbrojonego tworzywa są coraz szerzej stosowane. Plastykowe przedmioty nie są wiecznotrwałe. Zdarza się, że Pękną, złamią się. Szczególnie narażone są na uszkodzenia zabaw­ki dziecinne, jakieś samochodziki, okręciki czy lalki. Naprawa jed­nej popsutej zabawki czy pękniętej pokrywki od słoika jest bardzo Prosta. W sklepach chemicznych można już dzisiaj kupić najro­zmaitsze kleje do tworzyw sztucznych, a problemem jest tylko do­branie odpowiedniego kleju. Na ogół większość przedmiotów co­dziennego użytku wykonana jest z polistyrenu — kupujemy więc „Polistyrocement", który nam bez śladu, mocno i trwale sklei na przykład połamaną zabawkę. Do przedmiotów z pleksi — użyje­my „Plexiee[mentu". Jak sprawdzić, czy klej jest odpowiedni? Przecież nie musimy wiedzieć, z czego zrobiono przedmiot, który mamy zreperować. To proste: bierzemy na patyczek kropelkę kleju i zwilżamy przed­miot w jakimś mało widocznym miejscu. Jeśli po kilkunastu se­kundach zetrzemy kropelkę szmatką i ujrzymy w tym miejscu wgłębienie czy zmatowienie świadczące, że klej rozpuszcza nasze tworzywo — możemy śmiało kleić. Będzie trzymało. Jeśli nie — próbujemy innego kleju. Jeśli żaden z klejów, które mamy, nie chce rozpuszczać materiału, który zamierzamy skleić — używa­my wieloskładnikowego kleju z żywic epoksydowych. Ten już sklei nam na pewno. Piszemy o nim w osobnym rozdziale. Plastykowy świat nam jeszcze nie grozi, ale plastyk stał się materiałem, który spotykamy coraz częściej, na każdym kroku. Coraz też jest tańszy, coraz doskonalszy, coraz to nowe rodzaje i typy tworzyw wchodzą do powszechnego użytku. Proces udo­skonalania i mnożenia mas plastycznych jest tak szybki, że do­prawdy nie jestem w stanie przewidzieć, czy — gdy ta książecz­ka znajdzie się w księgarniach — nie ukaże się nowe, rewelacyjne tworzywo, które zakasuje wszystkie istniejące do tej pory, które będzie lżejsze niż pfórko, wytrzymalsze niż molibdenowa . stal i trwalsze niż diament, a w dodatku tańsze niż, powiedzmy sobie, odpadkowe wióry. Musimy się nauczyć, jeśli tak rzec można, plastyku. Nauczyć obchodzenia z nim, odpowiedniego traktowania, jest to bowiem materiał diametralnie różny niż tradycyjne, do których przez całe stulecia byliśmy przyzwyczajeni. Przełamanie nawyków nie jest łatwe. Nie jest też łatwo wytłumaczyć — szczególnie ludziom starszego pokolenia — że plastykowe przedmioty szybciej się zu­żywają i szybciej muszą być po prostu wyrzucane na śmieci, którą to decyzję konserwatystom, przyzwyczajonym do używania przed­miotów przez dziesiątki lat, niełatwo przychodzi podjąć.