Reklama
A A A

Niech będzie zielono

Kwiaty w domu to i miłe, i pożyteczne, ale każdy człowiek chyba ma w sobie atawistyczne upodobanie do zieleni nie w do­niczce, lecz tej prawdziwej na polu czy w ogródku, w której moż­na się cudownie grzebać, obserwować, jak rosną kwiaty i owoce, napawać się jej zapachem na wiosnę. Nie każdemu jest dany choć­by skrawek takiej ziemi, ale jednak wielu z nas posiada mniejsze czy większe ogródeczki przy domu, działki czy choćby próbuje uprawiać kawałek ziemi na podwórzu wspólnego bloku w mieście. Oczywiście, znowu nie będę tu 'udzielał żadnych porad czysto ogrodniczych, igdyż na pewno każdy działkowiec czy posiadacz ogródka wie na ten temat co najmniej tyle, co ja, wie, kiedy sa­dzić i rozsadzać, potrafi nawozić glebę i opryskiwać drzewka w od­powiednich porach. Rozdział ten przeznaczony jest dla tych, któ­rzy nie są tak zapamiętałymi hobbystami, którzy niedawno doro­bili się własnego ogródka, którzy nie mają za wiele czasu, aby go poświęcać na grzdbanie się w ziemi, ale chcieliby jednak, aby przed ich domem było ładnie, zielono i kolorowo. W takiej właśnie sytuacji jestem ja. Posiadam ogródek, nie po­siadam natomiast czasu na maniackie — choć piękna to i szlachet­na mania — dopieszczanie każdej grządeczki i pracowite pielenie rabatek.'A jednak mój ogródek podoba się nie tylko mnie — co jest naważniejsze — ale i odwiedzającym mnie przyjaciołom, któ­rzy nie mogą wyjść z podziwu, skąd biorę czas na tak staranne utrzymanie mojego skrawka ziemi. A mówiąc dokładniej — skąd biorę czas na pracę zawodową, gdyż chyba od świtu do nocy pielęgnuję swój ogródek. A tymczasem — choć na początku istotnie zdrowo się naharo-wałem — obecnie pracy mam z ogródkiem właściwie niewiele, a jednak- wygląda on jakby był nie wiadomo jak zadbany. Jak to się dzieje? Zwyczajnie, bez cudów, których przecież nie ma. Zieleń na słowne polecenia nie reaguje, ale można ją zaplanować. Jaka zieleń wymaga najmniej pielęgnacji? Oczywiście — trawa. Ogródek więc swój zaprojektowałem jako ogródek trawiasty, to znaczy całkowicie pokryty murawą, w której gdzieniegdzie wy­cięte są klomby, klombiki i nieregularne rabaty z kwiatami i krze­wami. Całkowicie zrezygnowałem z konwencjonalnych ścieżek pro­wadzonych pod sznurek i rczgałęziającycłi się pod idealnie pro- Rys. 56. Tak mniej więcej wygląda ogródek, którego zasadą jest trawnik stym kątem. Zrezygnowałem z okładania poboczy cegłami czy ka­mykami, nie przykładałem też większej wagi do niwelacji terenu, aby był gładki jak stół. W moim ogródku można więc chodzić wszędzie, nie tylko po wytyczonych szlakach i nie przeszkadza to ani mnie, ani trawce, która mimo ustawicznego deptania zna­komicie sobie rośnie i dobrze się miewa, mimo że dzieci uganiają po niej całymi dniami. Trawa jednak nie będzie rosła — to znaczy nie będzie rosła jak należy — byle gdzie, na byle jakiej glebie. Aby była równa, zielona, bez łysin — przed założeniem trawnika dobrze będzie na­wieźć kilkunastocentymetrową warstwę dobrej, ogrodniczej ziemi, próchnicy z lasu czy też z torfowiska. Oczywiście, uczynić tak należy, jeśli — jak to było u imnie — w ogródku jest ziemia jało­wa, piaszczysta, nieurodzajna. Dla trawy wystarcza stosunkowo cienka warstwa dobrej ziemi, gdyż jej korzenie rozwijają się płyt­ko i raczej wszerz niż w głąb ziemi. Przygotowanie powierzchni do siewu trawy polega na jej bar­dzo starannym ubiciu. Trawa równie dobrze wyrośnie na twar­dym podłożu, a takie właśnie podłoże znakomicie nam później ułatwi konserwację trawnika, nie będzie powodować wgnieceń i dziur po postawionym stoliku czy drabinie. Ubijamy więc zie­mię na twarde klepisko, nie wyrównując zbytnio i nie niwelując, ale dbając jednocześnie, aby nie było zdecydowanych dołów czy wzniesień zbyt ostrych, które mogłyby utrudnić koszenie trawy. Teraz można już siać. Siejemy gęsto, jak najgęściej, aby od razu mieć trawnik jak należy i nie czekać, aż rzadka trawa się roz-krzewi i sama wysieje. Ja wysiewałem na mniej więcej 20 me­trów kwadratowych kilogram nasion, co w stosunku do teorii jest parokrotną przesadą, ale wcale nie uważam, abym zmarnował nasiona. Oczywiście, rozsiewamy nasiona możliwie równomiernie. Po zasianiu określonej powierzchni bierzemy grabie i lekko ude­rzając zębami o ziemię wzruszamy jej wierzchnią warstwę tak, aby przykryć leżące na powierzchni nasiona, po czym jeszcze raz dobrze 'ubijamy. Jeszcze lepiej jest na wysianą trawę narzucić cieniutką l-2-