Miejsce na ziemi
Dotychczas nikogo nie namawiałem do wielkich inwestycji warsztatowych. Operowaliśmy najzwyklejszymi narzędziami, jakie powinny znajdować się w każdym normalnym domu; narzędziami, którymi można zrobić — jak się okazuje — bardzo wiele. No, ale zdarzyć się przecież może, 'że ktoś nabrał ochoty na majsterkowanie, odkrył w sobie zamiłowanie do zagłębiania się w najrozmaitsze techniczne mądrości i chciałby po prostu pójść dalej, nauczyć się czegoś więcej. Chciałby robić coś bardziej skomplikowanego.
Chwali się to i cieszy autora, ale... wiadomości o wyższej technice szukajcie gdzie indziej, gdyż nie one są przedmiotem niniejszej książki. Dlatego też nie zaczynaliśmy od informacji o tym, jak zorganizować sobie mały domowy warsztacik remontowy — lecz właśnie pomówimy o tym pod koniec. Naszym bowiem celem jest wyłącznie pierwszy stopień technicznego wtajemniczenia, dostępny dla każdego, najmniej nawet z techniką obznajomio-nego Czytelnika.
W zasadzie, urządzać nowy warsztat warto wtedy, gdy ma się na to miejsce, o które w mieście jest raczej — nie ukrywajmy tego — trudno, przy czym w normalnym, wielkomiejskim mieszkaniu urządzanie warsztatu raczej się nie opłaca. Natomiast Czytelnicy z małych miast, a szczególnie ze wsi, ci którzy mieszkają w mniejszych domkach, z obejściem, szopą itp. — mogą to uczynić i ręczę, że to im się stokroć opłaci.
Gdzie wybieramy miejsce na warsztat?
Tam, gdzie je mamy, a więc: w kącie szopy, w komórce, którą można bez przeszkody opróżnić; w piwnicy wreszcie, gdy jest dostatecznie widna i sucha. Tu zresztą każdy musi być już zdany na własną pomysłowość i nieco połamać sobie głowę nad tym, gdzie można znaleźć kawałek miejsca.
Nie trzeba go zresztą wiele. Zasadniczym sprzętem jest stolik, który bynajmniej nie musi być duży. Wystarczy niewielki, ale za to na możliwie wysokich nogach i o mocnej budowie. Wzmacniamy go dodatkowo deskami, którymi obijamy jego tylną stronę aż do podłogi, oraz boki. W ten sposób uzyskujemy rodzaj szafki. Z przodu tej szafki przybijamy przy samej podłodze jedną, niezbyt szeroką deskę, aby dostatecznie ją ustabilizować. Pamiętajmy, że im nasz warsztat będzie cięższy, im mniej będzie się chwiał ■— tym łatwiej i tym ciszej będziemy mogli na nim pracować. W związku z tym ważne jest, aby wierzch stolika był możliwie gruby i mocny. Najlepiej jest obić go dodatkowo ocynkowaną blachą — taką, jakiej używa się do krycia dachów — przybijając ją, po zgięciu na krawędziach do boków stolika, niewielkimi
Rys. 63. Imadło przykręcone do stołu. Widoczne są podkładki zabezpieczające szczęki. Obok: kowadło normalne i kowadło zrobione z kawałka
szyny
gwoździkami. To pozwoli nam utrzymać wierzch stolika w czystości, a jednocześnie świetnie go wzmocni i umożliwi dokonywanie na nim różnych czynności technologicznych, wszelkiego prostowania, przybijania itp.
Dobre umocowanie przedmiotu, który obrabiamy lub naprawiamy — to pierwsza trudność, którą napotykamy. Trudność tę rozwiązuje nam raz na zawsze imadło — przyrząd w warsztacie konieczny. Do domowego, podręcznego warsztatu nie jest nam potrzebne imadło największe, ale jednocześnie uważajmy, aby nie skusić się na kupno maleńkiego, którego użyteczność jest dość ograniczona. Imadło powinno być średniej wielkości, łatwe w użyciu. Najlepiej obejrzeć sobie dyskretnie ten przyrząd u najbliższego ślusarza — następnie zaś kupić nieco mniejszy. Imadło przenośne przykręcamy do brzegu naszego warsztatu, na samym skraju po lewej stonie. Imadło stałe przybijamy mocnymi, długimi hakami do płyty warsztatowej, zaginając końce haków od spodu. W domowym warsztacie lepsze jest imadło przenośne, które w każdej chwili — w wypadku wykonywania na warsztacie jakiejś większej, wymagającej wiele miejsca roboty — może być na chwilę odkręcone.
W domowych naprawach imadło jest niezwykle użyteczne; po paru dniach przekonacie się, o ile wygodniej jest naprawiać jakiś przedmiot zamocowawszy go uprzednio w niezawodnym uchwycie. Oczywiście, potrzeba tu nieco wprawy. Nie będziemy umocowywać w naszym imadle butelek ani kryształowych flakonów, ale za to wszelkie przedmioty metalowe i drewniane obrabiać w nim będzie znacznie łatwiej niż w ręku. Szczególnie ważne jest to przy wszelkim operowaniu piłką oraz przy piłowaniu pilnikiem. Nie dokręcajmy nigdy imadła zbyt mocno, aby nie uszkodzić obrabianego przedmiotu. Zawsze lepiej później docisnąć, niż ryzykować jego odkształcenie. Pamiętajmy, że siła docisku niewielkiego nawet imadła jest bardzo duża.
Aby zabezpieczyć przedmioty przed porysowaniem stalowymi szczękami, na owe szczęki dopasowujemy i nakładamy ochraniacze z miękkiej blachy miedzianej, cynkowej albo aluminiowej. Przy mocowaniu w imadle przedmiotów drewnianych zakładamy na szczęki ochraniacze drewniane.
Łatwiejsze operacje, nie wymagające mocniejszych uderzeń młotkiem, możemy wykonywać na naszym warsztacie albo na specjalnie do tego celu przeznaczonej części imadła. Jeśli jednak musimy uderzać mocniej i dłużej, bardzo nam się przyda małe kowadło, które ustawimy z boku naszego warsztatu. Może nim być odcinek stalowej szyny długości około 20 cm, umocowany na drewnianym pieńku. Taki kawałek szyny odetnie nam zaprzyjaźniony ślusarz (jeśli będzie ją miał). Odcinek szyny mocujemy do pieńka z obu stron hakami, pilnie uważając, aby przylegał do powierzchni pieńka całą płaszczyzną i aby się na nim nie chwiał.
Bardziej wybrednym polecam prawdziwe kowadełka, które bywają w sklepach z przyborami metalowymi. Nie kupujmy jednak kowadła zbyt wielkiego — wystarczy o ciężarze 5—7 kg. Mocujemy je do naszego pieńka hakami, przez otwory znajdujące się w podstawie kowadła.
Posiadając takie kowadło możemy wykonywać na nim wszystkie prace wymagające kucia młotkiem, po prostu dlatego, aby zaoszczędzić płyty stołu i imadło, którym walenie młotkiem nie wychodzi na zdrowie.
Gdy warsztat mamy już gotowy, możemy pomyśleć o dalszym jego urządzeniu, tj. o takim rozmieszczeniu w nim posiadanych przyborów i narzędzi, abyśmy mieli je zawsze pod ręką. Narzędzia rozmieszczamy tak, aby zawsze były gotowe do użytku. Część z nich chowamy w szufladzie stolika; część układamy na półkach, które możemy umocować pod stolikiem; część zaś umieszczamy na desce, zawieszonej na ścianie nad stolikiem, niezbyt wysoko, aby łatwo było do niej sięgać. Na desce wieszamy, oczywiście, te narzędzia, które są nam najczęściej potrzebne, a więc śrubokręty, młotki, pilniki, przecinaki, kombinerki itp. Większe narzędzia, jak piły, wiertarki, siekiery itp. — zawieszamy pod deską. Na półkach pod płytą stolika stawiamy nasze puszki z farbami, lakierami i szpachlówkami, butelki z rozpuszczalnikami i wszelkie inne warsztatowe przyrządy, które będą nam potrzebne rzadziej.
Bardzo pięknie, ale na razie jest to warsztat wyłącznie prawie ślusarski. A stolarka? Cóż, jeśli ktoś ma specjalne zamiłowanie właśnie do przerzynania, strugania, dłutowania i sklejania drewna — powinien się zaopatrzyć w typowy warsztat stolarski, którego część obije z wierzchu blachą i wykorzysta do obróbki metali. Tu radzę nie kupować normalnego warsztatu stolarskiego, gdyż będzie dla nas za duży. W sklepach harcerskich i sklepach z pomocami szkolnymi sprzedają warsztaty o wiele mniejsze, typu szkolnego. Taki mniejszy warsztacik łatwiej zmieścić i ustawić w zawsze przyciasnym pomieszczeniu, a usługi odda on nam takie same, jak warsztat duży.
Oczywiście, zestaw narzędzi do obróbki drewna będzie nieco inny, ale też nie musi to być kompletne wyposażenie, używane w normalnej stolarni.
Zalecam tu stosowanie dwóch żelaznych reguł. Po pierwsze — należy dobrze przemyśleć, co gdzie ma leżeć lub stać, a gdy już wszystkie przedmioty rozstawimy i rozłożymy — nie zmieniajmy ich położenia, każde zaś narzędzie natychmiast po jego użyciu — odkładajmy na ustalone miejsce. To powinno wejść w nawyk, aby na przyszłość zaoszczędzić sobie irytującego szukania i wykrzykiwania: „A gdzie się podział ten nieszczęsny wkrętak!"
Rys. 64. Przykładowy warsztat stolarsko-ślusarski: część przeznaczona do robót ślusarskich obita blachą cynkową; na ścianie narzędzia umieszczone
na specjalnej tablicy
Jakie narzędzia potrzebne nam będą na wyższym stopniu wtajemniczenia? Będzie ich dość dużo i należy się liczyć z tym, że wyposażenie naszego warsztatu to impreza raczej droga niż tania, bo staramy się, oczywiście, kupować narzędzia dobre, które będą służyły nam równie wiernie, jak długo.
Zanim jednak spróbujemy je wymienić, należy jeszcze ustalić jedno — jak je mianowicie nazywać? Najlepiej jest używać nazw ogólnie przyjętych i poprawnych pod względem językowym, unikać zaś nazw gwarowych i technicznego żargonu. Nie zawsze to się nam udaje, bowiem niektóre nazwy obce tak mocno się przyjęły, że trudno jeszcze przyzwyczaić się do zastępowania ich'nazwami polskimi. Starajmy się jednak używać polskich terminów wszędzie tam, gdzie one obowiązują.
Poza narzędziami, które już mamy, którymi wykonywaliśmy do tej pory drobne reperacje, konieczna jest wiertarka, piła do metalu, oraz komplet kluczy profilowych. Wiertarka, oczywiście raczej ręczna niż elektryczna, bo ta ostatnia jest wprawdzie wygodniejsza, lecz kosztuje około półtora tysiąca złotych, a to już wydatek zbyt poważny, jak na kieszeń normalnego człowieka, który wiertarką nieczęsto pracuje. Piła do metalu w zasadzie powinna już znajdować się w naszych zbiorach, ale jeśli jej nie ma, to — kupujemy ją, wraz z kilkoma ostrzami, aby w razie czego nie irytować się przysłowiowym „rżnięciem tępą piłą". Klucze kupujemy w miarę potrzeby, w zależności od tego, jaki wymiar nam będzie potrzebny. Tak więc, komplet narzędzi, potrzebnych do naszego warsztaciku powinien wyglądać mniej więcej tak:
wiertarka ręczna;
piła do metalu z zapasowymi ostrzami;
klucze profilowe o różnych wymiarach;
klucz nastawny, tak zwany „francuski" lub „szwedzki";
klucz nastawny do rur — tak zwana „żabka";
wkrętaki o różnej wielkości i szerokości końcówki;
pilniki do metalu o różnych nacięciach i przekrojach — obsadzone w trzonkach, oraz pilnik płaski do drewna;
piła do drewna;
dłuta płaskie (6—10 i 20 mm) oprawne w trzonki;
strug-gładzik;
przecinak;
młotki stalowe oprawne w trzonki (150 g i 250 g);
siekiera ciesielska;
imadło równoległe lub obrotowe o szerokości szczęk 100 mm;
kowadło lub kawałek szyny;
szczypce czołowe do drutu;
nożyce do cięcia blachy;
kleszczyki płaskie uniwersalne;
kleszczyki okrągłe;
taśma stalowa zwijana;
pędzle szczecinowe płaskie i okrągłe trzech wielkości;
szpachla.
Poza narzędziami dobrze jest mieć zapas szpachlówki, farb olejnych i nitro, gipsu i cementu — wszystko dobrze zabezpieczone przed wyschnięciem lub zawilgoceniem.
Ponadto warto kupić szlifierkę. Nie namawiam na elektryczną, bo to dużo kosztuje, a nam w zupełności wystarczy ręczna, obracana korbą.
Jeśli chodzi o jakieś inne, drobniejsze narzędzia to każdy je sobie sam dobierze, a nawet wykona według uznania i w miarę potrzeby.