A A A

Malujemy własne ściany

Uprzedzam z góry — to będzie trudniejsza sprawa. Trudniejsza, lecz nie oznacza to bynajmniej, że niewykonalna. Stanowczo war­to spróbować, bo jeśli się uda — a większości z nas jeśli nie za pierwszym, to za drugim razem udać się powinno — oszczędności są wspaniałe i sięgają przy większym mieszkaniu paru tysięcy złotych. Tak zwane malowanie klejowe ścian trudne jest tylko za pier­wszym razem. Czynność tę fachowcy-malarze zwykli okrywać mgłą tajemnicy, zresztą w swoim własnym, dobrze zrozumianym interesie. Rzecz w tym, że malowanie ścian nie wymaga bynaj­mniej żadnych kosztownych surowców, a to, co się liczy — to pra-€a. I to liczy się drogo. Stąd możliwość dużego zarobku dla mala­rza i oczywiście — możliwość równie dużej oszczędności dla nas. Powtarzam: malowanie ścian nie zawsze udaje się za pierwszym razem. Dlatego proponuję, aby jako teren pierwszej próby, jako poligon doświadczalny, obrać raczej pomieszczenie mniej ważne, w którym błędy pierwszego wykonania mniej się będą rzucać w oczy. Na przykład sionkę, przedpokój, ubikację czy łazienkę. Dopiero zdobywszy doświadczenie — zabierzemy się do pokojów mieszkalnych i kuchni. Malujemy ściany i sufity pędzlem specjalnym, tak zwanym „ławkowym", który przypomina miękką, szeroką szczotkę do za­miatania, osadzoną na krótkim trzonku, i którego używa się wy­łącznie do malowania klejowego. Kupimy go (lub wypożyczymy) w najbliższym sklepie z przyborami malarskimi i farbami. Kube­łek w domu się znajdzie, szczotkę do zamiatania mamy, no i ma­my też metalową szpachlę, tę samą, której używaliśmy do malo­wania olejnego. Najpierw musimy przygotować ściany do malowania. A więc przede wszystkim wyrównujemy wszelkie dziury i odpryśnięcia tynku, pęknięcia i odrapania, szczególnie na narożnikach. Przy­gotowujemy do tego celu zaprawę murarską z wapna, piasku i ce­mentu. Wapno — koniecznie wapno gaszone — kupujemy w my­dłami, wkładamy do dużego naczynia i zalewamy wodą tak, aby było tylko nią pokryte. Na drugi dzień do dokładnie wymiesza­nego pół na pół wapna z cementem dosypujemy piasku — oczy­wiście czystego piasku, bez zanieczyszczeń — cały czas mieszając. Piasku powinno być dwa razy więcej niż wapna wraz z cementem, a po wymieszaniu zaprawa powinna mieć gęstość rzadkiego ciasta jak na kładzione kluski. Można też zrezygnować z wapna i ograniczyć się wyłącznie do cementu zmieszanego z piaskiem. Oczywiście przygotowujemy tyle zaprawy, aby nam jej nie za­brakło, ani aby po załataniu dziur nie zostało zbyt wiele. Dziury przed załataniem dokładnie czyścimy, a tynk, który się wokół dziury słabo trzyma — wykruszamy do reszty. Następnie dobrze moczymy miejsce, które ma być naprawione i na mokro na­kładamy zaprawę, wciskając ją mocno w dziurę. Nadmiar zaprawy zdejmujemy płaską, równą deseczką, a następnie tą samą deseczką okrągłymi ruchami zacieramy, aby jeszcze lepiej wyrównać po­wierzchnię. Jednak do właściwego malowania ciągle jeszcze daleko. Po do­kładnym wypełnieniu wszelkich dziur, musimy ściany dobrze oczyścić z kurzu, a następnie jeszcze umyć. Myjemy słabym roz­tworem szarego mydła albo proszku do prania (na 5 1 wody — ok. 10 dkg mydła). Potrzebne nam będą do tego dwa wiadra. W jednym rozpuszczamy w wodzie mydło lub proszek, a drugie napełniamy czystą wodą. Teraz postępujemy tak: roztworem zwil­żamy ścianę, a następnie spłukujemy zwilżone miejsce czystą wodą. Najlepiej do zwilżania używać dużej szmaty, którą prze­cieramy kawałek ściany, a do spłukiwania — pędzla ławkowego. Ścianę myjemy na raty — po kawałku. Robimy to szybko, sta­rając się, aby jak najmniej wilgoci przesiąknęło do tynku. Myjemy ściany i sufit tylko w tym wypadku, jeśli są naprawdę bardzo brudne, co się niemal z reguły zdarza w kuchni. Ścian w pokojach, a tym bardziej sufitu, który się najmniej brudzi, na ogół myć nie trzeba, wystarczy dokładne odkurzenie szczotką do zamiatania albo ryżową szczotką do szorowania podłóg osadzoną na długim kiju. Czasem, szczególnie w starych mieszkaniach, warstwa farby po wielokrotnym malowaniu jest już zbyt gruba, co poznajemy po jej łuszczeniu się i odpryskiwaniu grubymi płatami. Wtedy nie ma rady — trzeba starą farbę usunąć. Zeskrobujemy ją szpachlą, po uprzednim zwilżeniu ciepłą wodą. Postępujemy po­dobnie jak przy myciu: szmatą zwilżamy fragment ściany i na mokro — trzymając naszą szpachlę „pod włos" i raczej płasko — zdzieramy starą farbę, która powinna stosunkowo łatwo odejść od tynku. Przy zdzieraniu powłoki starej farby trzeba uważać, aby nie uszkodzić znajdującego się pod nią tynku, a szczególnie ostroż­nie należy usuwać farbę w kątach pokoju- i miejscach, gdzie su­fit łączy się ze ścianą. Zważywszy jednak, że nie jesteśmy dyplo­mowanymi malarzami i tu czy ówdzie ręka nam się może obsunąć, lepiej łatać dziury dopiero po zeskrobaniu starej farby. Po zeskrobaniu bardzo dokładnie myjemy ściany znanym już sposobem. Tu uwaga: mycie rozpoczynamy od sufitu i szerokimi pasami posuwamy się w dół. Dlaczego — tego chyba dokładniej tłumaczyć nie trzeba. Wiadomo, że woda spływa w dół i historia nie zanotowała wypadku, aby płynęła kiedykolwiek w górę. Często się zdarza, że sufit jest idealnie czysty, a dzieci zama­zały nam tylko ściany. W takich wypadkach sufitu nie trzeba, oczywiście, malować. Natomiast przy myciu czy też zdzieraniu starej farby, a następnie przy malowaniu trzeba uważać, aby nie pochlapać wodą czy mydłem sufitu albo też nie zeskrobać starej farby zbyt wysoko. Najlepiej wszelkie czynności przygoto­wawcze kończyć o kilka centymetrów poniżej linii, gdzie się za­czyna „kolor sufitowy''. Im wyżej — tym ściana czystsza, a w miejscu, gdzie zaczyna się sufit, zwykle już mycia nie wy­maga. Modne jest zresztą ostatnio malowanie ścian i sufitu na jeden kolor. Nie w każdym jednak pokoju daje to dobre efekty. Na­dają się do tego jedynie bardzo jasne pomieszczenia, a i wtedy musimy pomalować całość na jasny kolor. Jeśli pokoje są bardzo wysokie a jednocześnie jasne, nieźle jest pomalować sufit na ko­lor, a właściwie odcień, nieco ciemniejszy niż ściany, co optycznie znakomicie stwarza wrażenie obniżenia sufitu, a tym samym większej przytulności. I jeszcze jedna uwaga. Dziś raczej już nie maluje się pasków pod sufitem, na granicy kolorów. Po prostu kolory się łączą bez­pośrednio. No i nie maluje się też od dawna żadnych kwiatków i wzorków na ścianach. Ściany pozostawiamy jednolite, gładkie i czyste. Jeśli chcemy ozdobić ściany, wieszamy reprodukcje ma­larskie czy graficzne. Ściany mamy już dokładnie wymyte, oskrobane, oczyszczone, dziury załatane, rysy zatarte, całość dobrze wyschła, pędzel ław- kowy przygotowany, kubełki na farbę czekają dokładnie umy- te potrzebna jest nam teraz sama farba. W mydlarni lub w sklepie z farbami — nie każda bowiem mydlarnia sprzedaje te artykuły — kupujemy tak zwany ton. W przeddzień malowania wsypujemy suchy ton do kubełka i za­lewamy wodą. Proporcje: 1 kilogram tonu na 2 litry wody. Przez noc ton dobrze rozmięknie, a następnego dnia mieszamy jeszcze zawartość kubełka tak, aby nie było żadnych grudek. Te­raz dodajemy do mieszanki specjalny klej malarski — który ku­pujemy jednocześnie z farbą i tonem — w ilości około czterech de-kagramów kleju na kilogram tonu. Klej rozpuszczamy w małej ilości ciepłej wody, stale mieszając, póki masa nie będzie zupełnie jednolita. Wtedy wlewamy klej do tonu, jeszcze raz dobrze mie­szamy i farba w zasadzie gotowa. Jest to farba biała. Aby uzyskać lepszy efekt bieli, dodajemy do niej nieco zwykłej farbki do bielizny, czyli ultramaryny, którą również rozpuszczamy najpierw w osobnym naczyniu i dopiero wtedy, gdy nie widać najmniejszych nawet grudek, wlewamy do naszego kubełka. Niedokładnie rozpuszczona ultramaryna może nam na malowanym suficie pozostawić smugi. Ważna sprawa to gęstość farby. Powinna ona mieć konsystencję ciasta na lane kluski. Aby to uzyskać, do zbyt gęstej mieszaniny dodajemy wodę małymi porcjami, stale mieszając. Trzeba przy tym uważać, aby przypadkiem nie przeholować i za bardzo farby nie rozcieńczyć, gdyż wtedy będzie gorzej kryła. W ten sposób otrzymaliśmy farbę do malowania sufitów. Farba do malowania ścian będzie się różnić wyłącznie zawartością kle­ju, którego dajemy nieco więcej, a mianowicie około 6—7 deka-gramów na kilogram tonu, no i oczywiście kolorem, który sobie dobieramy zależnie od upodobania. Sproszkowane barwniki kupujemy w sklepie i po rozpuszcze­niu ich w wodzie w osobnym naczynku dodajemy do gotowej farby. Niestety, barwniki znajdujące się w handlu nie są najlep­szej jakości. Jeśli więc chcemy uzyskać rzeczywiście ładne, so­czyste odcienie, kupujemy kilka tubek farby plakatowej, której użyjemy zamiast farby w proszku. Farbę plakatową wyciskamy z tubki do niewielkiego naczynia i dokładnie rozrabiamy.w nie­wielkiej ilości wody, po czym przez gęste sitko przecieramy i wlewamy do kubełka z tonem. W zasadzie 4—5 tubek farby pla­katowej wystarcza na kubełek tonu, Zaczynamy od malowania sufitu, malowania najkłppotliwszego, bo najbardziej brudzącego. Radzę więc włożyć na głowę stary beret lub plastykowy czepek, bowiem pochlapania chyba nie da się uniknąć. Ponieważ ostrożność nigdy nie zawadzi, dobrze jest założyć jakieś okulary, aby zasłonić oczy przed kroplami farby. No i zamiast fraka lub sukni balowej — raczej kombinezon albo jakąś starą, nie używaną już sukienkę. Włazimy na drabinę, a jeśli nie mamy drabiny, to na stół, ale to mniej wygodne, gdyż stół trzeba będzie co chwila przesuwać — i zaczynamy malowanie. Pędzel ławkowy moczymy w farbie i ocieramy o brzeg kubełka, aby pozbyć się jej nadmiaru, następ­nie zaś malujemy, starając się nakładać farbę niezbyt grubo, ale za to równo na powierzchnię sufitu. Malowanie zaczynamy od okna i przesuwamy się w głąb pokoju, tak manipulując drabiną czy też stołem, aby nie malować sobie bezpośrednio nad głową, co jest mniej wygodne i bardziej brudzące. Jeśli ściany zamierzamy ma­lować innym kolorem, „zajeżdżamy" z naszym malowaniem nieco poniżej miejsca gH-zip przewidujemy granicę obu kuluiuw. Teraz czekamy, póki sufit całkowicie nie wyschnie. Powtarzam: całkowicie. Nie próbujmy poprawiać mokrego jeszcze sufitu, choćby widać było na nim nie wiadomo jak wyraźne plamy. Na ogół po całkowitym wyschnięciu wszystkie plamy znikają bez śladu. Ewentualne poprawki robimy dopiero wtedy, gdy na zupełnie su­chym suficie dostrzeżemy jakieś miejsca nie domalowane. Popra­wiamy tą samą farbą, którą malowaliśmy. To bardzo ważne! Dla­tego malując zostawić należy nieco farby na poprawki. Sufit gotów — można zabrać się do ścian. Najtrudniejszą sprawą będzie precyzyjne wyznaczenie granicy kolorów pod su­fitem. Po dokładnym wymierzeniu zaznaczamy sobie tę linię zwykłym ołówkiem, tak aby była prawie niewidoczna, a następ­nie przy malowaniu — zamalowywujemy ją. Ogromnie ważną jest rzeczą, aby mieć wystarczającą ilość fSr-by do pomalowania całego pokoju. Dorabianie dodatkowej farby na pewno się nie powiedzie, choćby jak najdokładniej zachować uprzednio stosowane proporcje. Lepiej już, aby trochę farby zo­stało, nawet po wykonaniu poprawek. Na ogół na średniej wiel­kości pokój wystarcza wiadro farby. Ściany malujemy szerokimi pasami, zaczynając od góry i ja­dąc w dół, aż do listwy przypodłogowej. Aby farba równo się roz­kładała, najpierw — po umoczeniu pędzla w kubełku — nakła­damy ją na ścianę pociągnięciami równoległymi do podłogi, a na­stępnie rozprowadzamy po ścianie pociągnięciami prostopadłymi, dbając o to, aby nigdzie nie pozostały żadne zacieki i smugi. I znowu — po zamalowaniu całej powierzchni — czekamy aż świeżo pomalowana ściana całkowicie wyschnie, po czym dokład­nie ją badamy, czy nie wymaga jakichś poprawek, czy spod nowej warstwy farby nie przebija dawny kolor, czy nie ma smug i przede wszystkim, czy kolor jest taki właśnie, jaki chcieliśmy mieć. Kolor bowiem płynnej farby wygląda nieco inaczej niż ko­lor tej samej farby po wyschnięciu. Dlatego też dobrze jest przed rozpoczęciem malowania pomalować jakąś deseczkę lub tekturkę, poczekać, aż wyschnie, i wtedy sprawdzić, czy kolor jest odpo­wiedni. Jak malować? Nie zamierzam oczywiście nikomu sugerować zbyt natrętnie własnego zdania, gusta bowiem są różne. Ja wolę raczej ściany w jasnych, pastelowych kolorach, bez paska pod sufitem. Sufit maluję na ten sam kolor co i ściany. Chętnie jed­nak przyznaję, że w pokojach jasnych, o wielu oknach, ładnie wyglądają również kolory jaskrawe, intensywne — szczególnie w pokojach dziecinnych. Wydaje mi się, że najładniejsze są kolory niebieskie i zielone, ale tu muszę ostrzec, iż najtrudniej je osiągnąć, najłatwiej bowiem przy malowaniu intensywną zielenią czy błękitem o smugi i nierówności. Najmniej zasadzek na nas czyha przy kolorach beżowych, szarych oraz malowaniu na biało. Widziałem również mieszkania malowane bardzo oryginalnie, w których każda ściana miała inny odcień, a nawet kolor, dosto­sowany do światła padającego przez okna. Daje to zdumiewające efekty, ale... sam tego nigdy nie ryzykowałem, gdyż przy takich doświadczeniach konieczne jest duże wyczucie plastyczne i pew­na znajomość zasad optyki, co nie każdemu z nas jest dane. Czasem, szczególnie przy malowaniu ciemniejszymi kolorami, po jednorazowym pomalowaniu ściany nie wyglądają jeszcze tak, jak tego byśmy sobie życzyli: są nierówne, tu i ówdzie prześwi­tuje stary kolor, tu i ówdzie kolor jest nieco inny. W tym wy­padku malujemy drugi raz, rzecz jasna, po dokładnym wyschnię­ciu piewszej warstwy. Malujemy tym samym co uprzednio kolo­rem. Dlatego projektując kolor ciemniejszy, przygotowujemy so­bie podwójną ilość farby. Surowiec jest tak tani, że nie sprawi nam to większej różnicy, a przecież musimy pamiętać, że malu­jemy pierwszy raz w życiu, że konieczne jest niejakie doświadcze­nie, które nam się przyda następnym razem, przy malowaniu reszty mieszkania. Nie zawsze uda się z malowanego pomieszczenia wynieść wszystkich mebli. Jeśli więc pozostały jakieś szafy czy półki, wy­suwamy je na środek pokoju i przykrywamy z wierzchu stary­mi gazetami lub papierem pakowym. Przykrywamy też kilkoma warstwami makulatury podłogę, co nam zaoszczędzi później szo­rowania. Koniecznie przed malowaniem trzeba pozdejmować wy­łączniki i gniazdka elektryczne, a przynajmniej zdjąć przykry­wające je płytki bakelitowe (w tym wypadku wykręcamy bez­pieczniki i wkręcamy je dopiero po- oczyszczeniu z wilgotnej farby wnętrza gniazdka") gdyż pn malowaniu tak czy inaczej bę­dzie to trzeba zrobić, aby móc je umyć. O zdjęciu lamp, a w każ­dym razie kloszy, nie trzeba chyba nikomu przypominać. Gdy już malowanie skończone, natychmiast zabieramy się do sprzątania, póki farba jest świeża i łatwo ją zmyć. Framugi okien­ne i drzwiowe dokładnie wycieramy mokrą, jak najczęściej płu­kaną ścierką, uważając, aby nie maznąć po świeżo malowanej ścianie. Równie ostrożnie wycieramy listwy przypodłogowe, a sa­mą podłogę — nie ma innej rady — starannie szorujemy, chyba że mamy ją pomalowaną lakierem plastykowym. W tym wypadku wystarczy ją przetrzeć mokrą szmatą. Teraz przykręcamy płytki wyłączników i gniazdek, zakładamy lampy wstawiamy meble na miejsce - i z satysfakcją przyglą­damy się efektom swojej własnej pracy. Satysfakcję powiększa Iszczę fakt, że wprawdzie robota była - jak na pierwszy raz -trudna i denerwująca, ale za to kilkaset złotych na pokoju dało ^V^m^c%i o nieuchwytnych liczbowo zyskach w doświad­czeniu na przyszłość.