Reklama
hale stalowe
rolety wewnętrzne
sztukateria
Deweloperzy Wrocław
Oferujemy profesjonalne kamieniarstwo.
działka warszawa
Okna drewniane
apartamenty bemowo
A A A

Malarz maluje, z pędzla mu kapie...

Przygotowując się do malowania jakiejkolwiek powierzchni drewnianej trzeba pamiętać, że nigdy nie jest ona dość gładka. Właściwie malowanie jest czynnością stosunkowo prostą i zawsze się nam uda pod warunkiem, że podkład będzie dobrze przygo­towany, to znaczy równy, bez szczelin i chropowatości, gładziutki jak wypolerowane szkło. Wymaga to oczywiście wiele cierpli­wości, ale za to satysfakcja jest ogromna. Istnieją dwie, a właściwie nawet trzy metody malowania. Pierwsza, najpopularniejsza — to malowanie olejne, tradycyj­ne; druga — to malowanie lakierem nitro; trzecia zaś — ma­lowanie surowego drzewa plastykowym lakierem bezbarwnym, normalnie przeznaczonym do malowania podłóg. Trzecią metodę stosujemy wtedy, gdy pragniemy zachować naturalny kolor i fa­kturę drzewa, a nie chcemy, aby nam się drewno nieustannie brudziło i po myciu beznadziejnie szarzało. Przed malowaniem — zarówno olejnym, jak i nitro — musi­my odpowiednio przygotować ^ powierzchnię, stosując właściwą szpachlówkę. Tu uwaga: pod żadnym pozorem nie szpachlować pod nitro szpachlówka olejną, nawet gdyby zabrakło odpowied­niej, specjalnej szpachlówki nitro. Szpachlując pod nitro — wy­gładzamy powierzchnię na mokro specjalnym wodoodpornym pa­pierem ściernym, co chwila maczając papier w wodzie. Nitro-szpachlówką należy pokrywać powierzchnię cienko, ale powta­rzać szpachlowanie, trzy lub nawet więcej razy. Olejną szpachlówkę wyrównujemy zwykłym papierem ścier­nym. Powtarzam to dla przypomnienia, aby nikomu nie wyda­wało się, iż można jedną szpachlówkę zastąpić inną. Jeśli przygotowujemy do malowania powierzchnie surowe — pół biedy. Gorzej, gdy mamy do czynienia ze starym, popęka­nym i złuszczonym lakierem. Najlepiej zeskrobać go zupełnie (a przynajmniej te miejsca, w których stara farba łatwo odcho­dzi) grubym papierem ściernym. Następnie trzeba szpachlować tak, aby szpachlówka wypełniła ubytki po lakierze. Jeszcze raz doradzam — przepraszam, że nudzę, ale to bardzo ważne — szlifować, wyrównywać, gładzić i pieścić powierzchnię pod malowanie, ile się da. Nie ma co liczyć na to, że „w malo­waniu się zaleje". Nic się nie zaleje, nic się nie wyrówna. Nie trzeba się zrażać, nawet jeśli malowanie nie wyjdzie za pierwszym razem. Trochę wprawy jednak mieć musimy. Aby zacząć malowanie, trzeba poczynić kilka niewielkich inwestycji. A więc kupujemy: 1) średniej wielkości płaski pędzel (najlepsze są te z czerwo- nymi rączkami); nieduży pędzel okrągły do wykańczania; kilogramową puszkę farby olejnej; półkilogramową puszkę lakieru olejnego; 5) półlitrową butelkę rozpuszczalnika olejnego (benzyna eks- trakcyjna); 6) papier ścierny. Oczywiście, jeżeli chcemy malować lakierem nitro — rozpusz­czalnik też musi być nitro. Trzeba też mieć wtedy osobne pędzle. Zabierając się do malowania na olejno, musimy odpowiednio zabezpieczyć mieszkanie i siebie przed ochlapaniem. W tym celu zabezpieczamy starymi gazetami okoliczne sprzęty i podłogę oraz wkładamy najbardziej zniszczone ubranie, jakie posiadamy. Otwieramy teraz puszkę z farbą (podkreślam: nie z lakierem, lecz z farbą) i byle jakim patykiem dokładnie ją mieszamy, gdyż często na dnie puszki gromadzi się osad, a pokost wypływa na powierzchnię. Po dokładnym wymieszaniu bierzemy jakieś nie­wielkie naczynie, na przykład puszkę po fasolce szparagowej, i przelewamy do niej część farby, napełniając puszkę mniej wię­cej do połowy. Puszka powinna być oczywiście idealnie czysta, ale myślę, że nikomu nie trzeba przypominać, iż w ogóle wszy­stko powinno być zawsze idealnie czyste. Teraz zanurzamy całe włosie pędzla w farbie, aby je dobrze nią nasycić, po czym wyciskamy nadmiar cieczy o ściankę lub krawędź puszki, następnie zaś przystępujemy do malowania, sta­rannie wygładzonej — a przed samym malowaniem dobrze wy­tartej suchą ściereczką — powierzchni. Rzecz ważna: farba nie może być za gęsta. Jeżeli nie rozkłada się gładko i tworzy fale, a pędzel nie ma właściwego poślizgu — trzeba ją rozcieńczyć. Używamy do tego rozpuszczalnika. Pole­wamy nieco płynu, dokładnie mieszamy patykiem i próbujemy malować. Jeżeli idzie nam bez wysiłku — farba ma właściwą gęstość. W każdym razie lepiej, jeśli farba jest zbyt rzadka, niż gdyby miała być za gęsta. Konsystencja jej powinna odpowia­dać konsystencji słodkiej śmietanki. Nie wolno farby nakładać zbyt grubo i to przyjmijmy jako zasadę. Im cieńszą warstwą pokrywa się malowaną powierzchnię, tym ładniejsza będzie ona w ostatecznym efekcie. Malujemy długimi pociągnięciami, starając się dokładnie roz­prowadzać farbę po malowanej powierzchni. Nie należy nabierać na pędzel zbyt wiele farby; maczamy go płytko, a malując — wykonujemy w obu kierunkach pociągnięcia skośne, a nawet poprzeczne. Dopiero wykończenia malowanego miejsca dokonu­jemy leciutkimi muśnięciami w jednym kierunku. Nie należy się zrażać, jeśli spod pierwszej warstwy farby prze­świtywać będzie łaciate podłoże. Jednorazowe malowanie nie wystarcza. Czekamy, aż warstwa farby wyschnie — co zależne jest od gatunku farby, ale zwykle wystarcza jedna doba — i gdy już powierzchnia przy dotknięciu jej palcami zupełnie się do nich nie klei, malujemy po raz drugi, w razie zaś potrzeby nawet i po raz trzeci. Przed każdym następnym malowaniem delikatnie nrzecieramv nowierzchnip t~i n i rf "rnłiT) i 6 jśzym papierem, ściernym, aby pozbyć się ewentualnych gruzełków, jakie mogły przylgnąć do świeżo położonej farby, oraz oczyszczamy ją z ku­rzu ściereczką. Gdyby po pierwszym malowaniu wyszły na jaw jakieś niedo­kładności i nierówności, możemy je spokojnie poprawić, szpa­chlując nierówne miejsca jeszcze raz i równiutko szlifując pa­pierem szklistym. Oczywiście robimy to dopiero po wyschnięciu farby. A niedokładności wychodzą na jaw niemal zawsze. Sam to wielokrotnie sprawdziłem. Szczególnie widoczne są na dużych płaszczyznach, jak na przykład drzwi. Po dwu- lub trzykrotnym pokryciu malowanych powierzchni farbą — ostatnią warstwę malujemy lakierem. Przygotowuje­my go w ten sam sposób, w jaki przygotowywaliśmy farbę: roz­rabiamy- do odpowiedniej gęstości i również nakładamy możli­wie cieniutko. Oczywiście ta ostatnia, wykończeniowa warstwa lakieru w dużej mierze decyduje o ostatecznym wyglądzie ma­lowanego przedmiotu, dlatego też należy wówczas malować szczególnie starannie. Lakier pozwala nam uzyskiwać gładsze powierzchnie, jest od farby trwalszy i bardziej odporny na światło oraz na kwasy i ługi. Obok tych zalet ma jedną pewną wadę, a mianowicie go­rzej, jak to mówią malarze, „kryje". Wady tej nie ma farba, chociaż jest tańsza. Dlatego też lakieru używa się tylko do wy­kańczania. Pomalowany przedmiot powinien dokładnie wyschnąć. Jeśli jest nim na przykład półka, to wieszamy ją na ścianie i przez parę dni powstrzymujemy się od stawiania na niej cięższych przedmiotów. Malowana powierzchnia, mimo że pozornie sucha, w rzeczywistości jest jeszcze miękka. Postawienie na niej słoika, butelki czy wazonika może pozostawić ślady w postaci odcisków na gładkiej, lśniącej powierzchni. Lepiej więc poczekać parę dni. Co zaś robić po skończonym malowaniu z pędzlem, z farbą i ze szpachlówką? Oczywiście trzeba to wszystko dokładnie oczyścić i zabezpieczyć. Jeśli mamy zamiar następnego dnia ma­lować, można po prostu włożyć pędzel do wody tak, aby tylko samo włosie było w niej zanurzone, następnego zaś dnia wy­cisnąć wode z włosia, nailepiei przez stara gazetę, aby się nie ubrudzić. Chodzi o to, aby farba na pędzlu nie zaschła. Jeśli w najbliższym czasie nie mamy zamiaru urządzać dalszego ma­lowania, płuczemy pędzel dokładnie w rozpuszczalniku, kilka­krotnie zmieniając płyn. Oczyszczony pędzel kładziemy lub sta­wiamy włosiem do góry, inaczej bowiem włosie się zdeformuje. Puszkę z farbą dokładnie zamykamy, aby farba nie wyschła. Zwłaszcza uważać trzeba na lakier, na którym lubi się tworzyć skorupa. Szpachlówkę po prostu zalewamy wodą i równie do­kładnie zamykamy, aby uniemożliwić do niej dostęp powietrza. W ten sposób nasz sprzęt będzie zawsze czysty i gotowy do użycia. Niegdyś farby olejne i lakiery wyrabiane były na naturalnym roślinnym oleju — na pokoście. Tworzyły one bardzo dobre i trwałe powłoki, ale... jednocześnie były drogie. Bezpośrednio po drugiej wojnie zaczęto — był to okres szczególnych braków — fabrykować lakiery na pokoście syntetycznym. Bardzo to były niedobre i nietrwałe farby, łuszczące się, matowiejące szybko i zmieniające kolor. Co starsi Czytelnicy pamiętają jeszcze ten okres. Stopniowo jednak syntetyczne pokosty udoskonalano, a jednocześnie wycofywano z produkcji pokosty naturalne. Były już niepotrzebne, bowiem sztuczne były co najmniej równie dobre i trwałe. Rewolucja jednak w farbiarstwie nastąpiła wraz ze skokowym rozwojem chemii. Nowe związki chemiczne pozwoliły na pro­dukcję tak trwałych lakierów, o jakich niegdyś nawet nie myś­lano. Dzisiejsze lakiery i emalie polichlorowinylowe, epoksydowe i inne mogą być stosowane do każdych prac i świetnie zdają egzamin na powietrzu, pod wodą, a nawet pod ziemią. Oczy­wiście, każda z tych farb ma dość wąskie przeznaczenie i dla­tego stosować je należy jedynie w tych warunkach, na jakie po­zwala przepis, znajdujący się na każdej puszce. Jest on dosta­tecznie jasny i szczegółowy, aby można było sobie zaoszczędzić dokładnego tłumaczenia. Zwłaszcza że rodzajów farb jest zbyt wiele, aby wszystkie je omówić. Wystarczy więc, że zalecę ścisłe trzymanie się przepisów zarówno malowania, jak zastosowania. Oczywiście, nowe rodzaje farb wymagają też specjalnych roz­puszczalników. Nie wszystkie, ale niektóre. W takim wypadku rzedzanie farby — jej gęstość w świeżej, nie przeterminowanej puszce jest właśnie taka, jak być powinna — ile o mycie pędzla i zaplamionych rąk czy podłogi po skończonym malowaniu. Nie­odpowiedni rozpuszczalnik potrafi zmarnować pędzel na zawsze. Oczywiście, wielu jest tradycjonalistów, którzy uważają, że nie masz to jak prawdziwa farba olejna na prawdziwym pokoście. Cóż, w takich wypadkach trudno jest cokolwiek komuś wytłu­maczyć. Doradzić mogę tylko jedno, a mianowicie spróbowanie nowo­czesnego lakieru, pomalowanie nim jakiegoś drobiazgu i porów­nanie z malowaniem tradycyjnym. Istnieją w handlu specjalne, pistoletowe aparaty do malowa­nia natryskowego — pneumatyczne bądź elektroniczne. Malowa­nie natryskowe na pewno jest o niebo szybsze i pozwala osiągać gładsze powierzchnie, ale na użytek domowy nie doradzałbym używania takich aparatów. Po pierwsze są bardzo drogie, po dru­gie trzeba dużej wprawy, aby je jak należy wykorzystać, wy­magają bowiem bardzo określonej gęstości farby i dopasowania odpowiedniej dyszy, po trzecie zaś pokrywają farbą nie tylko to, co pokryte farbą być miało, lecz wszystko naokoło. Trzeba uży­wać specjalnych osłon, oklejać granice taśmą itp. Nie warto więc. Na nasze potrzeby zupełnie wystarczy zwy­kły, dobrze dobrany pędzel. A na zakończenie traktatu o malowaniu trzy uwagi, które na pewno przydadzą się w czasie pracy. Jeśli farba kapnie albo się rozleje, należy natychmiast wytrzeć ją starą, ale czystą szmatką albo kawałkiem bibuły. Nie będzie śladu na podłodze. Jeśli zaniedbamy tego przez lenistwo — plama będzie już znacznie trudniejsza do usunięcia. Zaplamione ubranie również należy natychmiast wyczyścić rozpuszczalnikiem właściwym dla używanej farby. Jeśli z nowego pędzla wyjdzie włos i przylepi się do malowa­nej właśnie powierzchni — trzeba zdjąć go od razu i poprawić to miejsce. Gdy włos przyschnie — pozostanie trudna do wyrów­nania w następnym malowaniu skaza. Jeśli w ściance półki czy w drzwiczkach znajdują się haczyki lub wieszaczki, wykręcamy je przed malowaniem. To znacznie , które nie uda sio po naj­dłuższej nawet praktyce. Trwa dłużej i brzydko wygląda. Haczy­ki przykręcone na nowo na świeżo pomalowanym przedmiocie wyglądają o wiele ładniej.