Majsterkowanie
Żeby cokolwiek zrobić - trzeba... zacząć.
Żeby zacząć cokolwiek - trzeba uwierzyć, że się to zrobić potrafi. Wielu ludzi, tych, którzy z całym zapałem przekonują innych, że nie potrafią nic z tych rzeczy, nawet wbić gwoździa - potrafiłoby wiele, gdyby zdobyli się na nieco odwagi i popróbowali swoich możliwości. Nie święci - przecież - garnki lepią.
Majsterkować można jednak różnie. Można wykonywać rozmaite przedmioty dokładnie wedle posiadanych wzorów, wypełniając skrupulatnie wszystkie zalecenia zawarte w drobiazgowych często opisach sposobów wykonania; można też inaczej: wzory i opisy traktować jako coś, co tylko inspiruje do opracowania własnych projektów i własnych sposobów wykonania. Majsterkowanie może być działaniem odtwórczym, może też być twórczością w pełnym tego słowa znaczeniu, nie mającą nic wspólnego z tzw. amatorszczyzną.
Jestem przekonany i pragnę, aby to przekonanie stało się udziałem Czytelników tego zbioru felietonów, że ambicją majsterkowicza powinno być przekraczanie bariery dzielącej twórczość od naśladownictwa.
Wpaść na dobry pomysł, zaprojektować coś, co miałoby cechy innowacji, wcale nie jest tak trudno, jak by mogło się wydawać tym, którzy jeszcze nie próbowali.
Największy kłopot wynika z tego, że jesteśmy przyzwyczajeni do zastanych trudności lub niedogodności i nie podejmujemy próby ich likwidacji. Taka postawa innowacjom nie służy. Twórczość zaczyna się od niezgody, a pierwszym i niezbędnym warunkiem jakiegokolwiek postępu jest krytyka ujawniająca to, co wymaga zmiany.
Później trzeba mieć pomysł, który pozwoli zlikwidować choćby część dotychczasowych kłopotów. Z tym zaś jest znowu o tyle trudno, że zazwyczaj ciśnie się ich do głowy wiele, a pomysł dobry, który by nas usatysfakcjonował, jakoś nie' przychodzi. Zadowolić nas może bowiem tylko pomysł najprostszy, ponieważ tylko taki gwarantuje jego dobrą realizację przy skromnych możliwościach wykonawczych większości domowych ^najstrów.
,i*Sądzę, że największą przeszkodą w poszukiwaniu do-fc$egp pomysłu jest to, że aż za dobrze wiemy, co i jak ryllezy robić aby było dobrze, jak robić wypada, a jak viie wypada, i to skutecznie krępuje naszą wyobraźnię. ^Projektując zwyczajny karmnik dla ptaków większość trzyma się kurczowo wyrytego w pamięci wzoru, jak gdyby był on tak doskonały, że ulepszyć go nie sposób. Można jednak - a postęp, jaki dokonuje się obecnie w świecie, polega nie tylko na udoskonalaniu produkcji stali, konstrukcji samolotów, budowy systemu telewizji światłowodowej itd., ale również na udoskonalaniu setek karmników", którymi otaczamy się i posługujemy codziennie. Ambitni majsterkowicze mają w tej dziedzinie takie same szanse, jak zawodowcy, a nawet mają szanse o tyle większe, że własne pomysły mogą szybko zrealizować sami, bez konieczności zatwierdzania, bez zgody pryncypałów i zawiści księgowych.
Wisi jednak nad nimi niczym miecz - groźba amatorszczyzny. Amatorszczyzna w wykonaniu najlepszych nawet projektów wynika zazwyczaj z tego, że usiłuje się je urzeczywistnić za pomocą nieodpowiedniej technologii.
Jeśli ktoś dysponując skromnym warsztacikiem domowym będzie usiłował wykonać coś w taki sposób, w jaki wykonuje się to w porządnie wyposażonym warsztacie rzemieślniczym, rezultaty można przewidzieć. W mieszkaniu można zbudować nawet samolot, tyle że innymi sposobami niż w fabryce. Dokonał tego zresztą łodzianin, Jarosław Janowski, jego dzieło zostało zaprezentowane w telewizji - przykład nie jest więc wyssany z palca.
Majsterkowanie poty będzie więc zagrożone amatorszczyzną w wykonaniu, póki majsterkowicze trzymać się będą rzemieślniczych sposobów wykonania i nie wykształcą technologii własnej, odpowiedniej do nadzwyczaj skromnych warunków, jakimi dysponują.
Kolejna sprawa, którą chcę na samym początku poruszyć, to sprawa wzorów, ich plastycznej udatności. Każda rzecz - najdrobniejsza nawet - powinna być ładna, zgrabna i na to majsterkowicze powinni zwracać znacznie większą niż dotychczas uwagę. Cóż bowiem z tego, że zrobi się coś rzetelnie, coś dobrego, sprawnie funkcjonującego, jeśli forma plastyczna pozostawia wiele do życzenia, a czasem odpycha jawnym brakiem gustu.
Jeśli w tej dziedzinie jestem w stanie coś doradzić, to przede wszystkim: projektując cokolwiek trzeba najpierw rysować, rysować i rysować, nie oszczędzając papieru, aż uzyska się zadowalającą formę plastyczną. Dobrze jest przy tym pamiętać, że każdą rzecz trzeba utrzymywać w czystości - jeśli projektując myśli się o tym, że trzeba to będzie umyć, wyszorować, wypucować bez trudu, wtedy skreśla się niepotrzebne przyozdobienia, co na ogół projektowi wychodzi na dobre.
Słyszy się często opinię, że majsterkowanie jest zjawiskiem wywołanym przez ucieczkę rzemiosła od usług w sferę produkcji, przez znaczną i obserwowaną na całym świecie zwyżkę cen za usługi rzemieślnicze itd. Nie są to opinie bez pokrycia, ale nie wyjaśniają wszystkiego. Nawet w krajach bardzo bogatych majsterkowanie rozwija się, a zajmują się nim również ci, którzy na brak możliwości zatrudnienia dobrych rzemieślników skarżyć się nie mogą. Sądzę, że zjawisko to - obserwowane również u nas - da się chyba wytłumaczyć tym, że w dzisiejszych czasach, gdy praca zawodowa staje się coraz bardziej anonimowa w wyniku postępującej specjalizacji obejmującej prawie wszystkie zawody, majsterkowanie staje się tą formą dostępnej działalności, która pozwala na wykonanie czegoś samodzielnie od początku do końca, od pomysłu do gotowego przedmiotu.
Jak by z tym nie było - faktem jest, że coraz więcej majsterkowiczów zakasuje rękawy i porywa się prawie z motyką na słońce i, o dziwo, wychodzi z tego zwycięsko: projektują i wykonują skomplikowane urządzenia elektroniczne, bojery, łodzie żaglowe, motorówki, szybowce, samoloty, wiatrakowce i lotnie, ba, amatorzy zdołali już - przy okazji innych eksperymentów - ulokować w przestrzeni kosmicznej kilka zmajstrowanych przez siebie sztucznych satelitów. Rezultaty tej działalności bywają czasem takie, że powstają wynalazki, które są patentowane, a licencje zakupuje przemysł. Stało się tale między innymi z opracowanym przez francuskiego majsterkowicza układem elektronicznym do rejestracji kolorowego obrazu telewizyjnego, z opracowanym przez amerykańskiego pastora projektem wiatrakowca - aparatu latającego, podobnego do helikoptera -z projektem nadzwyczaj prostego podwozia do samolotu, z projektami wielu samolotów sportowych oraz łodzi żaglowych. Niewielu wie, że rewolucji w dziedzinie budowy szybowców, polegającej na zastąpieniu drewna tworzywami sztucznymi, laminatami, nie dokonał bynajmniej przemysł, lecz kilku studentów uniwersytetu w Darmstadzie. Że pierwszym jachtem pełnomorskim zbudowanym z laminatów zbrojonych włóknem węglowym poszczycić się mogą amatorzy francuscy, a rewelacyjny jacht „Spanielek" jest wynikiem współdziałania francuskich i polskich entuzjastów żeglarstwa.
Wszystko to stanowi wyżyny majsterkowiczowskiego kunsztu, przykłady osiągnięć nieprzeciętnych. Przedstawiłem je tu dlatego, aby pokazać, do czego to już dochodzi, i przekonać ambitnych majsterkowiczów, że to również do czegoś zobowiązuje. Powie ktoś: zgoda, ale do tego trzeba mieć warunki, odpowiednie narzędzia, materiały - to wszystko, czego akurat nie mamy; kupić Butapren jest sztuką, a cóż dopiero...
Na cóż, życie nas nie rozpieszcza, ale ten Drak pieszczot nie tworzy sytuacji bez wyjścia, lecz taką, w której trzeba się wykazać większą inwencją i zastępować materiały niedostępne - dostępnymi. Jeśli zaś ktoś sądzi, że wymieniony już Jarosław Janowski zbudował swój samolot - wykonywany według jego dokumentacji przez amatorów w USA, Francji i RFN - w warunkach jakiegoś komfortu warsztatowego, to się myli. „Prząś-niczka" powstawała w pokoju na II piętrze w starej łódzkiej kamienicy; przyrządem montażowym dla skrzy-
deł była podłoga, a dla kadłuba - krzesła; elementy spuszczane były na sznurze przez okno itd. Na dodatek Janowski zaprojektował silnik do swojego samolotu, wykorzystując elementy silników motocyklowych MZ-ES i Avo-Sport oraz od silnika samochodu Trabant, i twór ten okazał się znakomity. Można więc - jeśli się bardzo czegoś chce. Jeśli zaś można zbudować samolot, nie jeden zresztą, jeśli można zbudować lotnię, łódź żaglową i temu podobne skomplikowane twory, to przecież znacznie łatwiej wykonać niewielki mebel, przerobić stary, zbudować proste urządzenie służące racjonalizacji czynności domowych.
Co się zaś tyczy lokowania majsterkowiczowskich ambicji twórczych, to sądzę, że mieszkanie nie jest złą lokatą, ponieważ co najmniej połowę życia spędza człowiek w mieszkaniu, a mimo całego postępu, jaki już mamy za sobą, mieszkania nadal nie są jeszcze tak doskonale urządzone i tak wyposażone, aby nie można było wykazać się inwencją, pomysłowością i sprytem w ich ulepszaniu.
Jak z tego wszystkiego wynika, poprzeczkę ustawiam wysoko. Czy jednak książka ta nie będzie stanowiła klinicznego wręcz przypadku przerostu ambicji nad możliwościami - ocenią Czytelnicy.