A A A

Coś ostrego

Z ostrych rzeczy posiadamy w domu na ogół wyłącznie paprykę i musztardę. Ostre natomiast narzędzia, ostry sprzęt kuchenny — to rzadkość. Tępe są noże — zarówno kuchenne, jak stołowe — tępe nożyki w maszynkach do mielenia mięsa, tępe tasaki, nożycz­ki, szczypce do paznokci i tępe właściwie wszystko, co ostre być powinno — wszystko, czego warunkiem dobrego, sprawnego dzia­łania jest właśnie „ostrość". Szlifierz z pedałowym kołowrotkiem, zawodzącym głosem oznaj­miający swe przybycie na podwórkach jest już dziś legendą, choć­by z powodu braku niegdysiejszych podwórek. Zanieść do naostrzenia właściwie też nie bardzo jest gdzie, a gdyby nawet było gdzie, to i tak albo nie mamy akurat czasu, albo uważamy, że to niepotrzebne wydawanie pieniędzy, albo jakoś się nie składa. Owszem, próbujemy ostrzyć własnym sposobem o kamienny garnek, o denko porcelanowego talerza, o betonową posadzkę, o poręcz na balkonie; ostrzymy jeden nóż o drugi — domowej zaś siekierki — jeśli takową posiadamy — czy tasaka w ogóle nie ostrzymy. W rezultacie męczymy się, narzekamy i klniemy, ale nie jesteśmy w stanie uciąć naprawdę cienkiego i równego kawał­ka chleba czy pieczeni; w żaden sposób nie udaje się nam prze-łupanie kawałka deski czy wystruganie czegokolwiek z drewna, co akurat może nam być potrzebne; wytężamy beznadziejnie siły próbując zmielić mięso, wyrywamy sobie paznokcie, zamiast je jak należy obciąć; zatemperowanie ołówka jest problemem nie do rozwiązania. ProsZę mi nie próbować tłumaczyć, że właśnie u Was jest ina­czej. Nie! Na ogół w każdym domu jest podobnie — na ogół w każdym domu jest jeden mniej więcej ostry nóż, który zresztą zapodziewa się systematycznie właśnie w tym momencie, gdy jest najbardziej potrzebny. Drobiazg? Czy ja wiem? Może i drobiazg, ale jeśli dodamy wysiłek fizyczny, którego wymaga używanie nieodpowiedniego, tępego noża, do nerwów straconych na bezskutecznych czasem usiłowaniach obdarcia na przykład zająca ze skóry tępym kozi­kiem — co jest zadaniem niemal niewykonalnym — drobiazg urasta do sporych rozmiarów. Zasadą ostrzenia wszystkiego, co powinno być naostrzo­ne, jest wykonywanie tego pod odpowiednim kątem. Chodzi o kąt, pod którym zbiegają się płaszczyzny ostrza i osełki, a który inny będzie dla noża kuchennego, inny dla stołowego, a jeszcze inny dla siekiery czy nożyka od maszynki do mielenia. Jeśli chodzi o noże, to im kąt mniejszy — tym nóż będzie ostrzejszy, ale jednocześnie tym szybciej będzie się tępił, tym częściej będzie wymagał ostrzenia lub choćby podostrzenia. Tak więc noże kuchenne, które zawsze powinny być możliwie ostre, ostrzymy pod małym kątem. Co to znaczy? To znaczy, że samo ostrze powinno być jak najcieńsze. Praktycznie oznacza to ostrzenie noża pod jak najmniejszym kątem nachylenia w sto­sunku do osełki. Przy ostrzeniu tasaka, używanego raczej do przerąbywania, sta­ramy się, aby kąt ten był większy, gdyż wtedy samo ostrze tasaka nie będzie nadmiernie delikatne, nie będzie nam się szczerbiło i wyginało. Podobnie z siekierą. Noże stołowe, które ze względu na bezpieczeństwo konsumen­tów nie powinny być zbyt ostre, ostrzymy pod średnim kątem nachylenia. Wtedy można będzie, bez trudu i narzekań uciąć nimi kawałek kotleta, a zarazem nie będą tępiły się zbyt szybko, co szczególnie ważne jest przy srebrach lub platerach, gdyż zbyt częste ich ostrzenie zwiększa zużycie ostrza i zmienia jego kształt. Ostrzenie o byle co jest po pierwsze bardzo kłopotliwe, a po drugie daje wyniki raczej nikłe i krótkotrwałe, bardzo za to usz­kadza ostrza. Po cóż zresztą się męczyć, jeśli za niewielkie pie­niądze możemy się zaopatrzyć w specjalne osełki. Osełki potrzebne nam będą dwie: jedna karborundowa, o średniej grubości ziarna, do pierwszego szlifu, który ma na celu nadanie ostrzu właściwego kształtu i kąta — oraz druga ze specjalnego kamienia, drobnoziar­nista, do ostatecznego podszlifowania ostrza, do jego wykończenia Osełki powinny być dość duże. Nie kupujmy małych, bo to bynajmniej nie jest wygodniejsze. Przeciwnie, łatwiej ostrzy się na dużej osełce. Ważne jest, aby przynajmniej jedna krawędź osełki — co szczególnie istotne jest przy tych grubszych, karbb-rundowych — stanowiła dużą, płaską i równą powierzchnię. Można również — ale to wyłącznie do podostrzenia „na chybcika" — używać pilnika. Najlepiej kupić okrągły, drobniutko nacinany specjalny pilnik. Taki właśnie, jakiego używają rzeźnicy do ostrze­nia noży masarskich, co często widujemy na własne oczy, ale na ogół nie bardzo wiemy, dlaczego rzeźnik od czasu do czasu prze­ciąga nożem po metalowym patyku uwieszonym u pasa. Ostrzymy na mokro. Nawet ostrząc na karborundowej osełce, używamy wody. Wypróbowałem to sam: różnica jest duża. Na korzyść. Osełkę wkładamy więc pod kran, a następnie — na ka­wałku plastykowej folii — kładziemy ją na równym, nie chwie­jącym się stole lub parapecie okiennym. Ostrze kładziemy na osełce zupełnie płasko. Następnie lekko przechylamy je w kierunku kra­wędzi tnącej, przyciskamy palcami drugiej ręki i kolistym ruchem przesuwamy po osełce, starając się przy tym utrzymać ostrze w jednej płaszczyźnie i w jednakowym nachyleniu. Po wy szlifowaniu jednej strony — co w zależności od stanu stępienia ostrza wymaga od kilkunastu do kilkudziesięciu ru­chów — zabieramy się do drugiej strony, z którą postępujemy analogicznie. Pamiętać należy przy tym, aby obie strony ostrza zeszlifować jednakowo, czyli ostrzyć mniej więcej jednakową ilość czasu. Teraz patrzymy na ostrze pod światło. Jeśli zobaczymy, że jeszcze gdzieś nie jest ono równo zeszlifowane — łatwo to poznać, bo wy­gląd świeżo zeszlifowanego metalu jest bardzo charakterystyczny — albo gdzieś jest jeszcze tępe — poprawiamy. Cały czas uważać nale­ży, aby woda na osełce nie wyschła, i zwilżać ją w razie potrzeby. Następnie osełkę płuczemy pod kranem i stawiamy pionowo w zlewie, aby wyschła, po czym przechodzimy do ostatniej czyn­ności — wykończenia. Wykańczając ostrzenie, dociskamy ostrze do drobnoziarnistej osełki znacznie lżej, pamiętając o tym, że nie chodzi już o na­danie ostrzu odpowiedniego kąta, lecz o wygładzenie go i osta­teczne wyostrzenie. Tu już wystarczy kilkanaście kolistych ru- chów i — nóż jest ostry, jakby wyostrzył go najlepszy szlifierz. Ostatnie pociągnięcia wykonujemy bardzo delikatnie, niemal mus­kając ostrzem osełkę, aby zlikwidować tak zwany „drut", który przy ostrzeniu tworzy się na nożu. Podobnie postępujemy z innymi narzędziami kuchennymi wy­magającymi ostrzenia, pamiętając o tym, iż ostrzenie na przy­kład siekiery lub tasaka zabiera więcej czasu, gdyż są to na- Rys. 12. Prawidłowe ostrzenie noża; Rys. 13. Prawidłowe ostrzenie noży- z lewej strony — „drut" na ostrzu czek z zaznaczeniem kąta nachylenia (w powiększeniu) ostrza (przekrój) rzędzia większe i na ogół z twardszej stali. Starajmy się opero­wać przy ostrzeniu samym ostrzonym przedmiotem, zaś osełka powinna być nieruchoma. To — wbrew może pozorom — zapew­nia większą precyzję, a więc i dokładniejsze naostrzenie. Są jednak pewne narzędzia, które ostrzymy inaczej, które do prawidłowego funkcjonowania powinny mieć krawędzie tnące ustawione do siebie nie pod kątem ostrym, lecz prostym, lub zbli­żonym do prostego. Na przykład nożyczki, takie przeciętne, domo­we nożyczki, zawsze mają dwa zasadnicze felery: po pierwsze są rozluźnione i strasznie chytrze trzeba nimi ciąć, aby się dało co­kolwiek w ogóle'uciąć — po drugie są tępe jak nieszczęście. A poprawić można nożyczki w ciągu kilku minut. Gdy obie ich części łączy śrubka — nie ma problemu. Po prostu odpowiednio ją dokręcamy. W wypadku, gdy tę rolę spełnia nit — luzy likwi­dujemy kilkoma uderzeniami młotka, opierając przy tym nożyczki owym miejscem, gdzie tkwi nit, na jakiejś metalowej podstawce. Uważać jednak należy, aby nie przeholować, zbyt mocne bowiem sklepanie nitu może doprowadzić do tego, że nożyczki zatną się dokumentnie. Najlepiej lekko uderzać młotkiem i po każdym ude­rzeniu sprawdzać, czy luzu już nie ma. Gdyby nożyczki otwierały się zbyt ciężko, wpuszczamy kropelkę oleju na ośkę łączącą ostrza. Wprawdzie lepiej jest ostrzyć nożyczki w warsztacie, na spe­cjalnej szlifierce, ale można poradzić sobie i w domu, używając do tego celu twardego, drobnego pilnika lub osełki karborundo-wej. Jak ostrzyć? Należy otworzyć nożyczki tak szeroko, jak tylko się da, i uważnie obejrzeć ostrze, aby dokładnie zorientować się w kącie jego nachylenia. Następnie opieramy tę część ostrza, którą mamy szlifować, o brzeg stołu lub parapetu i pilnikiem lub osełką karborundową przeciągamy w poprzek ostrza, pilnie bacząc, aby pilnik lub osełka poruszały się możliwie idealnie w tej samej płaszczyźnie, w jakiej były uprzednio ostrzone nożyczki. Z ostrze­niem nie przesadzajmy — wystarczy przeciągnięcie kilka razy, a już kroić nam się będzie lekko i przyjemnie. Tu istotna uwaga: nigdy nie ostrzymy nożyczek od strony we­wnętrznej — tam gdzie płaszczyzny obu ramion zachodzą na siebie, bo to doprowadza jedynie do ich stępienia. Ostrzymy, trzymając narzędzie ostrzące w takiej pozycji, jakbyśmy je chcieli przeciąć nożyczkami. I jeszcze jedna uwaga: osełka karborundową powinna być płaska i równa, najlepiej nowa, a przy tym możliwie drobno­ziarnista. Noże od ^maszynki do mielenia mięsa ostrzymy podobnie jak cych. Obejrzawszy taki nożyk dokładnie i poświęciwszy mu parę chwil namysłu, świetnie zrozumiemy, dlaczego tak ostrzyć należy i na czym polega tnąca funkcja nożyka. We wszystkich wypadkach, w których ostrzymy pod kątem pro­stym lub zbliżonym do prostego, czyli właśnie przy ostrzeniu no­życzek, noży od maszynek, wkrętaków czy nożyc ogrodowych — naJwygodmiej jest ostrzony przedmiot umieścić w imadle, co nam zapewni znacznie precyzyjniejszą jego obróbkę. Wkrętak też czasem odmawia posłuszeństwa: wyskakuje z wy­cięć w główkach wkrętek, kaleczy je; nie można nim nic jak na­leży przykręcić ani też odkręcić. Prosta sprawa: ostrze wyrobiło się i zniekształciło, nie pracuje więc całą swą płaszczyzną boczną, lecz tylko jej częścią, co — tego chyba nie trzeba tłumaczyć — znacznie osłabia jego działanie. Wkrętak trzeba wtedy zeszlifować na nowo. Można to zrobić w warsztacie mechanicznym, gdzie każdy ślusarz szybko dopro­wadzi nam narzędzie do porządku, ale na ogół przychodzi to nam do głowy wtedy, gdy warsztaty są już zamknięte albo są za da­leko, wkrętka zaś musi być odkręcona natychmiast. Bierzemy więc taki sam palnik lub osełkę karborundową, jakich używaliśmy do ostrzenia nożyczek, i zaczynamy szlifować koniec naszego narzędzia. Najpierw szlifujemy samo ostrze w płaszczyź­nie poprzecznej, aby ta jego część, która wchodzi w wycięcie wkrętki, stanowiła krawędź prostą, nie zaś półkolistą lub wysz­czerbioną. Następnie wyrównujemy boczne płaszczyzny końca wkrętaka. Tu uwaga: nie należy zbytnio spiło wy wać bocznych płaszczyzn końca wkrętaka, ostrze wkrętaka nie powinno być bowiem za cien­kie, gdyż wtedy przy większych, mocniej siedzących wkrętkach wygnie się, bądź pęknie. Doszlifowujemy je do takiego stanu, aby wchodziło bez trudu — ale i bez zbytniego luzu — we wcięcie na główce odpowiadające swą średnicą szerokości ostrza wkrętaka. Zasadą jest, że narzędzie powinno się zawsze poruszać w jed­nej płaszczyźnie, gdyż inaczej nigdy nie uzyskamy równej po­wierzchni obrabianego przedmiotu. Dotyczy to wszelkiego piło­wania i szlifowania. Jeśli ktoś mieszka w pobliżu szlifierza — choć rzemieślników tej urauiźy jakuś się dzisiaj rządku spuiyka — Lu dobrze jest nuże, ta­saki i siekiery naostrzyć u fachowca, a później dbać o to, aby co pewien czas, gdy tylko zaczynają się one tępić, już własnym przemysłem podostrzyć je przywracając do pierwotnego stanu. Jeśli nie możemy dostać osełki karborundowej, można ostrzyć i na kamiennej (piaskowej). Ostrzenie uda się równie dobrze, ale będzie dłużej trwało, bo karborumd znacznie prędzej zdziera me­tal. Jeśli nóż jest wyszczerbiony, a zwłaszcza, jeśli wyszczerbiony jest głęboko, nie ma sensu próbować, czy uda się przypadkiem szczerby zlikwidować. Nie uda się, a w każdym razie trwać to będzie nieskończenie długo. Lepiej — jeśli chodzi o noże kuchen- ne . kupić za parę złotych nowy i na przyszłość uważać. Wysz- czerbiony tasak lub siekierę należy powierzyć opiece szlifierza lub ślusarza. Noże można też ostrzyć na specjalnych przyrządach, sprzeda­wanych obecnie w sklepach „1001 drobiazgów". Są to obsadzone w odpowiednim uchwycie zachodzące na siebie kółka stalowe, mię­dzy którymi przeciągamy ostrze tak, jakbyśmy chcieli nim prze­ciąć ów przyrząd. Instrumenciki takie działają, to prawda, ale ostrzenie na nich nie wystarcza na długo i bardzo zużywa ostrze. Doradzam raczej ostrzenie na osełkach. Zawsze należy pamiętać, aby wecować nóż na obie strony. Ko­niecznie. Trzeba też przyzwyczaić się do tego, aby pierwsze po­ciągnięcia były mocne, ale ostatnie bardzo delikatne. Tylko tym sposobem uda nam się dobrze naostrzyć domowe tępaki.