Reklama
A A A

Ani widu, ani słychu

Moja najlepsza na świecie Matka, poza olbrzymią ilością wspaniałych zalet — posiada pewną specyficzną cechę, którą jest awersja do wszelkich mechanizmów, a szczególnie takich, które połączone są z gniazdkiem elektrycznym. Aby zapalić światło, moja Matula szybko doskakuje do kontaktu, przekręca go i na­tychmiast ucieka na bezpieczną odległość; włączenie żelazka jest dla niej przeżyciem na kilka dni, a wszelkie żarówki, druty i inne urządzenia elektryczne najchętniej brałaby przez długie szczypce. Cóż, doświadczenia techniczne mojej dobrej Matuli kształto­wały się w ubiegłym stuleciu, gdy radio i TV nie były jeszcze znane, gdy elektryczność była najnowszym wynalazkiem, bardzo jeszcze rzadkim, gdy do prania używało się balii i tary, a do oświetlania lamp naftowych, a najwyżej gazowych. Ale i dzisiejsze pokolenie — zachowując wszelkie proporcje — podobny ma stosunek do radia, telewizji, magnetofonu, czy adaptera. Dzisiejsze, to znaczy starsze — młodzież bowiem, będąc już niejako rodzona pod telewizorami, oswojona jest świetnie z wszel­kim sprzętem masowego przekazu. Zacznijmy więc od telewizora. Mebel to skomplikowany nie­zmiernie, a więc delikatny i naprawienie go w razie zepsucia jest dla normalnego śmiertelnika niemożliwością. Pierwszą więc zasadą jest nie dłubać we wnętrznościach telewizora, nawet jeśli się komukolwiek wydaje, że to coś pomoże. Nie pomoże nic, a za to niefachowymi czynnościami możemy zatrzeć ślady uszkodze­nia i utrudnić pracę fachowcowi. Jedyne co można na własną rękę uczynić, to wymienić bezpiecznik. Instrukcja podaje, gdzie w jakim telewizorze jest bezpiecznik. Często się zdarza, że bez­piecznik (przepala się z powodu nagłego wzrostu napięcia w sieci, bez żadnego uszkodzenia. Jeśli więc nasz telewizor nagle zgaśnie, bez żadnej rozumnej racji — jeśli nie jest to stopniowy zanik fonii lub wizji — możemy przypuszczać, iż właśnie bezpiecznik się przepalił. Wymieniamy go więc, ale tylko raz. Jeśli po wymianie bez­piecznika telewizor działa tylko przez parę sekund czy minut, po czym znów gaśnie — wzywamy teletechnika. Oznacza to bo­wiem, że coś na pewno jest nie w porządku i aparat wymaga fachowej naprawy. Pamiętajmy przy tym, aby bezpiecznik wy­mieniać na taki sam, aby jego amperaż był zgodny z instrukcją. Nie próbujmy naprawiać przepalonego bezpiecznika, nie stosujmy zamiast niego drutu, gdyż możemy doprowadzić nasz telewizor do ruiny. Przepali się bowiem nie groszowy bezpiecznik, lecz właśnie uszkodzony element aparatu. Konserwacja telewizora polega na... braku konserwacji. Im mniej będziemy tdlewizor wycierać, czyścić, przestawiać z miej­sca na miejsce — tym lepiej dla niego. Oczywiście, telewizor — jak każdy mebel — musi być odkurzony. Odkurzamy najlepiej suchą ściereczką tylko zewnętrzną obudowę. Środka, choćby nie wiedzieć jak był zakurzony, nie próbujmy czyścić. Kurz zbiera się również na powierzchni ekranu, na lampie kineskopo­wej, którą co parę miesięcy należy czyścić. Jeśli nasz telewizor ma wyjmowaną przednią szybę — odkręcamy odpowiednie śrubki, wyjmujemy szybę ochronną i przecieramy ekran najpierw wil­gotną, dobrze wyżętą ściereczką, a później wycieramy do sucha i przymocowujemy śrubkami szybę. Nowoczesne telewizory z antyimplozyjnym kineskopem, w ogóle nie mają szyby ochron­nej, a więc oczyszczenie ekranu nie jest trudne. Aparaty starsze często mają szybę ochronną zamocowaną na stałe i oczyszczenie kineskopu może być przeprowadzane dopiero po wyjęciu go ze skrzynki. Nie należy więc czynić tego samemu, lecz poczekać na technika, który wcześniej czy później musi być wezwany. Telewizor bowiem jest urządzeniem dość często się psującym i wymagającym okresowej regulacji. Oczywiście, istnieją w telewizorach pokrętła regulacyjne, steru­jące jasnością, kontrastowością, ostrością czy liniowością obrazu. Pozwalają one ustawić prawidłowo odbiór, ale tylko w pewnych granicach. Gdy regulacja się kończy, gdy manipulowanie pokręt­łami nie daje właściwego efektu — lepiej wezwać specjalistę Szkic prawidłowego ustawienia przeciętnego telewizora w prze- ciętnym pokojuP z naznaczeniem prawidłowego oświetlenia i prawidłowej s odległości od ekranu I ostatnia rzecz — antena. Unikajmy anteny pokojowej, która nigdy nie da nam tak dobrego i stabilnego odbioru jak antena dachowa. Odbicia, które się zdarzają w mieszkaniu, ogromnie zniekształcają odbiór, a często w ogóle uniemożliwiają wzorowe nastrojenie aparatu. Oczywiście, antena dachowa kosztuje parę-set złotych, ale jest to inwestycja absolutnie opłacalna. Zaoszczę­dzimy na nerwach przy beznadziejnej regulacji, zaoszczędzimy na okuliście i na remoncie, który przy zbyt uporczywych pró­bach domowej regulacji znacznie wcześniej będzie potrzebny. Odbiornik radiowy jest w naszych czasach urządzeniem nie­omal już archaicznym. Odbiorniki radiowe, w wielkich skrzy­niach, ze specjalnymi antenami, już się właściwie przeżywają. Jasne, że istnieją radiosłuchacze — szczególnie na prowincji — którzy radio uwielbiają i słuchają go zapamiętale. Ci wolą duże, lampowe, wielogłośnikowe często, wysokiej jakości odbiorniki, które zapewniają wierność odbioru, które nie zniekształcają koncertu, dając dźwięk czysty w maksymalnie szerokim paśmie. Takich jednak jest już niewielu. z najbliższego pogotowia telewizyjnego, który nam na nowo nastroi aparat, ewentualnie wymieni zużyte elementy na nowe. Jak regulować? Należy unikać ustawienia obrazu na dużą jasność i maksymalną kontrastowość, co często robią telewizyjni nowicjusze. Obraz jest pozornie tylko lepszy, a za to bardziej męczy wzrok i niepotrzebnie zużywa podstawowy element tele­wizora, a mianowicie kineskop. Spróbujcie przyciemnić nieco jasność i zmniejszyć kontrastowość. Odbiór — szczególnie od­biór filmów — będzie znacznie lepszy. Dobrze jest — to już dawno stwierdzili okuliści — gdy tele­wizor jest podświetlony od tyłu małą, słabą lampką. W ogóle dobrze jest, jeśli w pokoju, w którym oglądamy program tele­wizyjny, pali się jakieś przyćmione światło, gdyż oglądanie telewizji w zupełnej ciemności jest dla oczu zdecydowanie szko­dliwe. Nie mówiąc już o tym, że przecież podczas programu często wstajemy, nalewamy sobie herbaty czy w mniej intere­sujących momentach wykonujemy jakieś czynności domowe, a poruszanie się w zupełnej ciemności jest — mimo świecącego ekranu — nieprzyjemne. Tu jeszcze uwaga mniej może techniczna, a raczej psycholo­giczna: nie oglądajmy programu telewizyjnego ciurkiem, jak leci, od pierwszej do ostatniej zapowiedzi spikera. Program jest prze­znaczony dla wszystkich, a więc nie dla każdego. Nie ma czło­wieka, który byłby w stanie wytrwać przy telewizorze przez cały program, gdyż najzwyczajniej się znudzi. Oglądać należy to, co nas interesuje albo co nas może zainteresować — oglądać należy planowo. Czytamy sobie program na dany dzień, po czym wybieramy te pozycje, które lubimy lub które zapowiadają się ciekawie, po czym — gdy ulubiony program się kończy — wyłą­czamy telewizor. Nie należy stosować metody nieustannie włączonego telewizora, na który zerkamy w wolnych chwilach. Nie tylko odwraca to naszą uwagę od spraw domowych — przecież poza TV mamy w domu na pewno parę rzeczy do zrobienia — ale i niepotrzeb­nie zużywa nasz aparat. Pamiętajmy o tym, że ilość godzin pracy poszczególnych zespołów telewizora jest ograniczona, a każda godzina niepotrzebnego włączenia — o tę właśnie godzinę skraca jego żywot między naprawczy. Dziś królują turystyczne, niewielkie aparaty tranzystorowe, ^zasilane z baterii. Młodzież szczególnie je ukochała i żyjąc zgod­nie z zasadą „nie rozstajemy się z naszymi tranzystorami" — zatruwa starszym życie nadzwyczaj skutecznie, hałasując głoś­nikami otwartymi na największy regulator, skocznym big-beatem, nie zawsze będącym muzyką, której chciałoby się słuchać. Tranzystorowe odbiorniki radiowe — jak każde nowoczesne urządzenie — proste są w konstrukcji, rzadziej się psują, mniej są wrażliwe na wstrząsy, zmiany atmosferyczne i nieostrożne obchodzenie się z nimi. Tranzystory zużywają również nieporów­nanie mniej prądu niż lampy radiowe, toteż baterie wystarczają na bardzo długo. Niemniej baterie też się wyładowuje, też je trzeba zmieniać. Kiedy to uczynić? Gdy głos staje się chrypliwy i niewyraźny, gdy wzmocnienie działa dopiero na końcu skali potencjometru — nie zwlekajmy z wymianą baterii. Koszt niewielki, a słuchanie radia na resztkach prądu to nie przyjemność — lecz przykrość. Reperowanie radia w warunkach domowych jest zadaniem prawie beznadziejnym, jeśli nie jesteśmy radioamatorami. Ot, w odbiorniku sieciowym możemy sprawdzić bezpiecznik, kabel i wtyczkę, ale o naprawie nie ma co marzyć. W tranzystorowym aparacie, opartym na obwodach drukowanych, w ogóle niczego nie jesteśmy w stanie nie tylko naprawić, ale nawet zrozumieć bez schematu i praktyki w tej dziedzinie. Lepiej więc udać się do specjalisty. Odbiorniki lampowe, starszego typu, szczególnie te, które pracują u nas od lat — często mają po prostu zużyte lampy. Tak, lampa radiowa po latach zużywa się, traci emisję — jak to mądrze określają radiotechnicy — i przestaje spełniać swe zadanie. Aparat ze zużytymi lampami odbiera coraz słabiej i sła­biej, coraz mniej jest selektywny, coraz mniej stacji łapie. W takim wypadku — szczególnie, jeśli jesteśmy przywiązani do naszego aparatu lub nie mamy pieniędzy na nowy — albo wyjmujemy wszystkie lampy, jeśli potrafimy to uczynić, albo też cały aparat niesiemy do najbliższej placówki ZURT-u, gdzie lampy zostaną sprawdzone specjalnym urządzeniem, a w razie potrzeby wymienione na nowe.