Ani bzyku więcej
Muchy, muszki i muszęta, ćmy i ciemlki, komary najrozmaitsze-o kalibru oraz wszelkie inne owady bzykające nam po mieszka-iu potrafią zepsuć najpiękniej zapowiadające się lato, czy to domu, czy na wczasach lub na letnisku. Szczególnie wieś daje am pod tym względem poważnego łupnia, gdyż na wsi może nie być światła, może nie być wody, może nie być podstawowych produktów w sklepiku, ale muchy zawsze są. Pod gwarancją. I w dużych rojach.
Ich bzykanie jest oczywiście tylko denerwujące. Znacznie górze od tego jest roznoszenie przez owady zarazków.
Z muchami trzeba walczyć, trzeba je tępić, do czego wzywają nawet etykiety zapałczane. Jednak na etykietach nie napisano, jak te muchy należy zwalczać.
My zajmiemy się tą sprawą szerzej. Są dwie metody walki z muchami. Pierwsza, polegająca na bezpośrednim ich tępieniu przy pomocy muchołapek, lepów i trucizn na spodeczkach, i druga — polegająca na zapobieganiu zetknięciu się z nimi przez izolację pomieszczeń, przez utrudnienie im przedostania się do pokojów i kuchni, w których przebywamy. Metoda pierwsza jest metodą cokolwiek beznadziejną. Daje efekty dopiero wtedy, gdy miliard ludzi jednocześnie zabierze się do bezpośredniego, osobistego tępienia tych owadów. Druga metoda jest natomiast skuteczniejsza nawet w wykonaniu jednoosobowym. Nie zawsze bowiem ma się pod ręką miliard zdecydowanych muchołapów.
My zresztą, w naszych domowych warunkach, połączymy owe dwie metody: najpierw uszczelnimy przed muchami nasze mieszkanie, następnie zaś wygubimy ze szczętem te muchy, które jeszcze w środku pozostały. No i będziemy pilnowali, aby następne się nie przedostawały do wnętrza.
Bardzo to ładnie — powiecie — ale nie sposób przez całe lato trzymać zamknięte okna i drzwi, bo się podusimy. Wietrzyć trzeba i tego nie unikajmy. Należy więc zastosować siatki do okien i drzwi, przez które odbywać się będzie cyrkulacja powietrza, ale przez które nie przedostanie się mucha lub komar. Tu weźmiemy to, co mamy pod ręką. A więc siateczkę nylonową, którą sprzedają w sklepach z tworzywami sztucznymi, muślin, gazę, a nawet i siatkę metalową, byle była możliwie o drobnych oczkach. Najlepsza jednak jest siateczka nylonowa, która może służyć parę lat i nie niszczy się, jest łatwa do mycia i jeszcze w dodatku — czego nie należy lekceważyć — ładnie wygląda.
Zanim pójdziemy kupować siatkę, dokładnie wymierzamy sobie te okna, które zamierzamy zabezpieczyć, aby nie kupić zbyt wiele materiału, lub — co gorsza — zbyt mało.
Zasadą jest niepozostawienie ani jednego otworu, przez który mogłyby się muchy przedostać do mieszkania. Pamiętajmy przy tym, że są to owady nader chytre, które poty szukają dziury w całym, póki jej nie odkryją. Nie wystarczy więc przesłonięcie okien siatką; należy również pamiętać o otworach wentylacyjnych w spiżarni, w oknach piwnicy itp.
Z zasady tej wynika również, że siatka powinna być tak przymocowana do okien, by nie pozostawały najmniejsze nawet szczeliny. Jednym słowem — konieczna jest wyjątkowa staranność wykonania zabezpieczeń, gdyż inaczej cała robota minie się z celem.
Sposób zasłaniania okien zależy od ich budowy i sposobu otwierania. Najczęściej spotykane są okna podwójne — zewnętrzne i wewnętrzne, i te właśnie najłatwiej zabezpieczyć siatkami. W tym celu najzwyczajniej w świecie wyjmujemy z zawiasów okno zewnętrzne, wstawiamy je na lato do piwnicy, na jego zaś miejsce rozpinamy siatkę.
Proszę się nie obawiać ewentualnych zacieków z deszczu; siatka jest dla deszczu niemal równie nieprzenikliwa jak szyba i po siatce krople spłyną równie dobrze jak i po szybie, pod warunkiem, że dolna część siatki zachodzić będzie nieco od zewnętrznej strony na framugę okna.
Siatkę — metalową, muślinową czy też nylonową — przybijamy małymi gwoździkami do framugi. Gwoździki wbijamy dość gęsto, co 3—4 cm, naciągając siatkę w miarę potrzeby w obu kierunkach, aby uniknąć powstawania sfałdowań i szczelin. Jeśli mieszkamy na parterze, przybijamy siatkę od zewnątrz. Na piętrze musimy to zrobić od wewnątrz, ale robota musi być wtedy staranniejsza. Pod gwoździki podkładamy małe krążki blaszane lub igelitowe o średnicy 10—12 mm, które mocniej docisną siatkę do drewnianego podłoża. Siatkę trzeba zabezpieczyć na brzegach, aby się nie strzępiła.
Pewne trudności będziemy mieli z zasłanianiem siatką otworów wentylacyjnych, które nie posiadają drewnianej ramy. Wtedy przybijamy siatkę bezpośrednio do muru gwoździami tapicerskimi. Tu radzę wziąć nieco więcej siatki, tak, aby zachodziła dalej na mur, gdyż wbijanie gwoździków tuż przy otworze spowoduje wykruszenie tynku.
Wbijamy więc gwoździki na brzegu siatki, ale możliwie daleko
od zasłanianego otworu.
Wiadomo, że do lepów na muchy znacznie łatwiej przyklejają się ludzie niż owady. Nie wiem dlaczego, ale tak właśnie jest. W związku z tym, jeśli już wieszamy lep, to wieszajmy go możliwie wysoko pod sufitem, aby nie było żadnej możliwości zaczepienia o niego włosami. Mucha ma taką naturę, że kręci się po całym pokoju, a więc i pod sufitem. Prędzej czy później na ten lep trafi. Zamiast lepu, który trzeba zmieniać co parę dni, gdyż wysycha on szybko i przestaje spełniać swoje zadanie, można stosować specjalne szklane muchołapki, sprzedawane, w sklepach gospodarstwa domowego, albo też kupujemy specjalny płyn, zwany „Muchosolem", sprzedawany w aerozolowych puszkach, który rozpylamy po mieszkaniu, starannie uprzednio pochowawszy wszelkie produkty żywnościowe, aby i ich nie skropić. Jeśli akurat „Muchosolu" zabrakło w mydłami, możemy użyć trutek, które łatwo sporządzić we własnym zakresie. Bierzemy mianowicie dwie łyżeczki cukru, dwie łyżeczki 40^procentowej formaliny i mieszamy to razem w szklance wody. Mieszaniną tą zalewamy leżącą na spodeczku bibułę. Potrawa ta ma dla much nieprzeparty urok, a mrą po niej jak... muchy. Pozostaje kłopot z drzwiami. Tu jedna jest rada: trzeba drzwi stale zamykać, nauka nie wymyśliła bowiem innego sposobu.
No, a te nieliczne muchy, które się jakoś prześlizgną, w krótkim czasie wyginą na naszych lepach i trutkach.